Kategoria: Związki

Kontrolujący partner zakłada maskę opiekuna: “Troszczę się o ciebie. Wolisz być ignorowana!?”

Małgorzata Malinowska

03.02.2024

TOKSYCZNE RELACJE

RELACJE Z BLISKIMI

Partner zerka przez ramię, gdy sprawdzamy telefon, dopytuje, z kim wychodzimy i na jak długo. Brzmi znajomo? To nie wyraz troski i opieki. O problemie kontroli w relacjach mówi psychoterapeutka.

Kontrola w związku: czy powinna budzić nasz niepokój?

Każda z nas marzy, żeby mieć u swojego boku mężczyznę zaangażowanego w relację, troskliwego i okazującego nam zainteresowanie. Kiedy jednak partner przekracza granicę troski i zaczyna kontrolować i ograniczać naszą wolność, to już powinna nam się zapalić lampka, że chyba to już nie jest nasza wymarzona relacja.

Anna, 47: Razem z Barkiem byliśmy parą po przejściach. On po rozwodzie i nieudanym związku, ja po trudnym rozstaniu. Kiedy się poznaliśmy, od razu nawiązała się między nami nić porozumienia. Mieliśmy podobne zainteresowania, dużo wolnego czasu na realizowanie pasji. Obydwoje nie mieliśmy dzieci, więc otwartość na nowy związek była w nas bardzo duża. Bez bagażu, z lekko porysowanymi sercami z poprzednich związków, nie traciliśmy nadziei, że jeszcze piękne chwile przed nami. Niektórzy muszą poczekać dłużej na prawdziwą miłość. W tym duchu szukałam swojej prawdziwej drugiej połówki tak do 45 roku życia. I wtedy poznałam Bartka. Od razu coś między nami zaiskrzyło i świetnie się dogadywaliśmy. W oczach naszych przyjaciół i znajomych również uchodziliśmy za świetny duet. “Nareszcie i tobie się trafiło. To jest partner na resztę życia” – usłyszałam od mojej przyjaciółki, kiedy spotkałyśmy się na babskim wieczorze. W końcu. Bo w ostatnim czasie, byłam praktycznie niedostępna dla nikogo poza moim chłopakiem. Kiedy wróciłam ze spotkania z Asią, wyczułam w zachowaniu partnera lekkie zdenerwowanie. Wypytywał, co robiłyśmy, gdzie byłyśmy. Kiedy odpisywałam wieczorem na wiadomość przyjaciółki, zerkał przez ramię, z kim koresponduję. Początkowo nie wzbudzało to mojego niepokoju, dopiero powtarzające się później podobne sytuacje, dały mi do myślenia.

Kiedy wychodziłam z koleżankami do kina, czy na warsztaty tańca, na które się zapisałyśmy, Bartek kontrolował, jak się ubieram, z kim idę i o której wrócę. Z czasem stało się to nie do wytrzymania. Po poważnej wspólnej rozmowie dowiedziałam się, że jego brak zaufania i potrzeba kontroli biorą się z trudnych doświadczeń z poprzednich relacji. Obiecywał, że to się już nie powtórzy, ale nie zauważyłam, żeby podjąć realną próbę walki ze swoim problemem. Radziłam wizytę u terapeuty, ponieważ to rzutowało na naszej dalszej przyszłości. Usłyszałam tylko, że wyolbrzymiam problem i powinnam się cieszyć, że troszczy się o mnie, a nie ignoruje. To był dla mnie jasny sygnał, że w naszym związku pojawił się problem kontroli.

Kontrola w związku okiem eksperta

O problemie kontroli i nadmiernej kontroli w związkach rozmawiałyśmy z psychoterapeutką K. Leą Jarmołowicz z Ośrodka Centrum. Co według ekspertki powinno nas zaniepokoić?

Kontrolowanie w związku zazwyczaj odnosi się do zachowań, w których jedna osoba próbuje narzucić drugiej swoją wolę, decyzje czy ograniczyć jej wolność. To może prowadzić do nierównowagi w relacji. Zdrowy związek opiera się na zaufaniu, szacunku i równości, a nie na kontroli. Czasem zachowania kontrolujące mogą być subtelne i stopniowo narastać, dlatego ważne jest zwrócenie uwagi na sygnały ostrzegawcze.

W każdym związku obecne są pewne elementy kontroli, które bardziej nazwiemy jako „mam prawo wiedzieć, co robi mój partner”, co w jakimś zakresie pomaga utrzymać równowagę i harmonię w relacji. Jednak granica między „zdrową” kontrolą (chcę wiedzieć, bo to naturalne, że wiem, co generalnie robi mój partner i jak wygląda jego dzień), a niezdrowym nadzorem (sprawdzam, by mieć kontrolę nad tym, co robi) może być cienka. Kluczem do udanej relacji jest zrozumienie, że partnerzy to indywidualności z własnym życiem, marzeniami i przestrzenią. Taka „zdrowa” kontrola, opiera się na wzajemnym zaufaniu i szacunku. To taka forma sprawdzania, czy partner czuje się dobrze i jest bezpieczny. Jednak, gdy kontrola staje się nadmierna, może zagrażać autonomii drugiej osoby.

Czerwonym światłem są nadmierna zazdrość, ciągłe pytania o każdy krok, wymuszanie podporządkowania co i kiedy i z kim robi i izolowanie od przyjaciół. Zdrowy związek opiera się na otwartej komunikacji, wspieraniu się nawzajem, a nie na ograniczaniu wolności.

Kontrola w związku – troska czy potrzeba dominacji

“Kontrola w związku to delikatny taniec, w którym ważne jest znalezienie właściwej równowagi” – mówi psychoterapeutka i zwraca uwagę, jak ważna w każdej relacji jest przestrzeń do samorozwoju. – Pamiętajmy, że każdy z nas potrzebuje przestrzeni do rozwoju, a zdrowy związek to taki, który pozwala partnerom rosnąć razem, nie tracąc swojej indywidualności. Świadomość granic w relacji jest kluczowa dla zachowania zdrowej dynamiki relacji. Partnerska kontrola powinna kierować się troską, nie zaś pragnieniem dominacji. Ważne jest, aby zastanowić się, czy pytania i sugestie wynikają z troski, czy może z własnych lęków. Chcemy wiedzieć wszystko, bo tylko to daje nam np. poczucie spokoju, a bez tego stałego kontrolowania i podporządkowywania go, nie jesteśmy w stanie czuć się dobrze. Niezdrowa kontrola może być symptomem niskiego poczucia własnej wartości u jednego z partnerów lub wynikać z wcześniejszych doświadczeń. Dlatego istotne jest, aby w związku istniała przestrzeń do rozmów o uczuciach i obawach. Pamiętajmy, że zdrowy związek to nie tylko wspólne cele i radości, ale również szacunek dla indywidualności partnera. Każdy ma prawo do osobistej przestrzeni, zainteresowań i przyjaciół. W związku kontrola staje się problemem, gdy jedna strona próbuje narzucać swoją wolę drugiej. Długotrwała kontrola może prowadzić do frustracji, zaniku zaufania i w końcu zakończenia związku. Dlatego kluczową kwestią jest rozmowa i wzajemne zrozumienie. Jeśli w związku pojawiają się sygnały nadmiernego nadzoru, warto wspólnie pracować nad budowaniem zdrowej równowagi i umożliwieniem partnerowi rozwijania się w sposób zgodny z własnymi potrzebami.

Kontrola w związku: przyczyny

Zdaniem ekspertki potrzeba nadmiernej kontroli w związku może wynikać z różnych czynników. Są nimi:

  • Brak zaufania: Osoba kontrolująca może mieć głęboko osadzone problemy z zaufaniem innym, co prowadzi do prób nadmiernego kontrolowania partnera w celu utrzymania poczucia bezpieczeństwa.
  • Niskie poczucie własnej wartości: Ktoś, kto ma niskie poczucie własnej wartości, może próbować kontrolować partnera, aby poczuć się bardziej potrzebnym i ważnym w relacji.
  • Doświadczenia z przeszłości: Osoba może mieć trudne doświadczenia z poprzednich związków, które skutkują lękiem przed powtórzeniem się tych sytuacji. To może prowadzić do prób kontrolowania obecnego partnera.
  • Nadmierne poczucie odpowiedzialności: Czasem jedna ze stron zbyt mocno angażuje się w rolę opiekuna i próbuje kontrolować partnera w imię swojego rozumienia “dobrego”.
  • Brak umiejętności radzenia sobie ze zmianą: Zmiany w związku, takie jak nowe sytuacje życiowe czy trudności, mogą sprawić, że ktoś zaczyna kontrolować partnera, próbując utrzymać stabilność.

Ważne jest zrozumienie, że nadmierne kontrolowanie partnera w związku jest szkodliwe. Wspólna praca nad zrozumieniem i rozwiązaniem tych problemów jest kluczowa. Wspierająca i otwarta komunikacja, a także ewentualne wsparcie specjalisty mogą być pomocne dla par, które zmierzą się z tymi trudnościami – dodaje K. Lea Jarmołowicz.

Kontrola w związku a zdrowe relacje: na co zwrócić uwagę?

Ekspertka dodaje, że z prawidłowych relacjach istotne jest kilka fundamentów:

  • Komunikacja: Otwarta i uczciwa komunikacja jest kluczowa. Partnerzy powinni być w stanie rozmawiać o swoich uczuciach, potrzebach i oczekiwaniach.
  • Zaufanie: W związku istotne jest zaufanie. Każdy powinien mieć przestrzeń do indywidualnego rozwoju i wykonywania działań bez niepotrzebnej kontroli.
  • Szacunek: Szanujcie nawzajem swoje granice i decyzje. Każda osoba w związku powinna być szanowana jako jednostka.
  • Równość: Związek oparty na równości oznacza podział obowiązków, decyzji i odpowiedzialności. Nikt nie powinien dominować nad drugą osobą.

Nadmierna kontrola: sygnały ostrzegawcze

Niezdrowa kontrola w związku może manifestować się różnymi zachowaniami. Oto kilka znaków, które mogą świadczyć o tym, że partner może być zbyt kontrolujący:

  1. Nadmierne pytania i sprawdzanie: Jeśli partner stale zadaje pytania dotyczące twoich działań, planów czy towarzystwa, a także regularnie sprawdza twoje wiadomości, maile, media społecznościowe.
  2. Zazdrość i podejrzliwość: Niezdrowa kontrola może objawiać się nadmierną zazdrością i podejrzliwością. Jeśli partner nie potrafi zaufać i widzi potencjalne zagrożenie we wszystkim i wszystkich.
  3. Izolowanie od innych: Jeśli partner stara się izolować cię od rodziny, przyjaciół czy innych bliskich osób, aby kontrolować twoje kontakty społeczne.
  4. Decydowanie za ciebie: Jeżeli partner podejmuje decyzje za ciebie bez uwzględnienia twoich potrzeb i opinii.
  5. Manipulacja emocjonalna: wywieraniem presji, byś robił/a to, co partner chce, nawet jeśli jest to sprzeczne z twoimi własnymi wartościami czy pragnieniami.
  6. Ograniczanie wolności: Jeśli partner narzuca ci zbyt wiele ograniczeń, kontroluje twój czas, decyzje czy wybory życiowe, to może to być sygnał.

Jeśli nadkontrola staje się problemem, warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty par, aby zrozumieć przyczyny i pracować nad zdrową dynamiką w związku.

Karolina Lea Jarmołowicz – psycholożka, psychoterapeutka, założyciel i szefowa Ośrodka Centrum. Członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz Stowarzyszenia INTRA. Pracuje w podejściu integracyjnym.

https://twojstyl.pl/artykul/kontrola-w-zwiazku-troska-czy-brak-zaufania-dlaczego-czujemy-potrzebe-kontrolowania-partnera,aid,7028?fbclid=IwAR0K8S7KqNk845F-Sz7y8z-IisNn7iGUXveYOJ-tCgWCx3bs0KxkoH7A98s

„Kobiety szukają mężczyzn, których jeszcze nie ma, a mężczyźni kobiet, których już nie ma. Między Polkami a Polakami jest przepaść”, mówi socjolożka Karolina L. Jarmołowicz

 

Marta Szarejko 

 

18.01.2023

– Ludzie myślą, że kompromis jest wtedy, kiedy każda strona zatrzyma coś swojego i razem coś z tego uplotą. Nie. Kompromis oznacza, że porzucamy swoje i wspólnie budujemy coś nowego. I tu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii z perspektywy kobiet: to, czego chcemy dziś od mężczyzn, nie jest możliwe. Facet to nie jest choinka! Kobieta też nie. Obie strony muszą zejść na ziemię, pożegnać przynajmniej część pragnień i znaleźć balans – mówi Karolina Lea Jarmołowicz, psycholożka, socjolożka.

Marta Szarejko: 52 proc. kobiet do 35. roku życia ma wyższe wykształcenie i tylko 32 proc. mężczyzn.

Karolina Lea Jarmołowicz: Dzieli nas 20 punktów procentowych – przepaść. Polki są świetnie wykształcone, wielozadaniowe, ambitne. Jesteśmy jednymi z najbardziej pracowitych kobiet w Europie. Odważniej opuszczamy małe miejscowości i wyjeżdżamy do dużych miast. Mężczyźni robią to jednak rzadziej: świetnie pokazuje to pewien telewizyjny program.

Rolnik szuka żony.

Tak! Oglądając go, widzimy trudności psychologiczne i społeczne w nawiązywaniu relacji. Mamy wielkomiejskie singielki z aspiracjami, które się liberalizują, i pogubionych mężczyzn, którzy zostają w tyle w każdym aspekcie: nie tylko wykształcenia, ale też siły życiowej, napędu do działania. Jak na dłoni widać kryzys męskości.

Kobiety są teraz na miejscu mężczyzn: kształcą się, pracują, zarabiają, a jednocześnie rodzą dzieci i wychowują je.

Role się odwróciły, bo dziś jedna zarabiająca na dom osoba raczej nie wystarczy. Pamiętamy wzór tradycyjnej rodziny, obciążającej zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Te pierwsze miały na barkach dom, wychowanie dzieci, a ci drudzy odpowiedzialność finansową. Dziś kobiety chcą więcej: równouprawnienie dało im napęd, chcą studiować, pracować i mieć rodzinę. Pieniądze są dla nich ważne, ale nie najważniejsze.

Pewna terapeutka opowiadała mi, że jej klientki jadąc na randki, zostawiają samochód kilka ulic dalej – żeby nie peszyć mężczyzny, z którym się spotkają.

Boją się, że go spłoszą: nie tylko są lepiej wykształcone, ale też często bardziej zamożne. Tymczasem co by zrobił mężczyzna? Wyeksponował samochód! Mężczyźni stawiają na finanse, dla nich wysoki status społeczny to konkretne pieniądze, a nie sześć fakultetów na różnych uczelniach.

Z badań wynika, że studia są dla kobiet wystarczającym powodem, żeby wyjechać do dużego miasta. Mężczyzna musi mieć pewność, że po tych studiach będzie dobrze zarabiał.

Znacznie więcej mężczyzn decyduje się na podjęcie pracy po ukończeniu szkoły średniej, kobiety na tym nie poprzestają, uznają, że do prestiżowej pracy trzeba się przygotować, rozwinąć. Poza tym w pamięci ciągle mają to, że ich matki musiały wybierać: kariera albo dom.

One nie muszą, chcą mieć wszystko. Tymczasem wydaje się, że mężczyźni nie są do tego przygotowani. Na poziomie deklaracji stawiają na partnerskie relacje, ale w praktyce nie są na nie gotowi, boją się ich.

Obie strony są na przegranej pozycji.

Kobiety szukają mężczyzn, których jeszcze nie ma, a mężczyźni kobiet, których już nie ma. Myślę, że to niezwykle ważne: zobaczyć, że jesteśmy w okresie przejściowym, czasie transformacji stereotypowego myślenia i tworzenia nowych ról społecznych. A każda zmiana niesie lęk. Statystyki na temat wykształcenia faktycznie budzą trwogę, ale wzięłabym głębszy oddech i podeszła do tego jak do naturalnego procesu zmian społecznych, kształtowania się nowej formuły relacji.

Brzmi to trochę jak proces żałoby.

Zgodnie z teorią etapów żałoby, kiedy coś umiera, wypieramy ten fakt. Mamy etap zaprzeczenia, w którym jest dużo lęku i wycofania – w tym momencie jest wielu mężczyzn, którzy nie chcą przyjąć do wiadomości rodzącego się, nowego porządku. Potem jest złość – przeżywają ją zarówno mężczyźni, jak i kobiety — która może dawać siłę potrzebną do działania. Następnie wchodzimy w smutek i łzy, żegnanie się z tym, co stare i nieużyteczne w nowej rzeczywistości. Stawiamy sobie pytanie: co teraz?

No właśnie: co?

Myślę, że w pewnym sensie mężczyźni są na etapie depresji, powoli dochodząc do momentu targowania się, zastanawiania – co mogę zatrzymać ze starego świata, a co zbudować nowego? Co warto utrzymać, a co przeformułować? Kolejną fazą, jeśli się nie zatrzymamy, a wszystko wskazuje na to, że odwrotu już nie ma, będzie kształtowanie się tego, co nowe.

Czy dziewczyny trzydzieści, czterdzieści plus tego dożyją?

Nie wiem. A jeśli tak, to nie wiem, czy będą wtedy w związkach. Dziś ze statystyk wiemy, że 70-80 proc. pacjentów gabinetów psychoterapii to jednak kobiety, które zgłaszają się ze stanami lękowo-depresyjnymi. Z jednej strony chcą pozamykać sprawy z dzieciństwa, przyjrzeć się destrukcyjnym wzorcom zachowań, a z drugiej nie wiedzą, jak stworzyć dojrzałą, stabilną relację. A właściwie z kim ją tworzyć. Jeden, drugi, trzeci związek im nie wyszedł, zastanawiają się, co jest nie tak.

Bycie w parze wciąż jest synonimem ułożenia sobie życia.

Stereotypowe myślenie o związku wciąż jest takie: relacja jest tożsama ze szczęściem, a jej kiepskie strony widzimy często dopiero po rozstaniu. I w sumie nic dziwnego: chłopcy socjalizowani są do autonomii, dziewczynki do przywiązania. Społeczeństwo powoli się zmienia, ale kobiety wciąż bardziej niż mężczyźni określają siebie przez stałe relacje. Wciąż myślimy, że lepiej być w jakiejkolwiek relacji niż samej, bo dzięki temu społeczeństwo nas bardziej akceptuje.

Jednocześnie więcej kobiet w Polsce składa pozew o rozwód.

Bo rozwód od dawna już nie jest tabu. Dostęp do opieki psychologicznej jest większy, świadomość też, a poza tym kobiety są samodzielne finansowo, mogą sobie pozwolić zarówno na poniesienie kosztów rozwodu, jak i na życie bez partnera. Więc myślę, że na poziomie rozumu pozwalamy sobie na bycie singielką albo rozwódką, ale na poziomie emocji wciąż mamy zakodowane, że w parze jest łatwiej.

Czy mężczyzna, który jest gorzej wykształcony, może mi dać poczucie bezpieczeństwa, troskę, szacunek? Jeśli ma pozytywne wzorce, nauczył się tego w domu, wie, że związek powinien opierać się na zaufaniu i życzliwości, to tak. Dyplom do tego nie jest potrzebny

Zależy w jakiej parze.

No właśnie. Z badań wynika, że kobiety po studiach wolą pozostać samotne niż wiązać się z mężczyzną ze słabszym wykształceniem. Przy czym wykształcenie to nie tylko papier, który zresztą dziś łatwo można zdobyć, ale przede wszystkim cały zestaw zachowań, aspiracji, cech klasowych, sposobów spędzania wolnego czasu – w tym kontekście podobieństwo może okazać się niezwykle ważne.

Wyobraźmy sobie taką parę: ona znaczniej lepiej wykształcona niż on, przychodzą do pani gabinetu…

Nie muszę sobie tego wyobrażać, 80 proc. to takie pary! Widać to już podczas pierwszych spotkań: inicjatorkami terapii zwykle są kobiety, to one wiedzą, jak ważne są kompetencje relacyjne. Bo jest też druga strona medalu: w procesie edukacji nie tylko zdobywamy wiedzę o świecie, ale uczymy się funkcjonowania społecznego, komunikacji w relacji. Osoby o podobnym wykształceniu mają podobne horyzonty myślowe, ale też kompetencje społeczne, krótko mówiąc: łatwiej im się porozumieć zarówno w kluczowych, jak i codziennych sprawach.

Funkcjonują na podobnym poziomie, tak się przecież dobieramy – na zasadzie podobieństw.

Na jakość życia w relacji wpływa mnóstwo czynników, wykształcenie jest ważne, ale nie musi być decydujące. Polecam zrobić takie ćwiczenie: napisać na kartce wszystkie swoje potrzeby, a potem pragnienia – warto je rozdzielić, mieć jasność, co jest czym. Bo bez zaspokojenia potrzeb trudno żyć, bez spełnienia pragnień łatwiej.

Czyli jeśli chcę rozmawiać z moim partnerem o książkach, a on nie bardzo jest tym zainteresowany…

To może pani bez tego żyć, ponieważ to nie jest potrzeba, tylko pragnienie. Jak wszystkie aspekty związane z wykształceniem. Tu zaczyna się targowanie, o którym mówiłam, dojście do momentu, w którym widzimy prosty fakt: coś za coś. Czy mężczyzna, który jest gorzej wykształcony, może mi dać poczucie bezpieczeństwa, troskę, szacunek? Jeśli ma pozytywne wzorce, nauczył się tego w domu, wie, że związek powinien opierać się na zaufaniu i życzliwości, to tak. Dyplom do tego nie jest potrzebny.

Ale jeśli kobieta zna pięć języków, a jej partner nie zna żadnego? Widzę dwie opcje: po kilku latach ona zaczyna krytykować jego ignorancję, wbijać mu szpile, szydzić z niego…

Pogarda to ślady naszej przeszłości, relacji z rodzicami, zaburzonych więzi między nami a nimi. Echa tego, co warto pożegnać, bo tylko własne poczucie bezpieczeństwa i życzliwość dla drugiej osoby spowodują, że będziemy w stanie stworzyć dobry związek.

A druga: będzie próbowała wciągnąć partnera w swój świat. Czy on tego chce, czy nie.

I to jest pomysł nowoczesnej kobiety, która marzy o mężczyźnie, którego jeszcze nie ma! „Wciągnę go w swój świat, ale z czułością, a on zacznie się rozwijać, tak jak ja”. Nie każdy mężczyzna chce się rozwijać, niektórzy myślą, że są w porządku tacy, jacy są. I mają do tego prawo – jeśli ktoś nie chce, nie musi się rozwijać. Pytanie tylko, czy mu z tym dobrze.

Co powinna zrobić taka kobieta?

Dobrze, żeby zastanowiła się, co jest ważniejsze: to, iloma językami mówi jej partner, czy to, że ją słyszy i wspiera emocjonalnie, troszczy o nią. Warto konkretnie nazwać to, co dla nas najważniejsze.

Zauważyłam, że kobiety, które czują ten przejściowy etap, wybierają często dużo młodszych mężczyzn, godząc się na to, że to one będą ciągnęły wszystko – dom, finanse, dzieci i karierę, ale on przynajmniej nie będzie im przeszkadzał. Nie będzie władczy, agresywny, ograniczający, tylko wejdzie w ten świat, który one narysowały, i wpasuje się w niego

Jakie problemy najczęściej mają takie pary?

Poczucie niezrozumienia w relacji, zderzenia dwóch perspektyw. Ona chce studiować zaocznie, co dwa tygodnie ma zjazdy, a on chce budować dom i zakładać rodzinę. Ona mu oświadcza, że jednak zacznie te studia, a on na to: „Zaraz, zaraz, liczy się kasa! Poza tym ja chcę mieć rodzinę, dom, a tym mnie stopujesz”. Obie strony czują się blokowane – on w zakładaniu rodziny, ona w rozwoju.

Błędne koło.

Zauważyłam, że kobiety, które czują ten przejściowy etap, wybierają często dużo młodszych mężczyzn, godząc się na to, że to one będą ciągnęły wszystko – dom, finanse, dzieci i karierę, ale on przynajmniej nie będzie im przeszkadzał. Nie będzie władczy, agresywny, ograniczający, tylko wejdzie w ten świat, który one narysowały, i wpasuje się w niego.

A mężczyźni?

Tkwią w impasie, tęsknią za kobietami takimi jak kiedyś: uległymi, przy których mogli się czuć męscy. Nie musieli z nimi walczyć, walczyli między sobą – ten świat był dosyć prosto zbudowany. Ale nie ma już powrotu do starego porządku. Co oczywiście nie znaczy, że będzie gorzej. Będzie inaczej.

Jak znaleźć złoty środek?

Ludzie myślą, że kompromis jest wtedy, kiedy każda strona zatrzyma coś swojego i razem coś z tego uplotą. Nie. Kompromis oznacza, że porzucamy swoje i wspólnie budujemy coś nowego. I tu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii z perspektywy kobiet: to, czego chcemy dziś od mężczyzn, nie jest możliwe. Facet to nie jest choinka! Kobieta też nie. Obie strony muszą zejść na ziemię, pożegnać przynajmniej część pragnień i znaleźć balans.

Zasada realności zamiast zasady przyjemności. Zrobienie listy potrzeb i rozważenie, które są możliwe do spełnienia, brzmi jak przyspieszony kurs dojrzewania.

Dokładnie tak, i ja do niego zapraszam. Bo dojrzewanie to żegnanie nierealnych oczekiwań. Warto wyjść z dziecięcego pokoju i otworzyć się na to, jakimi jesteśmy – wykształconymi, czy nie. I zobaczyć, co w relacji pomimo różnic jest dobre i możliwe. Teoretycznie, jeśli mamy stabilne poczucie własnej wartości, możemy stworzyć udany związek właściwie z każdym.

To z kolei widać w programach, które mają kojarzyć pary, na przykład w „Ślubie od pierwszego wejrzenia”: na poziomie deklaracji ludzie twierdzą, że bardzo pragną relacji, a potem okazuje się, że przeszkadza im jedna, mała rzecz – kolor włosów albo zbyt głośny śmiech potencjalnego partnera, i odchodzą.

Warto zadać sobie pytanie: stawiam w życiu na relację, czy na jakość? Mam wrażenie, że domeną naszych czasów jest stawianie tylko na jakość, a nie na relację. Słabiej wykształcony partner naprawdę może do naszego świata wnieść dużo pozytywnych aspektów. A jeśli trochę spuścimy z tonu i pomyślimy o relacji, a nie odhaczaniu kolejnych wad czy zalet potencjalnego partnera, to może się nagle okazać, że nie tylko nie jesteśmy same, ale nie mamy już stanów depresyjno-lękowych.

Karolina Lea Jarmołowicz: psycholożka, psychoterapeutka, socjolożka. Założycielka i szefowa Ośrodka Centrum. Pracuje w podejściu integracyjnym

Zdrada emocjonalna niszczy zaufanie w związku bardziej niż namiętny romans? Pytamy psychologa

Małgorzata Malinowska

11.01.2024

Zdrada emocjonalna może objawiać się na wiele sposobów. “To może być zaangażowanie w intymne rozmowy, nawiązywanie emocjonalnej więzi, pogłębiania zaufania z kimś innym niż nasz partner życiowy.” O tym, co kryje się pod pojęciem emocjonalnej zdrady, rozmawiamy z psychoterapeutką K. Leą Jarmołowicz.

Czym jest zdrada emocjonalna?

Ostatnio coraz częściej mówimy o zjawisku określanym jako zdrada emocjonalna. Co to właściwie jest?

K. Lea Jarmołowicz: To sytuacja, w której partner angażuje się emocjonalnie w relacji z kimś innym niż jego partner życiowy, ale bez fizycznego zdradzania. To może być np. zaangażowanie w intymne rozmowy, nawiązywanie emocjonalnej więzi, pogłębiania zaufania i intymności z kimś. Choć brak fizycznej relacji np. seksu, jest zaangażowanie emocjonalne, dochodzi do zdrady.

Dlaczego w związku dochodzi do zdrady emocjonalnej?

Może ona wynikać z braku satysfakcji emocjonalnej w bieżącym związku lub być wynikiem poświęcenia uwagi i czasu na związek z kimś innym z różnych powodów np. zaangażowanie i wsparcie emocjonalne, zaufanie i intymność na poziomie emocjonalnym. Konsekwencje zdrady emocjonalnej mogą być bardzo poważne dla związku, ponieważ zaufanie i lojalność są fundamentami więzi. Często wymaga to otwartej i uczciwej komunikacji, terapii par lub indywidualnej, aby zrozumieć przyczyny takiego zachowania i naprawić relację, w której się jest.

Zdrada emocjonalna: jak ją rozpoznać?

Jak rozpoznać, że partner lub partnerka dopuszcza się zdrady emocjonalnej? Czy są jakieś sygnały, czerwone flagi, które powinny nas zaniepokoić?

Rozpoznanie zdrady emocjonalnej może być trudne, ponieważ często sygnały nie są takie jednoznaczne. Natomiast zwykle istnieją pewne zachowania, które mogą świadczyć o tym, że do takiej zdrady może dochodzić.

Jeżeli partner wykazuje systematyczny brak zaangażowania w rozmowy, np. zaczyna unikać rozmów o planach na przyszłość, przestaje dzielić się swoimi myślami i nie interesują go nasze uczucia, obojętność i oziębłość emocjonalna, co może wskazywać na utratę emocjonalnego zaangażowania.

Nagła zmiana w życiu seksualnym, zarówno wzrost, jak i spadek aktywności, może być oznaką problemów emocjonalnych w związku. Nagle partner zaczyna ukrywać swoje urządzenia, zmienia hasła lub stara się chronić swoją prywatność online, może to budzić podejrzenia. Nagła zmiana zainteresowań, nowe znajomości, często ukrywane przed partnerem, mogą wskazywać na poszukiwanie nowych źródeł emocji poza związkiem. Zmiana w trosce o wygląd, nowa dieta, intensywne ćwiczenia lub nowa garderoba, bez wcześniejszych sygnałów i powodu, może wskazywać na chęć przyciągnięcia uwagi kogoś innego. Często pojawiają się tajemnicze spotkania lub znikanie na dłuższe okresy, zmiany w harmonogramie. Warto jednak pamiętać, że te sygnały niekoniecznie muszą oznaczać zdradę emocjonalną, a jedno z takich zachowań nie jest żadnym dowodem, poza tym, że w waszej relacji nie dzieje się dobrze. Ważne jest więc otwarte rozmawianie z partnerem i komunikowanie mu swoich obaw.

Na forach poświęconych zdradzie emocjonalnej kobiety często zadają pytanie, czy przyjaźń damsko-męską możemy podciągnąć pod zdradę emocjonalną?

Przyjaźń damsko-męska nie jest automatycznie równoznaczna ze zdradą emocjonalną. Przyjaźnie między osobami o różnej płci są całkowicie normalne, choć z pewnością jeżeli dochodzi do sytuacji, gdzie o swoich uczuciach rozmawiamy głównie z przyjacielem, a nie naszym partnerem, to może to nosić już takie znamiona zdradzania. Bo nasz partner powinien być tą osobą, z która głównie dzielimy się naszym życiem emocjonalnym. W zdradzie emocjonalnej natomiast chodzi przede wszystkim o nieuczciwe ukrywanie lub przekraczanie granic w relacji, co zaczyna prowadzić do emocjonalnego zaangażowania z kimś innym niż własny partner. Zdrada emocjonalna odnosi się do utrzymania intymnych lub emocjonalnych relacji z kimś spoza związku w sposób, który narusza zaufanie naszego partnera. Jeżeli więc osoba w związku ukrywa ważne informacje przed partnerem, a dzieli się z nimi z przyjacielem, podobnie jak i uczuciami z inną osobą lub rozwija intymność emocjonalną poza związkiem, to taka przyjaźń jest już emocjonalną zdradą. Chcę jednak podkreślić, że nie każda przyjaźń damsko-męska prowadzi do zdrady. Przyjaźnie między płciami mogą być zdrowe i satysfakcjonujące, o ile zachowuje się szacunek i wierność wobec własnego partnera. Kluczowe jest bycie uczciwym w komunikacji z partnerem i ustalanie z nim wspólnych granic w związku. Dla jednej pary przyjaźń damsko-męska może być więc akceptowalna, a dla innej pary – może stanowić naruszenie granic. Dlatego otwarta komunikacja i jasne zrozumienie oczekiwań w związku są kluczowe, aby uniknąć niejasności i narazić wzajemne zaufanie.

Czy osoba, która zdradza emocjonalnie i nie potrafi jeszcze tego nazwać, zdaje sobie sprawę z tego, że jest to zdrada?

To zależy od osoby, ale dorośli ludzie raczej wiedzą, kiedy okłamują, zatajają coś, czy angażują się w relacje z kimś innym. Oczywiście warto ustalić jasne granice w relacji, wtedy na pewno przekroczenie ich jest jasnym sygnałem, co jest zdradą, a co nie.

Zdrada emocjonalna, a zdrada fizyczna

Czy to, co czujemy po zdradzie emocjonalnej, której doświadczyłyśmy ze strony partnera, można porównać do zdrady fizycznej?

To, co czujemy, jest bardzo indywidualną kwestią i odradzałabym generalizowanie… Zazwyczaj jak ktoś zdradzi, to czujemy się zdradzeni, czyli czujemy smutek, złość, bezradność, rozczarowanie, lek o przyszłość relacji…

Czy jak raz to się zdarzyło, to później nosimy w sobie lęk, że partner/partnerka ponownie nas zdradzi?

I to znowu zależy od osoby i sytuacji. Każdą zdradę warto przepracować, czyli musi dojść do wzięcia odpowiedzialności osoby, która zdradziła – przeproszenia i zadośćuczynienia. Wykonać pracę, by odzyskać zaufanie. Warto także przyjrzeć się wspólnie, co się do tego przyczyniło, aby mieć pewność, że ta sytuacja już się nie powtórzy. Potrzebny jest czas i zaangażowanie, aby osoba zdradzana mogła wybaczyć i pójść symbolicznie mówiąc – dalej.

Czy zdrada emocjonalna ma płeć?

Jak na zdradę emocjonalną reagują kobiety, a jak mężczyźni?

Każdy związek jest inny, więc reakcje na zdradę emocjonalną mogą się różnić, ale ważne jest podjęcie kroków w celu zrozumienia i naprawienia zaistniałych problemów, niezależnie od płci.

Zdrada emocjonalna w dojrzałym wieku

Czy zdrada emocjonalna bardziej boli w dojrzałym wieku, kiedy przez lata budowałyśmy więź i nagle dowiedziałyśmy się o zdradzie?

Boli w każdym wieku, a jak bardzo, to zależy od historii danej relacji i osobowości osoby zdradzanej. To uraz więzi i on nakłada się na indywidualną historię danej osoby. Inaczej będzie czuć się i reagować osoba, która miała szczęśliwe dzieciństwo i ma bezpieczny styl przywiązania, a inaczej – jeżeli w przeszłości była już zdradzana, czy to przez tego, czy innego partnera, czy np. wychowała się w domu, gdzie dochodziło do zdrad w małżeństwie rodziców. Każdy człowiek ma inną historię i jego sposób radzenia sobie jest wynikową wielu okoliczności.

Czy zdrada emocjonalna oznacza koniec związku?

Jakie skutki dla związku może mieć zdrada emocjonalna?

Zdrada emocjonalna może mieć bardzo poważne i trwałe skutki dla związku, ale należy pamiętać, że każdy związek jest inny, więc te konsekwencje także mogą być różne. Z pewnością jednak głównymi konsekwencjami są: znaczna utrata zaufania, bo trudno po takim wydarzeniu ponownie uwierzyć w lojalność partnera; osoba zdradzona, często doświadcza wielu trudnych emocji takich jak: smutek, złość, lęk związany z odrzuceniem. Nierzadko może mieć stany depresyjne, więc może mieć trudności w radzeniu sobie z codziennym funkcjonowaniem. A partner, który dopuścił się zdrady z drugiej strony doświadcza poczucia winy, wstydu i lęku przed utratą partnera.

Zwykle też zdrada emocjonalna wpływa na trudności z ponownym nawiązaniem bliskości emocjonalnej i fizycznej oraz na duże trudności w komunikacji, bo partnerzy mogą unikać otwartej rozmowy, obawiając się, że ujawnienie prawdy spowoduje kolejne konflikty. Jeżeli partnerzy mają dzieci, to napięcia między nimi mogą negatywnie wpływać na dzieci i ich zdolność do radzenia sobie z trudnościami. Często zdrada prowadzić może do separacji, a nierzadko także do rozwodu, bo partnerzy niepotrafiący odbudować zaufania i naprawić zranionej relacji mogą ostatecznie być niezdolni do odbudowy wspólnego życia dalej. W niektórych przypadkach zdrada emocjonalna może być punktem zwrotnym, który prowadzi do rozpadu związku. Warto jednak pamiętać, że pomimo destrukcyjnych skutków zdrady, niektóre pary decydują się na podjęcie trudu naprawy związku poprzez terapię, otwartą komunikację i pracę nad odbudową zaufania. Co czyni to trudne wydarzenie punktem zwrotnym w ich relacji, która ulega nie tylko odbudowie, ale przede wszystkim zbudowaniu nowego, bardziej satysfakcjonującego dla obu stron związku. Każdy przypadek jest unikalny, a to, czy związek przetrwa, zależy od wielu czynników, w tym od zaangażowania obu partnerów.

Dlaczego zdrada emocjonalna tak boli?

Zdrada emocjonalna jest tak bolesna, bo dotyka głęboko sfer emocjonalnych i psychologicznych, niszcząc równowagę w związku. Związek jest miejscem, gdzie ludzie oczekują bezpieczeństwa emocjonalnego i psychologicznego, a zdrada wprowadza chaos i niepewność, niszcząc to poczucie bezpieczeństwa. Nierzadko prowadząc też do obniżenia poczucia własnej wartości u osoby zdradzonej. Osoba zdradzona może zastanawiać się, dlaczego nie była wystarczająca i co zrobiła nie tak. W zdradzie chodzi też o naruszenie ustalonych norm i oczekiwań w związku, więc gdy partner łamie te oczekiwania, to osoba zdradzona czuje się zdezorientowana, rozczarowana i zraniona i nie jest jej łatwo poradzić sobie z tą mieszanką silnych uczuć. Proces odbudowania zaufania też wymaga czasu, wysiłku i współpracy obu partnerów. Brak pewności, czy partner ponownie nie zdradzi, może dodatkowo zwiększać ból, co tego nie ułatwia. 

Czy zdradę emocjonalną da się wybaczyć?

Jak wybaczyć zdradę emocjonalną?

Wybaczanie zdrady emocjonalnej nie oznacza zapominania o zdarzeniach, ale raczej akceptację przeszłości i decyzję o budowaniu wspólnej przyszłości. To proces, który wymaga poświęcenia i pracy obu partnerów. Jeśli sytuacja jest zbyt trudna, może warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty par, który pomoże w prowadzeniu przez ten trudny proces. Poniżej kilka wskazówek do samodzielnej pracy:

  • Przyjmowanie uczuć: Zanim zaczniesz proces wybaczania, ważne jest, abyś dał sobie czas na przyjęcie i zrozumienie swoich uczuć. Nie zasłaniaj się przed złością, smutkiem, czy uczuciem zdrady. Pozwól sobie na doświadczanie i zrozumienie tych emocji.
  • Rozmawianie o uczuciach, bo otwarta i szczera komunikacja jest kluczowa. Wyrażanie wprost swoich potrzeb, obaw i oczekiwań. Ważne jest, aby partner, który dopuścił się zdrady, słuchał uważnie i wyrażał żal oraz zrozumienie.
  • Zrozumienie przyczyn zdrady jest także kluczowe do odbudowy relacji po zdradzie. Trzeba wspólnie spróbować zrozumieć, co doprowadziło do niej. Zrozumienie przyczyn może pomóc w uniknięciu podobnych sytuacji w przyszłości.
  • Wspólna praca nad związkiem to fundament każdej zdrowej relacji. To wymaga wysiłku od obu stron. Nie wystarczy, że na przykład jedna z osób rozpocznie psychoterapię. Może być potrzebna psychoterapia partnerska, aby pomóc w zrozumieniu i rozwiązaniu problemów.
  • Rozważenie terapii indywidualnej, aby zarówno osoba zdradzona, jak i ta, która dopuściła się zdrady, mogły skorzystać z terapii indywidualnej, aby lepiej zrozumieć siebie, swoje motywacje i pracować nad własnym rozwojem emocjonalnym.
  • Ustanowienie nowych granic i oczekiwań w związku jest ważne, aby zbudować bezpieczne środowisko i zapobiec powtórzeniu się sytuacji zdrady.
  • Wybaczanie to proces, który wymaga czasu. Trzeba dać sobie na czas na uzdrowienie i odbudowę zaufania. 
  • Ostatecznie warto zbudować razem plan na przyszłość. Określić, jak chce się wspólnie działać, aby związek był zdrowszy i silniejszy. Wspólne cele i działania mogą pomóc także w odbudowaniu zaufania.

Karolina Lea Jarmołowicz – psycholożka, psychoterapeutka, założyciel i szefowa Ośrodka CENTRUM. Członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz Stowarzyszenia INTRA. Pracuje w podejściu integracyjnym.

Małgorzata Malinowska

11.01.2024

Zdrada emocjonalna może objawiać się na wiele sposobów. “To może być zaangażowanie w intymne rozmowy, nawiązywanie emocjonalnej więzi, pogłębiania zaufania z kimś innym niż nasz partner życiowy.” O tym, co kryje się pod pojęciem emocjonalnej zdrady, rozmawiamy z psychoterapeutką K. Leą Jarmołowicz.

Czym jest zdrada emocjonalna?

Ostatnio coraz częściej mówimy o zjawisku określanym jako zdrada emocjonalna. Co to właściwie jest?

K. Lea Jarmołowicz: To sytuacja, w której partner angażuje się emocjonalnie w relacji z kimś innym niż jego partner życiowy, ale bez fizycznego zdradzania. To może być np. zaangażowanie w intymne rozmowy, nawiązywanie emocjonalnej więzi, pogłębiania zaufania i intymności z kimś. Choć brak fizycznej relacji np. seksu, jest zaangażowanie emocjonalne, dochodzi do zdrady.

Dlaczego w związku dochodzi do zdrady emocjonalnej?

Może ona wynikać z braku satysfakcji emocjonalnej w bieżącym związku lub być wynikiem poświęcenia uwagi i czasu na związek z kimś innym z różnych powodów np. zaangażowanie i wsparcie emocjonalne, zaufanie i intymność na poziomie emocjonalnym. Konsekwencje zdrady emocjonalnej mogą być bardzo poważne dla związku, ponieważ zaufanie i lojalność są fundamentami więzi. Często wymaga to otwartej i uczciwej komunikacji, terapii par lub indywidualnej, aby zrozumieć przyczyny takiego zachowania i naprawić relację, w której się jest.

Zdrada emocjonalna: jak ją rozpoznać?

Jak rozpoznać, że partner lub partnerka dopuszcza się zdrady emocjonalnej? Czy są jakieś sygnały, czerwone flagi, które powinny nas zaniepokoić?

Rozpoznanie zdrady emocjonalnej może być trudne, ponieważ często sygnały nie są takie jednoznaczne. Natomiast zwykle istnieją pewne zachowania, które mogą świadczyć o tym, że do takiej zdrady może dochodzić.

Jeżeli partner wykazuje systematyczny brak zaangażowania w rozmowy, np. zaczyna unikać rozmów o planach na przyszłość, przestaje dzielić się swoimi myślami i nie interesują go nasze uczucia, obojętność i oziębłość emocjonalna, co może wskazywać na utratę emocjonalnego zaangażowania.

Nagła zmiana w życiu seksualnym, zarówno wzrost, jak i spadek aktywności, może być oznaką problemów emocjonalnych w związku. Nagle partner zaczyna ukrywać swoje urządzenia, zmienia hasła lub stara się chronić swoją prywatność online, może to budzić podejrzenia. Nagła zmiana zainteresowań, nowe znajomości, często ukrywane przed partnerem, mogą wskazywać na poszukiwanie nowych źródeł emocji poza związkiem. Zmiana w trosce o wygląd, nowa dieta, intensywne ćwiczenia lub nowa garderoba, bez wcześniejszych sygnałów i powodu, może wskazywać na chęć przyciągnięcia uwagi kogoś innego. Często pojawiają się tajemnicze spotkania lub znikanie na dłuższe okresy, zmiany w harmonogramie. Warto jednak pamiętać, że te sygnały niekoniecznie muszą oznaczać zdradę emocjonalną, a jedno z takich zachowań nie jest żadnym dowodem, poza tym, że w waszej relacji nie dzieje się dobrze. Ważne jest więc otwarte rozmawianie z partnerem i komunikowanie mu swoich obaw.

Na forach poświęconych zdradzie emocjonalnej kobiety często zadają pytanie, czy przyjaźń damsko-męską możemy podciągnąć pod zdradę emocjonalną?

Przyjaźń damsko-męska nie jest automatycznie równoznaczna ze zdradą emocjonalną. Przyjaźnie między osobami o różnej płci są całkowicie normalne, choć z pewnością jeżeli dochodzi do sytuacji, gdzie o swoich uczuciach rozmawiamy głównie z przyjacielem, a nie naszym partnerem, to może to nosić już takie znamiona zdradzania. Bo nasz partner powinien być tą osobą, z która głównie dzielimy się naszym życiem emocjonalnym. W zdradzie emocjonalnej natomiast chodzi przede wszystkim o nieuczciwe ukrywanie lub przekraczanie granic w relacji, co zaczyna prowadzić do emocjonalnego zaangażowania z kimś innym niż własny partner. Zdrada emocjonalna odnosi się do utrzymania intymnych lub emocjonalnych relacji z kimś spoza związku w sposób, który narusza zaufanie naszego partnera. Jeżeli więc osoba w związku ukrywa ważne informacje przed partnerem, a dzieli się z nimi z przyjacielem, podobnie jak i uczuciami z inną osobą lub rozwija intymność emocjonalną poza związkiem, to taka przyjaźń jest już emocjonalną zdradą. Chcę jednak podkreślić, że nie każda przyjaźń damsko-męska prowadzi do zdrady. Przyjaźnie między płciami mogą być zdrowe i satysfakcjonujące, o ile zachowuje się szacunek i wierność wobec własnego partnera. Kluczowe jest bycie uczciwym w komunikacji z partnerem i ustalanie z nim wspólnych granic w związku. Dla jednej pary przyjaźń damsko-męska może być więc akceptowalna, a dla innej pary – może stanowić naruszenie granic. Dlatego otwarta komunikacja i jasne zrozumienie oczekiwań w związku są kluczowe, aby uniknąć niejasności i narazić wzajemne zaufanie.

Czy osoba, która zdradza emocjonalnie i nie potrafi jeszcze tego nazwać, zdaje sobie sprawę z tego, że jest to zdrada?

To zależy od osoby, ale dorośli ludzie raczej wiedzą, kiedy okłamują, zatajają coś, czy angażują się w relacje z kimś innym. Oczywiście warto ustalić jasne granice w relacji, wtedy na pewno przekroczenie ich jest jasnym sygnałem, co jest zdradą, a co nie.

Zdrada emocjonalna, a zdrada fizyczna

Czy to, co czujemy po zdradzie emocjonalnej, której doświadczyłyśmy ze strony partnera, można porównać do zdrady fizycznej?

To, co czujemy, jest bardzo indywidualną kwestią i odradzałabym generalizowanie… Zazwyczaj jak ktoś zdradzi, to czujemy się zdradzeni, czyli czujemy smutek, złość, bezradność, rozczarowanie, lek o przyszłość relacji…

Czy jak raz to się zdarzyło, to później nosimy w sobie lęk, że partner/partnerka ponownie nas zdradzi?

I to znowu zależy od osoby i sytuacji. Każdą zdradę warto przepracować, czyli musi dojść do wzięcia odpowiedzialności osoby, która zdradziła – przeproszenia i zadośćuczynienia. Wykonać pracę, by odzyskać zaufanie. Warto także przyjrzeć się wspólnie, co się do tego przyczyniło, aby mieć pewność, że ta sytuacja już się nie powtórzy. Potrzebny jest czas i zaangażowanie, aby osoba zdradzana mogła wybaczyć i pójść symbolicznie mówiąc – dalej.

Czy zdrada emocjonalna ma płeć?

Jak na zdradę emocjonalną reagują kobiety, a jak mężczyźni?

Każdy związek jest inny, więc reakcje na zdradę emocjonalną mogą się różnić, ale ważne jest podjęcie kroków w celu zrozumienia i naprawienia zaistniałych problemów, niezależnie od płci.

Zdrada emocjonalna w dojrzałym wieku

Czy zdrada emocjonalna bardziej boli w dojrzałym wieku, kiedy przez lata budowałyśmy więź i nagle dowiedziałyśmy się o zdradzie?

Boli w każdym wieku, a jak bardzo, to zależy od historii danej relacji i osobowości osoby zdradzanej. To uraz więzi i on nakłada się na indywidualną historię danej osoby. Inaczej będzie czuć się i reagować osoba, która miała szczęśliwe dzieciństwo i ma bezpieczny styl przywiązania, a inaczej – jeżeli w przeszłości była już zdradzana, czy to przez tego, czy innego partnera, czy np. wychowała się w domu, gdzie dochodziło do zdrad w małżeństwie rodziców. Każdy człowiek ma inną historię i jego sposób radzenia sobie jest wynikową wielu okoliczności.

Czy zdrada emocjonalna oznacza koniec związku?

Jakie skutki dla związku może mieć zdrada emocjonalna?

Zdrada emocjonalna może mieć bardzo poważne i trwałe skutki dla związku, ale należy pamiętać, że każdy związek jest inny, więc te konsekwencje także mogą być różne. Z pewnością jednak głównymi konsekwencjami są: znaczna utrata zaufania, bo trudno po takim wydarzeniu ponownie uwierzyć w lojalność partnera; osoba zdradzona, często doświadcza wielu trudnych emocji takich jak: smutek, złość, lęk związany z odrzuceniem. Nierzadko może mieć stany depresyjne, więc może mieć trudności w radzeniu sobie z codziennym funkcjonowaniem. A partner, który dopuścił się zdrady z drugiej strony doświadcza poczucia winy, wstydu i lęku przed utratą partnera.

Zwykle też zdrada emocjonalna wpływa na trudności z ponownym nawiązaniem bliskości emocjonalnej i fizycznej oraz na duże trudności w komunikacji, bo partnerzy mogą unikać otwartej rozmowy, obawiając się, że ujawnienie prawdy spowoduje kolejne konflikty. Jeżeli partnerzy mają dzieci, to napięcia między nimi mogą negatywnie wpływać na dzieci i ich zdolność do radzenia sobie z trudnościami. Często zdrada prowadzić może do separacji, a nierzadko także do rozwodu, bo partnerzy niepotrafiący odbudować zaufania i naprawić zranionej relacji mogą ostatecznie być niezdolni do odbudowy wspólnego życia dalej. W niektórych przypadkach zdrada emocjonalna może być punktem zwrotnym, który prowadzi do rozpadu związku. Warto jednak pamiętać, że pomimo destrukcyjnych skutków zdrady, niektóre pary decydują się na podjęcie trudu naprawy związku poprzez terapię, otwartą komunikację i pracę nad odbudową zaufania. Co czyni to trudne wydarzenie punktem zwrotnym w ich relacji, która ulega nie tylko odbudowie, ale przede wszystkim zbudowaniu nowego, bardziej satysfakcjonującego dla obu stron związku. Każdy przypadek jest unikalny, a to, czy związek przetrwa, zależy od wielu czynników, w tym od zaangażowania obu partnerów.

Dlaczego zdrada emocjonalna tak boli?

Zdrada emocjonalna jest tak bolesna, bo dotyka głęboko sfer emocjonalnych i psychologicznych, niszcząc równowagę w związku. Związek jest miejscem, gdzie ludzie oczekują bezpieczeństwa emocjonalnego i psychologicznego, a zdrada wprowadza chaos i niepewność, niszcząc to poczucie bezpieczeństwa. Nierzadko prowadząc też do obniżenia poczucia własnej wartości u osoby zdradzonej. Osoba zdradzona może zastanawiać się, dlaczego nie była wystarczająca i co zrobiła nie tak. W zdradzie chodzi też o naruszenie ustalonych norm i oczekiwań w związku, więc gdy partner łamie te oczekiwania, to osoba zdradzona czuje się zdezorientowana, rozczarowana i zraniona i nie jest jej łatwo poradzić sobie z tą mieszanką silnych uczuć. Proces odbudowania zaufania też wymaga czasu, wysiłku i współpracy obu partnerów. Brak pewności, czy partner ponownie nie zdradzi, może dodatkowo zwiększać ból, co tego nie ułatwia. 

Czy zdradę emocjonalną da się wybaczyć?

Jak wybaczyć zdradę emocjonalną?

Wybaczanie zdrady emocjonalnej nie oznacza zapominania o zdarzeniach, ale raczej akceptację przeszłości i decyzję o budowaniu wspólnej przyszłości. To proces, który wymaga poświęcenia i pracy obu partnerów. Jeśli sytuacja jest zbyt trudna, może warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty par, który pomoże w prowadzeniu przez ten trudny proces. Poniżej kilka wskazówek do samodzielnej pracy:

  • Przyjmowanie uczuć: Zanim zaczniesz proces wybaczania, ważne jest, abyś dał sobie czas na przyjęcie i zrozumienie swoich uczuć. Nie zasłaniaj się przed złością, smutkiem, czy uczuciem zdrady. Pozwól sobie na doświadczanie i zrozumienie tych emocji.
  • Rozmawianie o uczuciach, bo otwarta i szczera komunikacja jest kluczowa. Wyrażanie wprost swoich potrzeb, obaw i oczekiwań. Ważne jest, aby partner, który dopuścił się zdrady, słuchał uważnie i wyrażał żal oraz zrozumienie.
  • Zrozumienie przyczyn zdrady jest także kluczowe do odbudowy relacji po zdradzie. Trzeba wspólnie spróbować zrozumieć, co doprowadziło do niej. Zrozumienie przyczyn może pomóc w uniknięciu podobnych sytuacji w przyszłości.
  • Wspólna praca nad związkiem to fundament każdej zdrowej relacji. To wymaga wysiłku od obu stron. Nie wystarczy, że na przykład jedna z osób rozpocznie psychoterapię. Może być potrzebna psychoterapia partnerska, aby pomóc w zrozumieniu i rozwiązaniu problemów.
  • Rozważenie terapii indywidualnej, aby zarówno osoba zdradzona, jak i ta, która dopuściła się zdrady, mogły skorzystać z terapii indywidualnej, aby lepiej zrozumieć siebie, swoje motywacje i pracować nad własnym rozwojem emocjonalnym.
  • Ustanowienie nowych granic i oczekiwań w związku jest ważne, aby zbudować bezpieczne środowisko i zapobiec powtórzeniu się sytuacji zdrady.
  • Wybaczanie to proces, który wymaga czasu. Trzeba dać sobie na czas na uzdrowienie i odbudowę zaufania. 
  • Ostatecznie warto zbudować razem plan na przyszłość. Określić, jak chce się wspólnie działać, aby związek był zdrowszy i silniejszy. Wspólne cele i działania mogą pomóc także w odbudowaniu zaufania.

Karolina Lea Jarmołowicz – psycholożka, psychoterapeutka, założyciel i szefowa Ośrodka CENTRUM. Członek Polskiego Towarzystwa Psychologicznego i Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz Stowarzyszenia INTRA. Pracuje w podejściu integracyjnym.

https://twojstyl.pl/artykul/zdrada-emocjonalna-co-to-i-jak-ja-rozpoznac-sygnaly-i-objawy-zdrady-emocjonalnej,aid,6850?fbclid=IwAR0QpRQOxHSlxqVYQa_Q5o63whuNHlplO-uUT9UvGuP1GFqKOfqHbbswr6M

Psychoterapeutka o quiet quitting w związku: “Partner zrywa po cichu, by zmniejszyć poczucie winy”

Małgorzata Malinowska

Komentarz Karolina Lea Jarmołowicz

Termin “quiet quitting” w ostatnim czasie zyskał na popularności. Do tej pory mógł być kojarzony głównie z życiem zawodowym, ale to zjawisko idealnie obrazuje sytuacje niejednego związku. Czym jest quiet quitting, wyjaśnia psychoterapeutka K. Lea Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM.

Quiet quitting, czyli co kryje się za tym terminem?

Związek Marty i Łukasza rozwijał się bez zastrzeżeń. Marta miała za sobą kilka nieudanych relacji. Teraz w wieku 40 lat postanowiła, że nie będzie na siłę budowała związku. Miała zdecydowanie inne podejście niż jej równolatki. Nie czuła, że zegar biologiczny tyka. Miała swoje życie i była szczęśliwa. Kiedy poznała Łukasza, dała sobie czas, żeby relacja toczyła się swoim biegiem, bez nacisków i niepotrzebnego ponaglania. Mogłaby powiedzieć, że to była złota recepta na udaną relację. Świetnie się dogadywali, spędzali wspólny czas i mieli podobne zainteresowania. Pewnego razu Łukasz zaproponował, że może najwyższa pora pomyśleć o wspólnym zamieszkaniu. – Widać, że mu zależało i traktował naszą relację poważnie. Problem w tym, że mi było dobrze tak, jak było. Mieliśmy wspólnych znajomych, spędzaliśmy razem weekendy, chodziliśmy na randki. Było idealnie, do czasu – mówi Marta. Po propozycji wspólnego zamieszkania Marta zaczęła wycofywać się z relacji. Widywała się z Łukaszem, ale wtedy, kiedy jej to odpowiadało. Nie zdecydowała się zamieszkać z partnerem. Zaproponowała, żeby jeszcze odłożyli to w czasie.

Quiet quitting w związku

Historia relacji Marty i Łukasza to doskonały przykład quiet quitting w związku. O to, czym dokładnie jest, zapytałyśmy psychoterapeutkę K. Leę Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM.

– “Kiedy mówimy o “quiet quitting” w kontekście relacji romantycznej można go interpretować jako sposobie na zakończenie związku w cichy i zwykle niewidoczny dla partnera. Jedna z osób stopniowo oddala się emocjonalnie, przestaje angażować się i budować związek, traci zaangażowanie, ale nie wyraża tego otwarcie, ani nie podejmuje działań w kierunku oficjalnego zakończenia związku.”

Czy można wskazać powód, dlaczego jedna ze stron podejmuje takie kroki?

Powodów może być wiele, ale zwykle to sposób na unikanie konfrontacji. Taka osoba obawia się konfrontacji i trudnych rozmów więc, zamiast otwarcie wyrazić swoje niezadowolenie czy frustracje, albo niechęć, to stopniowo się oddala w schemacie unikania nieprzyjemności związanych z otwartą rozmową – tłumaczy K. Lea Jarmołowicz.

Jak dodaje ekspert, to nie tylko lęk przed konfrontacją. Mechanizm zachowania jest bardziej złożony. – “Nierzadko towarzyszy temu też obawa przed reakcją partnera, lęk przed konfliktem, może emocjonalną manipulacją drugiej strony np. szantaży emocjonalnych czy reakcji emocjonalnej. Wybierając ciche odejście, próbuje uniknąć poczucia winy. Nie chcąc wziąć odpowiedzialności za zakończenie związku, unika kontaktowania się z ewentualnym obwinianiem. Jednak nierzadko te działania są bardzo szkodliwe dla partnera i nie prowadzą do zdrowego zakończenia związku.”

Klaudia otwarcie przyznaje, że postanowiła zrobić sobie przerwę w relacji. Zapytana, skąd taka decyzja, tłumaczy, że jej partner po pięciu latach bycia w związku, wyznał, że “potrzebuje oddechu, żeby sobie wszystko poukładać”. Klaudia zdecydowała się na quiet quitting, czyli cichą rezygnację, ponieważ boi się, że w przeciwnym razie partner ją porzuci. Woli dać mu czas i zawiesić relację. 

Quiet quitting, a brak komunikacji w związku

Aby relacja rozwijała się zdrowo, potrzebna jest komunikacja i otwarte wyrażanie swoich uczuć. – “Nawet jeżeli partnerowi się to nie podoba, to my mamy szansę, komunikując szczerze, być uczciwi. Przewrotnie, to daje nam poczucie wartości, a partnerowi szansą na szybsze pogodzenie się z sytuacją. Szczerość pozwala, aby obie strony mogły przejść przez ten proces w sposób jak najbardziej konstruktywny, zdrowy z szacunkiem do siebie” – tłumaczy psychoterapeutka.

Otwarte rozmowy i wyrażanie uczuć oraz potrzeb mogą pomóc w zrozumieniu siebie nawzajem i znalezieniu najlepszego rozwiązania dla obu stron, niezależnie od ostatecznej decyzji.

Quiet quitting w pracy

Quiet quitting początkowo był terminem, który odnosił się do naszego życia zawodowego. Czy podobnie jak w związku tracimy zainteresowanie pracą? Okazuje się, że mechanizm działa identycznie.

– “W pracy odnosi się do sytuacji, w której pracownik stopniowo traci zainteresowanie swoją pracą i zaangażowanie w nią, jednak nie wyraża tego otwarcie. Zazwyczaj nie podejmuje działań w celu oficjalnego zakończenia zatrudnienia. Natomiast przestaje aktywnie angażować się obowiązki, traci motywację, coraz bardziej odłączając się emocjonalnie od pracy” – tłumaczy K.Lea Jarmołowicz.

Czy należy tutaj doszukiwać się wypalenia zawodowego, czy powody są zupełnie inne? – “Powodem tego może być brak satysfakcji z tego co robimy: możemy czuć się niezadowoleni z obecnej sytuacji zawodowej, ale nie jesteśmy gotowi na otwarte zakończenie. Powodem tego zachowania może być obawa o konsekwencje, takie jak utrata pracy, pogorszenie relacji z pracodawcą lub trudności w znalezieniu nowego zatrudnienia. Wybieramy więc taką “cichą” rezygnację, aby uniknąć ryzyka i konfliktu.”

Ekspert tłumaczy, że decydujemy się często na quiet quitting kiedy szukamy nowej pracy, ale nie chcemy ujawniać swoich planów przed odejściem:

Przez stopniowe oddalanie się, mamy nadzieję uniknąć napięcia i podejrzeń ze strony firmy, w której pracujemy lub współpracowników.

Podejmując takie działania, nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji. – “Często może mieć to negatywne skutki dla obu stron. Bo pracownik traci szansę na rozwój zawodowy i pozytywne referencje, a pracodawca może odczuć niejasność i utrudnienia w planowaniu zasobów. W przypadku, gdy pracownik nie jest zadowolony z pracy lub chce zakończyć zatrudnienie, zazwyczaj lepszym podejściem jest otwarta i konstruktywna komunikacja z pracodawcą, tak aby obie strony mogły znaleźć rozwiązania korzystne dla wszystkich” – dodaje Jarmołowicz.

Quiet quitting w związku i pracy: czy to dobre rozwiązanie?

Zdaniem psychoterapeutki, zarówno w pracy jak i w związku quiet quitting nie jest dobrym podejściem i wszystko sprowadza się do otwartości i komunikacji. – “Niezależnie, czy to w pracy, czy w związku, to dopiero szczerość pozwala na szybkie wyjaśnienie. Bo może pracodawca jednak mógłby zaoferować nam coś wartościowego, o czym nie dowiemy się, dopóki nie wyrazimy swoich potrzeb. Podobnie jest w związku. Może się okazać, że jak sami powiemy na głos o własnych potrzebach, to wówczas możemy zobaczyć, czy naprawdę nam o to chodziło.

Niezależnie od tego, czy to relacja biznesowa, czy prywatna – komunikacja oparta na szczerości prowadzi do zdrowego jej funkcjonowania, a unikanie, zatajanie, przemilczanie ostatecznie zniszczy każdą relację. Nawet taką ze samym sobą.https://twojstyl.pl/artykul/quiet-quitting-w-zwiazku-i-w-pracy-ekspert-tlumaczy-na-czym-polega,aid,5950?fbclid=IwAR2lcCofM5m0JaklTLUFMgz5Bg8icvhANOH3pkkhKlc-jdDJCobecvC_ad0

“Bombardowanie miłością to forma manipulacji w związku” – psychoterapeutka mówi, czym jest love bombing

Małgorzata Malinowska

komentarz Karolina Lea Jarmołowicz

“Życie to nie film romantyczny, dlatego po fazie wczesnych uniesień kluczowe jest osadzenie w realiach życia codziennego” – tak o zjawisku jakim jest “love bombing” mówi psychoterapeutka K. Lea Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM.

Czym jest “love bombing”?

“Love bombing”, czyli zjawisko bombardowania miłością to nic innego jak jedna z form manipulacji. “Nierzadko trudno jest to rozróżnić od zdrowego kochania, szczególnie na początku, ponieważ zwykle zauroczenie zaczyna się troszkę jak w bajce” – mówi psychoterapeutka K.Lea Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM.

Ekspertka tłumaczy, że życie to nie bajka i po fali zauroczenia zaczyna się realne życie:

W naszej kulturze to zachowanie faceta, który zabiega o kobietę, robi niespodzianki, troszczy się i okazuje wielkie zaangażowanie jak w filmach romantycznych, jest wręcz pożądane. Ale musimy pamiętać, że życie to nie film romantyczny, dlatego po fazie wczesnych uniesień jednak kluczowe jest to osadzenie w realiach życia codziennego. Namiętność trochę opada, prezenty są już bardziej „z okazji”, a komplementy i niespodzianki są rzadsze.

Love bombing: co powinno nas zaniepokoić?

Czy to oznacza, że do każdej relacji powinniśmy podchodzić z rezerwą i nieufnością? Oczywiście, że nie, ale jeśli zachowamy zdrowy rozsądek (o który zazwyczaj trudno na początku relacji), wyłapiemy niepokojące zachowania, które powinny sprawić, że zapali nam się czerwona lampka.

– Niepokojące mogą być zbyt wielkie plany na przyszłość, zanim ktoś dobrze nas pozna. Bo przecież nie wszystko dzieje się od razu. Ludzie to nie dwie odnalezione połówki pomarańczy, które szczęśliwym trafem się spotkały i wszystko idealnie pasuje. To jest niemożliwe i nieprawdziwe, bo każdy człowiek jest całością, całą pomarańczą, która różni się od siebie i nie trzeba się idealnie zlewać ze sobą, aby tworzyć fajny szczęśliwy związek. Każdy z nas niezależnie od tego, jak relacja jest dla nas ważna, niezależnie od tego jak bardzo kocha partnera, ma potrzebę mieć tylko swoją przestrzeń i odrobinę prywatności. Jej wyrazem mogą być przyjaciółki czy przyjaciele, jakieś hobby lub znajomi z pracy. Świat wspólny nie wyklucza świata poza i jest przejawem zdrowo funkcjonującej osoby, a nie odbieraniem czegoś związkowi. Jeżeli partner czy partnerka tego nie rozumie, ogranicza nas, to z czasem możemy zacząć się dusić w takiej relacji. Nawet jeżeli bardzo kochamy osobę, z którą jesteśmy – mówi Jarmołowicz.

“Naprawdę musisz dzisiaj wychodzić?”

Darka poznałam podczas wyjazdu służbowego. Dopiero co dołączył do naszej firmy, więc na wyjeździe nikogo nie znał. Kiedy siedziałam przy bufecie, zajadając przekąski, podszedł do mnie i od razu zagadał. Miał szczery uśmiech i był wyjątkowo otwarty. Do tego szarmancki, przystojny i świetnie ubrany. Cały wieczór spędziliśmy razem, najpierw rozmawiając, a później tańcząc do białego rana. Następnego dnia zaplanowany był powrót do domu. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, odwiózł mnie taksówką. Często mijaliśmy się w pracy i coraz częściej spędzaliśmy razem wolny czas. Maciek witał mnie porannymi SMS-ami, życząc miłego dnia, przyjeżdżał z moją ulubioną kawą i ciepłymi croissantami. Po południami chodziliśmy do kina, na spacery, a w weekendy jeździliśmy na wypady poza miasto. – Całe życie czekałem, żeby spotkać właśnie ciebie. Jesteśmy sobie pisani. – Powtarzał często, a ja coraz bardziej w to wierzyłam. Był zawsze o krok przede mną. Wiedział, na co mam ochotę, co zamówić z restauracji, jaki mam nastrój. Staliśmy się nierozłączni i dobrze mi z tym było. Pewnego razu zadzwoniła do mnie przyjaciółka i chciała wyciągnąć do kina. Od razu przystałam na ten pomysł, ponieważ dawno się nie widziałyśmy. Kiedy oznajmiłam to Darkowi, od razu zrobił smutną minę i z wyrzutem powiedział: – Naprawdę musisz dzisiaj wychodzić? Zaplanowałem dla Ciebie coś wyjątkowego. – Nie mogłam mu odmówić. Tak było za drugim i za trzecim razem. W końcu przestałam mieć czas dla znajomych, bo każdą wolną chwilę spędzałam z Darkiem. – Zasługujesz na wszystko, co najlepsze. Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie. – Okazywał mi swoją miłość w ten sposób, a ja zaczęłam czuć, że jestem w klatce.

– Gdy słyszymy: “Jesteś moim całym światem”, to robi się problem, bo co w praktyce dzieje się jeżeli my na chwilę znikamy z pola widzenia? Ktoś traci cały świat? Bardzo niepokojąco to brzmi, a tym bardziej to, jak reaguje ta osoba. Bo przecież najdrobniejszą chęć odseparowania, będzie traktowała, jak tracenie swojego świata, czyli złością, lekiem itp. – tłumaczy psychoterapeutka.

Love bombing: sięgnijmy do czasów dzieciństwa

Przyczyn zjawiska, jakim jest bombardowanie miłością zdaniem eksperta należy doszukiwać się w okresie dzieciństwa. – “Osoby bombardujące miłością to często osoby z ogromnymi deficytami z okresu dzieciństwa. Zwykle wychowane w poza bezpiecznej więzi z rodzicem. To rodzic dla bardzo małego dziecka jest całym światem, więc jeżeli ktoś tak doświadcza kontaktu z nami i takiej miłości nieodseparowanej potrzebuje, to prawdopodobnie jego pierwotna relacja z rodzicem była trudna. Dziecko nie miało szansy na zdrowe odseparowywanie się np. od matki, która nie dawała dziecku w tym poczucia bezpieczeństwa. Może z jednej strony nadmiarowo zalewa miłością, a z drugiej była emocjonalnie niedostępna, bo tą miłością realizowała swoje potrzeby, a nie potrzeby dziecka. Pojawia mi się w głowie takie zdanie, które wypowiedział jeden z moich pacjentów cytując swoją matkę: „Jesteś moim ukochanym synkiem i nigdy mamusi nie opuścisz”, a jednocześnie matka przez lata miała stany depresyjne towarzyszące nieszczęśliwej relacji z ojcem dziecka. Sama będąc niedojrzała, budowała niezdrowy obraz relacji z synem. Przypominają mi się też obrazy Marca Chagalla, gdzie przyklejeni niemalże do kobiet mężczyźni, zalewają miłością swoje kobiety, ale jednak wizerunki tych kobiet są zawsze jakoś oszpecone, a to głowa przekręcona, a to ciało nienaturalnie wygięte. – dodaje K. Lea Jarmołowicz.

“Tu całuje, a tu karze”

Karina poznała Przemka na Tinderze. Od razu wydał jej się interesujący. Miał świetne poczucie humoru, był oczytany i na poziomie. Wyznał, że jest po rozwodzie i zależy mu na bliższym poznaniu osoby. Karinie to pasowało, bo sama miała za sobą trudne rozstanie. Długo ze sobą korespondowali, zanim zadecydowali, że się spotkają. Przemek powitał Karinę bukietem przepięknych kwiatów i zaprosił do restauracji na obiad. Na żywo również świetnie im się rozmawiało. Widać było, że Przemek zaczął się angażować, często pisał wiadomości, dzwonił, robił niespodzianki. Nie zawsze Karina miała na nie ochotę, ale nie chciała sprawiać mu przykrości. Czuła się jak kochana lalka, którą ktoś się opiekuje i daje to, o czym zawsze marzyła. Jednak po czasie zauważyła, że nie ma przestrzeni na bycie sobą. Całą przestrzeń zagarnął Przemek i nawet kiedy otwierała lodówkę w swoim domu, znajdowała karteczki z miłosnym wyznaniem i kolejne pudełko czekoladek. Pewnego razu postanowiła szczerze porozmawiać o tym z Przemkiem. Nie czuła się z tym dobrze, bo niby co złego jest w tym, że on ją tak bardzo kocha i adoruje. Niejedna kobieta marzy o takim mężczyźnie. Karinie towarzyszyło poczucie winy. Chociaż Przemek chciał przychylić jej skrawek nieba, ona nie czuła się dobrze w tej relacji.

– To naturalne, że każdy z nas ma inne potrzeby bliskości. Jedni wolą być głównie razem i spędzać każdą wolną chwilę i ich to nie męczy, to znowu inni preferują jednak więcej swojej przestrzeni. Kluczem do sukcesu jest wiedzieć, jak ja mam i czego potrzebuję, a co mi nie odpowiada i szukać osób podobnych do nas. Co nie znaczy, że od razu jak kogoś spotkamy, to rozpoznamy to od pierwszego wrażenia. Bo to pierwsze wrażenie jest zwykle obarczone różowymi okularami. To też jest w porządku. Istotne jest jednak, aby powoli poznawać osobę oraz szukać i budować relację opartą na potrzebach obu stron z zachowaniem ich przestrzeni. A ile jej ma być, to właśnie para ma się zgrać w tym tańcu, aby ten taniec przez życie odbywał się bez poczucia winy ani złości do drugiej strony – wyjaśnia psychoterapeutka.

Ekspertka zwraca uwagę, że zjawisku love bombing towarzyszą niebezpieczne dla nas zachowania: 

Tu całuje a tu karze za to, gdy tego nie dostaje. Ta złudna wizja miłości idealnej, zatopienia się i zlania z obiektem miłości, to obraz idyllicznych wizji pragnień osobowości niedojrzałej, często narcystycznej, podszytej lękiem i złością.

“Bombardowanie czymkolwiek drugą osobę jest jak na wojnie – nie ma w tym ani przyjemności, ani lekkości, a zdrowy związek to taki, w którym czujemy się bezpiecznie i przyjemnie, a nie jak w czasie bitwy o strzeżenie swojego terytorium” – dodaje K. Lea Jarmołowicz.

https://twojstyl.pl/artykul/love-bombing-na-czym-polega-bombardowanie-miloscia-ekspert-wyjasnia,aid,5885?fbclid=IwAR0xecKdVAbF4IruwUsViMqnYIjv38LZmCTN6cgI62Z7p_j4PAmmy5Kuaow

Jak po rozstaniu zorganizować opiekę nad ukochanym zwierzakiem?

KATARZYNA MIZERA

komentarz Karolina Lea Jarmołowicz

Znam sytuacje, w których ktoś próbuje wymusić kontakt ze względu na zwierzę i np. kłamie, że jest chore, a spotkałam też przypadki karania partnera zabraniem zwierzęcia, pomimo że się go nie lubiło – mówi psychoterapeutka K. Lea Jarmołowicz z Ośrodka Centrum, z którą rozmawiamy o opiece nad ukochanym zwierzęciem pary, kiedy związek się rozpadnie.

Byli razem dwa lata, kiedy Ola namówiła Janka, by zaopiekowali się psem. – Kocham psy. Zawsze angażowałam się w wolontariat, przez długi czas zabierałam Janka do schroniska, by przyzwyczaić go do obecności zwierzaka w domu, bo on sam nigdy ich nie miał. Nasz wybór padł na Zgrywusa – 10-letniego kundla, który większość życia spędził w schronisku, ale mimo to pozostał radosnym staruszkiem. Zakochaliśmy się w nim oboje i dzieliliśmy opieką po równo, choć to Janek podpisał umowę adopcyjną jako właściciel – opowiada Ola.

W tym czasie Janek mieszkał w kawalerce, a Ola jeszcze u rodziców, w dodatku z psem, który nie tolerował innych zwierzaków. Jasne było więc, gdzie będzie nocował Zgrywus. Dla Oli oczywiste też było, że kiedyś będzie miała psa, a najlepiej całą gromadę, nigdy jednak nie romantyzowała adopcji psa jako przypieczętowania miłości. – To nadal nie jest to samo, co dziecko. Zawsze wiedziałam, że jeśli kiedyś się rozstaniemy, to pies zostanie w dobrych rękach, ale wybranych. Nasz związek był daleki od ideału. Gdy było dobrze, był ogień, w gorszych momentach, których było znacznie więcej, totalnie się spalaliśmy – zdradza Ola. Ostatni rok był tylko przeciąganiem decyzji o rozstaniu. – Głównie ze względu na psa, co zresztą w kłótniach wielokrotnie wyrzucał mi mój partner. Być może w tym czasie przelewałam całą miłość na Zgrywusa. Może przeczuwałam, że nie zostało nam dużo czasu razem? – wspomina Ola.

Po rozstaniu partner zaopiekował się psem, ale mogłam go odwiedzać

Gdy Ola podjęła decyzję o rozstaniu, jej były partner mocno to przeżył – próbował ratować coś, co dla niej już dawno było tylko zgliszczami związku. Na początku postanowili też dzielić się opieką nad Zgrywusem. – Janek zaproponował nawet, żebym zatrzymała klucze do jego mieszkania i odwiedzała psa, kiedy będę miała na to ochotę – przyznaje Ola. Życie szybko jednak zweryfikowało tę idealną wizję. Wspólne spotkania kończyły się wybuchem emocji, złości, wyrzutami i łzami.

– Długo nie mogłam się pozbierać po tym, gdy zapadła decyzja, że Zgrywus zostaje z Jankiem. Czułam, że nigdy więcej go już nie zobaczę. Rok temu na Facebooku wyskoczyło mi ich wspólne czarno-białe zdjęcie, którym Janek żegna się ze swoim „najlepszym przyjacielem”. Ja tej szansy nie dostałam – wspomina Ola. – Żałuję, że w Polsce nie ma prawa, które tak jak w Hiszpanii regulowałoby opiekę nad psem. Musimy polegać na dobrej woli partnera, której trudno szukać w takim momencie, jak rozstanie – dodaje.

Dzielimy się opieką nad psem, ale nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia

Gdy Maria rozstawała się z Asią, nie zastanawiała się nad tym, co stanie się z ich terierką Kulą. Ale też nie wyobrażała sobie bez niej życia. – To uczucie mnie totalnie zaskoczyło, bo nigdy nie chciałam mieć psa. Bałam się ich od dziecka. Adopcja zwierzaka była inicjatywą Asi. I dziś, z perspektywy czasu, uważam, że to jedno z lepszych doświadczeń, które nam się zdarzyło przez niemal 10 lat związku – przyznaje Marysia.

Decyzja o podziale opieki nad psem przyszła zupełnie naturalnie, jak wspomina Maria, nawet nie musiały sobie wyjaśniać, że w przyszłości będą dzielić się opieką nad Kulą. – Myślę, że Asia zdawała sobie sprawę z tego, że rozstanie było dla mnie tak traumatycznym wydarzeniem, że skrzywdziłaby mnie podwójnie, gdyby zabrała mi jeszcze ukochanego psa – dodaje. Mimo wszystkich emocji, które nawarstwiły się między byłą parą, podział opieki udaje im się utrzymywać już od sześciu lat. Czy gdyby nie Kula, to miałyby kontakt? – Niestety wydaje mi się, że nie. Jak rodzice po rozwodzie, wymieniamy się wiadomościami na temat naszej podopiecznej, ale więcej nie mamy sobie nic do powiedzenia. Myślę, że to i tak ogromny sukces – znajoma para po dziś dzień toczy batalię z argumentami w stylu: „pies zostanie ze mną, bo mnie kocha bardziej” – przyznaje. – Moim zdaniem pies podobnie emocjonalnie reaguje na takie sytuacje jak dziecko. U mnie Kula może wszystko – kocham ją bezwarunkowo. Asia jest tą surową „matką”, u której nie przejdzie np. spanie na łóżku. To nie jest dobre dla zwierzaka, widzę, że Kula jest rozdarta i niespokojna. Czasem zastanawiam się, czy dla jej dobra nie powinnyśmy zdecydować się, kto przejmie opiekę nad nią na stałe. I boję się, kto wygra walkę o psa. Niedawno dostałam propozycję pracy za granicą – bardzo chciałabym zabrać Kulę ze sobą. Nie wiem, jak przyjmie to moja ekspartnerka.

Opieka nad zwierzęciem po rozstaniu jak opieka nad dzieckiem?

– Często spotykam się z tym, że po rozstaniu pary kwestia opieki nad zwierzęciem porównywana jest do podziału opieki nad dziećmi, jednak w mojej ocenie nie jest to do końca właściwe. Relacja ze zwierzęciem odbywa się na zupełnie innym poziomie niż z dzieckiem – mówi psychoterapeutka K. Lea Jarmołowicz z Ośrodka Centrum. Jak przyznaje, zdarza się też, że byli partnerzy używają zwierzaka do swoich celów. – Znam sytuacje, w których ktoś próbuje wymusić kontakt ze względu na zwierzę i np. kłamie, że jest chore, a spotkałam też przypadki karania partnera zabraniem zwierzęcia, pomimo że się go nie lubiło – przyznaje psychoterapeutka. – Często opiekunowie opowiadają o tym, że pies będzie tęsknił za którymś z nich i dlatego nie zrezygnuje, a zwykle to on projektuje na psa swoje uczucia – dodaje.

Co więc zrobić, jeżeli obie osoby z pary chcą się zaopiekować zwierzęciem? – Trzeba przeanalizować, co jest lepsze dla zwierzaka. Należy rozważyć możliwości czasowe i finansowe każdej z osób. Ta, która może poświęcić więcej czasu, ale też ma warunki mieszkaniowe, może mu zapewnić leczenie, będzie z pewnością lepszym wyborem – radzi Jarmołowicz. – To naturalne, że możemy tęsknić za zwierzakiem, ale warto naprawdę realnie oceniać sytuację i rozważyć, co jest lepsze dla zwierzęcia, a nie będzie karmiło wyłącznie naszych potrzeb czy pragnień. Tak jak po każdej stracie, tak i po tej sobie poradzimy – mówi psychoterapeutka.https://www.vogue.pl/a/kto-powinien-zajac-sie-wspolnym-zwierzakiem-po-rozstaniu

Kocham cię, ale wolę, żebyśmy mieszkali oddzielnie

KATARZYNA MIZERA

komentarz K. Lea Jarmołowicz

Aneta, gdyby mogła sobie na to pozwolić, nie mieszkałaby razem z partnerem. Zresztą, jak przyznaje, jej zdanie podziela większość znajomych, zwłaszcza osoby, które wspólne życie zaczęły po trzydziestce, czterdziestce czy później. Mimo to kwestia oddzielnych domów osób w szczęśliwej relacji nadal dla wielu ludzi jest nie do pomyślenia.

– Gdybym nie musiała, nie sprzedałabym kawalerki, w której mieszkałam, zanim poznałam Sławka. Po spotkaniach każde z nas mogłoby wracać do swojego domu – opowiada Aneta, która w wieku 44 lat wyjechała z rodzinnych Katowic do pracy w Warszawie, a nieoczekiwanie znalazła tu też miłość. – Bardzo się kochamy, ale decyzja o wspólnym zamieszkaniu była pragmatyczna, bo życie we dwójkę jest łatwiejsze, tańsze. Gdyby nie to, wolałabym, żebyśmy mieszkali osobno – mówi Aneta, która jest ze Sławkiem od czterech lat. On to rozumie i przystałby na życie na dwa domy, jeśli ich sytuacja finansowa by im na to pozwoliła.

Jak tłumaczy Aneta, ze Sławkiem układa im się dobrze, ale potrzeba jej azylu, do którego po prostu jest przyzwyczajona. Jest jedynaczką, zawsze miała swój pokój, a potem mieszkanie, którego z nikim nie dzieliła. – Mieszkamy u Sławka, a gdy jadę do rodzinnego domu na weekend, nocuję u rodziców. Nigdzie nie mam tylko mojej przestrzenia potrzebuję samotni, w której ładuję baterie – wyjaśnia Aneta.

Zresztą, jak przyznaje, jej zdanie co do oddzielnego mieszkania podziela większość jej znajomych. – W pewnym wieku masz już jakiś swój ustalony rytm, swoje przyzwyczajenia – tłumaczy. – Gdy wracasz zmęczona po ciężkim dniu w pracy, twój partner też ma gorszy humor i te złe energie niepotrzebnie się kumulują. W takie dni wolałabym wrócić do swojego pustego domu niż niepotrzebnie wylewać złość na partnera. Oczywiście nie chodzi o to, żeby być ze sobą tylko wtedy, gdy jest wesoło. Ale po co bliska osoba ma znosić moje humory, kiedy mówię coś, czego potem żałuję – zastanawia się.

Mieszkając osobno, możemy zatęsknić za partnerem

Kwestię przyzwyczajeń podnosi też 38-letnia Lena, która jest w związku od 13 lat. – Rafał jest zbieraczem, a ja chodzę za nim i pozbywam się chaosu, który robi. Co zabawne, też jestem bałaganiarą, więc on zwraca mi uwagę, że nie odstawiłam kubka do zlewu – opowiada. – Otwieram szampana, gdy mój partner wyjeżdża na weekend, i wiem, że on robi tak samo, gdy ja jadę gdzieś z przyjaciółkami – śmieje się, dodając zaraz, że po dwóch dniach „słomianego wdowieństwa” zaczyna za Rafałem tęsknić. Przyznaje, że wspólne mieszkanie daje jej duży komfort, poczucie bezpieczeństwa i buduje przywiązanie, ale jak sądzi, zabija w związku romantyzm. – Pożądanie i namiętność w związkach często spada przez zwykłą szarą codzienność. No i w niektórych sytuacjach wolałabym, żeby Rafał mnie nie widział. Choć uważam też, że jeśli pokażesz się partnerowi od początku z jak najgorszej strony, a on i tak zostanie, to potem może być już tylko lepiej – żartuje.

Gdy mieszka się oddzielnie, „najgorszą stronę” widać rzadziej, uważa Lena, za to człowiek bardziej się stara, cieszy na każde spotkanie i je docenia. – Dobrze dać sobie szansę, żeby zatęsknić za swoim partnerem – mówi, pamiętając czasy, kiedy jeszcze żyli osobno. Rozmawiała o tym z Rafałem, ale dla niego prawdziwy związek jest wtedy, gdy mieszka się razem. – Jest takie zagrożenie, że może się okazać, że jest ci tak dobrze, więc w sumie po co ci ta druga osoba? – mówi Lena.

Nie każdy ma tradycyjne potrzeby dzielenia codzienności z partnerem

– W dzisiejszych czasach podążamy za jakością, szukamy możliwości bycia sobą w związku i dobrowolnego zaangażowania oraz samorealizacji – mówi psychoterapeutka K. Lea Jarmołowicz z Ośrodka Centrum. – Nierzadko, aby to pogodzić z byciem w relacji, to właśnie mieszkanie oddzielnie pozwala nam te indywidualne potrzeby lepiej realizować. Myślę, że to, co najważniejsze, to wiązać się z osobą, która jest do nas podobna, a nie naginać się do czyjejś wersji, by tylko „ktoś był”. Jeśli tylko będziemy szczerzy ze sobą, to możemy znaleźć kogoś podobnego do nas – uważa. Jak wyjaśnia, wspólne życie uczy nas wiele o sobie i drugiej osobie – o tym, jacy jesteśmy i czy potrafimy iść na kompromis. – Ale to zawsze wymaga pracy nad związkiem, bo każdy ma swoje przyzwyczajenia i im się jest starszym, tym bardziej przyzwyczajamy się do naszej wersji codzienności i raczej oczekujemy, że ktoś się do nas dopasuje. Kwestia mieszkania staje się wynikiem rozmów, szczerej komunikacji i zgrania. I wtedy związek to wartość, a nie ograniczenie wolności – mówi psychoterapeutka.

Chęć oddzielnego mieszkania nie musi też świadczyć o problemach w związku. – Mówi się o tym, że mamy kryzys relacji, ale ja wolę myśleć o tym, że to kryzys relacji w dotychczasowej postaci. I że kolejne lata stworzą nowe formuły, które staną się bardziej adekwatne do aktualnych potrzeb i pragnień ludzi. Dla nas dziś to, co jest objawem niedojrzałości, może okazać się za 20-30 lat zwyczajnością i normą – uważa K. Lea Jarmołowicz. – Czas pokaże, dokąd nas te zmiany doprowadzą.

Powrót do swojego domu po spotkaniu był czymś oczywistym

Karolina nie wyobrażała sobie, że mogłaby mieszkać z partnerem. W domu, jak mówi, bywa. Gdy nie pracuje po godzinach, spotyka się ze znajomymi albo trenuje na ściance wspinaczkowej. – Mój najdłuższy związek trwał trzy lata i przez ten czas nigdy nie chcieliśmy, by jedno wprowadziło się do drugiego – mówi. – Byliśmy dla siebie ważni, lubiliśmy spędzać razem czas, ale byliśmy też dość niezależni – każde z nas miało swoje pasje, paczkę przyjaciół. Zdarzało się, że zostawaliśmy u siebie na noc lub na kilka dni, ale powrót do domu był czymś oczywistym – dodaje. To pasowało im obojgu. Grzesiek był rannym ptaszkiem, Karolina lubi siedzieć do późna w nocy. Ona potrzebuje ciszy i spokoju, tak ładuje akumulatory, dla niego ciągle coś musiało grać w tle. – To było bardzo wygodne: jesteśmy ze sobą, ale każdy ma też swój azyl – tłumaczy. Z perspektywy czasu mówi, że oddzielny dom dawał jej bezpieczną przestrzeń dla siebie, ale niekoniecznie dla „nas”, rozumianych jako związek, partnerstwo, dzielenie wspólnego życia ze wszystkimi jego odcieniami. – Pewnie nie byliśmy do siebie tak przywiązani, jak wtedy gdybyśmy mieszkali razem. Dziś wydaje mi się, że oddzielne domy były jednym z powodów naszego rozstania, choć jednocześnie mogły być też egzaminem, jak silny jest nasz związek – mówi.

https://www.vogue.pl/a/gdy-bedac-w-zwiazku-wolimy-mieszkac-osobno

Rozwiodłam się. Żałuję

KATARZYNA MIZERA

I żyli długo i szczęśliwie… po rozwodzie – tak mogłyby kończyć się bajki w obecnej postromantycznej rzeczywistości. Jeśli się nie dogadujemy, a uczucie wyparowało, po co marnować czas na coś, co nie spełnia naszych oczekiwań. Co, jeśli jednak po latach uznamy, że związek wymagał fundamentalnej naprawy, ale nie trzeba było się rozstawać? Konfrontujemy prawdziwe historie z terapeutką. 

Mam tylko jedną znajomą, która wychodząc za mąż, pół żartem pół serio mówiła, że może to nie jedyna biała suknia, którą w życiu założy. Niemal wszystkie, jak jeden, nomen omen, mąż, były przekonane, że na ślubnym kobiercu stają pierwszy i ostatni raz.

A przecież statystyki są bezwzględne. Według danych GUS w 2021 roku rozpadło się 360,5 na 1000 małżeństw. Dla porównania – w 2000 roku rozwodziło się 200,2 na 1000 par. Ten wskaźnik rośnie z roku na rok, biorąc pod uwagę dekady – gwałtownie. A to oznacza, że zmienia się definicja happy endu. W postromantycznej rzeczywistości może on oznaczać zarówno wspólne życie, jak i rozstanie. Nie trzeba przywiązywać się do myśli o jednym związku na całe życie. 

W jednym z wywiadów modelka Emily Ratajkowski powiedziała, że nie uważa rozwodu za smutną rzecz. – Za każdym razem, gdy słyszę o czyimś rozwodzie lub gdy widzę wiadomość o kolejnym rozstaniu, muszę sobie przypominać, że powinnam przyjąć postawę „Och, to smutne”. Dosłownie mówię ludziom: „Gratuluję” – opowiadała w podcaście Ratajkowski, która rozwód ma już za sobą. 

A jednak jestem ostrożna z trywializowaniem doświadczenia rozwodu, bo nic nie jest oczywiste. Czy raz nadszarpnięte zaufanie albo zawiedzione oczekiwania powinny być sygnałem, że to definitywny koniec? Gdzie leży granica między poszukiwaniem własnego szczęścia w świecie wielokrotnego wyboru a jednorazowością relacji? I, wreszcie, czy mamy prawo żałować rozwodu, którego chcieliśmy? 

Marta: Wstydzę się, że żałuję rozwodu

– Pamiętam wymowne zdjęcie wniebowziętej Nicole Kidman tuż po wyjściu z rozprawy rozwodowej z Tomem Cruisem. To byłam ja. Z papierami rozwodowymi w ręku czułam się królową życia – Marta myślała, że ich uczucie po prostu się wypaliło i już nic już z tego związku nie wyciśnie. – Denerwował mnie każdy jego gest, każde słowo, nawet to, w jaki sposób je. Był powolny, naiwny, mało ambitny. Tkwił w tej samej słabo płatnej pracy od lat, nie dążył do żadnych zmian, nie szukał nowych bodźców, a byłam już w zupełnie innym miejscu. Potrzebowałam czegoś innego.

Rozwód przebiegł pokojowo. Nadal widywali się, mogła liczyć na jego pomoc, gdy zachorował jej ojciec. Po jakimś zaczęła randkować. – Początkowa ekscytacja szybko zamieniła się we frustrację. Na swojej drodze spotykałam zakochanych w sobie narcyzów, karierowiczów i pozorantów. Bywało, że znikali bez słowa, po kilku – jak sądziłam – fajnych spotkaniach – opowiada Marta. – Moja przyjaciółka zwróciła mi wtedy uwagę, że coraz częściej porównuję ich do byłego męża. Jego wady – delikatność, dziecięca naiwność, to, że nigdy nie liczyły się dla niego pieniądze – z czasem zaczęły wydawać się zaletami. 

Dla niego rozstanie było jak kubeł zimnej wody. Zmienił pracę, zaczął podróżować. Gdy wrzucał więcej zdjęć na Instagram, sądziła, że chce jej zaimponować. – Powód jednak, cytując klasyka, „miał imię”. Zanim zrozumiałam, że za nim tęsknię, już z kimś się spotykał. 

Marta przyznaje, że dziś postąpiłaby inaczej. Spróbowałaby terapii dla par, postawiłaby ultimatum, wywołała trzęsienie ziemi. – Gdy moje koleżanki mówią, że cieszą się z rozwodu, ja wstydzę się przyznać, że żałuję tej decyzji. 

Terapeutka: To naturalne, że rozwodowi towarzyszy żałoba

Pytam terapeutkę, Karolinę Leę Jarmołowicz z Ośrodka Centrum, co zrobić z poczuciem żalu i wątpliwościami po rozwodzie.

Wiele osób zgłasza się w czasie rozwodu na terapię, by lepiej poradzić sobie z jego przebiegiem. Czasem dlatego, że nadal kochają partnera, często po prostu nie wiedzą, jak ma wyglądać ich życie po rozstaniu. Czują pustkę i pomimo że nie byli szczęśliwi w małżeństwie, to nie potrafią sobie z tą pustką poradzić. To naturalne, że takiej zmianie towarzyszy żałoba. Żegnamy to, co było (niezależnie czy dobre, czy złe), doświadczamy złości, potem smutku, ale też targujemy się ze sobą albo z partnerem, żeby może coś jednak wziąć z tego, co było. 

W procesie żałoby partnerzy czasem wracają do siebie i próbują odbudować straconą bliskość. Nie jest to łatwe i rzadko się udaje, bo zazwyczaj po wielu latach walki przynajmniej jedna ze stron czuje ulgę, że to koniec. Jeśli tęsknią za sobą obie strony i łączy je wiele dobrych wspomnień oraz są dla siebie życzliwe, to szansa jest, ale tylko do momentu, kiedy nie zbudują zupełnie oddzielnego życia. Wtedy zwykle jest już za późno. 

Praca nad stratą z osobą, która jeszcze chce, pomimo że druga już nie, to jak towarzyszenie w żałobie. To praca nad tym, żeby – niezależnie od tego, co minęło – mogła zbudować satysfakcjonujące życie, przepracować indywidualne trudności, które przyczyniły się do rozpadu małżeństwa. Jeśli to zrobi, wzrośnie szansa na stworzenie w przyszłości nowej relacji. Pewnie dlatego statystycznie kolejne małżeństwa są bardziej udane niż pierwsze, bo ludzie już wiedzą, co robili nie tak, i od początku pracują, by nie powtarzać błędów. 

Ewa: Druga szansa

Ewa odkryła, że jej mąż ma romans. To był dla niej ogromny cios, bo uchodzili za idealną parę, byli nierozłączni. Klisza – on dużo chorował, miesiące spędzał w szpitalu na dializach, zauroczyła go pielęgniarka. Ewa przegapiła moment, kiedy mąż stał się dla niej tylko pacjentem. Miała na głowie wspólną firmę, rodzinę. Gdy dowiedziała się o romansie, górę wzięły emocje. Zabrała dzieci i wyprowadziła się. On długo błagał o wybaczenie. Ona pomimo tego, co przeszła, nie przestała go kochać i nadal za nim tęskniła. Potrzebowała czasu, by wszystko przemyśleć. Wrócili do siebie, ale na nowych warunkach. 

Jej mąż zmarł. Ewa przyznaje, że nie żałuje, że nie złożyła pozwu rozwodowego, chociaż intensywnie o tym myślała. – Cieszę się, że mogliśmy razem spędzić ostatnie lata jego życia. To był naprawdę dobry czas. 

Terapeutka: O dobry związek trzeba dbać każdego dnia

Pytam terapeutkę, Karolinę Leę Jarmołowicz z Ośrodka Centrum, czy każdy związek zasługuje na drugą szansę.

Błędem jest myślenie, że szczęśliwy związek jest dany na zawsze. O dobry związek trzeba dbać każdego dnia i jest to ciężka praca. Potrzebne są wzajemna życzliwość i chęć do otwartej rozmowy. 

Testem dla związku jest to, jak rozwiązujemy problemy. Kluczowe nie jest to, w jaki sposób się kłócimy, ale to, jak rozmawiamy o ważnych sprawach. Jeżeli para lub jedna z osób w związku nie chce mierzyć się z problemami, to właściwie nie ma szans na udaną relację. Warto naprawiać auto, kiedy zaczyna się psuć, ale kiedy wszystko jest w nim zepsute, nadaje się tylko na złom. Podobnie jest z małżeństwem. 

Dlatego należy dbać o nie od początku. Wtedy, nawet gdy zdarzy się jakiś wypadek, łatwiej będzie naprawić. Relację przez lata zaniedbywaną trudno poskładać. 

Wierzę, że dopóki w związku nie ma pogardy i przemocy, a są życzliwość i miłość, to jest szansa na ratunek. A czy się uda? Odpowiem jak każdy psychoterapeuta: to zależy.

https://www.vogue.pl/a/historie-kobiet-ktore-zaluja-rozwodu

„Kobiety szukają mężczyzn, których jeszcze nie ma, a mężczyźni kobiet, których już nie ma. Między Polkami a Polakami jest przepaść”, mówi socjolożka Karolina L. Jarmołowicz

Opublikowano: 18.01.2023

– Ludzie myślą, że kompromis jest wtedy, kiedy każda strona zatrzyma coś swojego i razem coś z tego uplotą. Nie. Kompromis oznacza, że porzucamy swoje i wspólnie budujemy coś nowego. I tu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii z perspektywy kobiet: to, czego chcemy dziś od mężczyzn, nie jest możliwe. Facet to nie jest choinka! Kobieta też nie. Obie strony muszą zejść na ziemię, pożegnać przynajmniej część pragnień i znaleźć balans – mówi Karolina Lea Jarmołowicz, psycholożka, socjolożka.

Marta Szarejko: 52 proc. kobiet do 35. roku życia ma wyższe wykształcenie i tylko 32 proc. mężczyzn.

Karolina Lea Jarmołowicz: Dzieli nas 20 punktów procentowych – przepaść. Polki są świetnie wykształcone, wielozadaniowe, ambitne. Jesteśmy jednymi z najbardziej pracowitych kobiet w Europie. Odważniej opuszczamy małe miejscowości i wyjeżdżamy do dużych miast. Mężczyźni robią to jednak rzadziej: świetnie pokazuje to pewien telewizyjny program.

Rolnik szuka żony.

Tak! Oglądając go, widzimy trudności psychologiczne i społeczne w nawiązywaniu relacji. Mamy wielkomiejskie singielki z aspiracjami, które się liberalizują i pogubionych mężczyzn, którzy zostają w tyle w każdym aspekcie: nie tylko wykształcenia, ale też siły życiowej, napędu do działania. Jak na dłoni widać kryzys męskości.

Kobiety są teraz na miejscu mężczyzn: kształcą się, pracują, zarabiają, a jednocześnie rodzą dzieci i wychowują je.

Role się odwróciły, bo dziś jedna zarabiająca na dom osoba raczej nie wystarczy. Pamiętamy wzór tradycyjnej rodziny, obciążającej zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Te pierwsze miały na barkach dom, wychowanie dzieci, a ci drudzy odpowiedzialność finansową. Dziś kobiety chcą więcej: równouprawnienie dało im napęd, chcą studiować, pracować i mieć rodzinę. Pieniądze są dla nich ważne, ale nie najważniejsze.

Pewna terapeutka opowiadała mi, że jej klientki jadąc na randki, zostawiają samochód kilka ulic dalej – żeby nie peszyć mężczyzny, z którym się spotkają.

Boją się, że go spłoszą: nie tylko są lepiej wykształcone, ale też często bardziej zamożne. Tymczasem co by zrobił mężczyzna? Wyeksponował samochód! Mężczyźni stawiają na finanse, dla nich wysoki status społeczny to konkretne pieniądze, a nie sześć fakultetów na różnych uczelniach.

Z badań wynika, że studia są dla kobiet wystarczającym powodem, żeby wyjechać do dużego miasta. Mężczyzna musi mieć pewność, że po tych studiach będzie dobrze zarabiał.

Znacznie więcej mężczyzn decyduje się na podjęcie pracy po ukończeniu szkoły średniej, kobiety na tym nie poprzestają, uznają, że do prestiżowej pracy trzeba się przygotować, rozwinąć. Poza tym w pamięci ciągle mają to, że ich matki musiały wybierać: kariera albo dom.

One nie muszą, chcą mieć wszystko. Tymczasem wydaje się, że mężczyźni nie są do tego przygotowani. Na poziomie deklaracji stawiają na partnerskie relacje, ale w praktyce nie są na nie gotowi, boją się ich.

Obie strony są na przegranej pozycji.

Kobiety szukają mężczyzn, których jeszcze nie ma, a mężczyźni kobiet, których już nie ma. Myślę, że to niezwykle ważne: zobaczyć, że jesteśmy w okresie przejściowym, czasie transformacji stereotypowego myślenia i tworzenia nowych ról społecznych. A każda zmiana niesie lęk. Statystyki na temat wykształcenia faktycznie budzą trwogę, ale wzięłabym głębszy oddech i podeszła do tego, jak do naturalnego procesu zmian społecznych, kształtowania się nowej formuły relacji.

Brzmi to trochę jak proces żałoby.

Zgodnie z teorią etapów żałoby, kiedy coś umiera, wypieramy ten fakt. Mamy etap zaprzeczenia, w którym jest dużo lęku i wycofania – w tym momencie jest wielu mężczyzn, którzy nie chcą przyjąć do wiadomości rodzącego się, nowego porządku. Potem jest złość – przeżywają ją zarówno mężczyźni, jak i kobiety — która może dawać siłę potrzebną do działania. Następnie wchodzimy w smutek i łzy, żegnanie się z tym, co stare i nieużyteczne w nowej rzeczywistości. Stawiamy sobie pytanie: co teraz?

No właśnie: co?

Myślę, że w pewnym sensie mężczyźni są na etapie depresji, powoli dochodząc do momentu targowania się, zastanawiania – co mogę zatrzymać ze starego świata, a co zbudować nowego? Co warto utrzymać, a co przeformułować? Kolejną fazą, jeśli się nie zatrzymamy, a wszystko wskazuje na to, że odwrotu już nie ma, będzie kształtowanie się tego, co nowe.

Czy dziewczyny trzydzieści, czterdzieści plus tego dożyją?

Nie wiem. A jeśli tak, to nie wiem, czy będą wtedy w związkach. Dziś ze statystyk wiemy, że 70-80 proc. pacjentów gabinetów psychoterapii to jednak kobiety, które zgłaszają się ze stanami lękowo-depresyjnymi. Z jednej strony chcą pozamykać sprawy z dzieciństwa, przyjrzeć się destrukcyjnym wzorcom zachowań, a z drugiej nie wiedzą, jak stworzyć dojrzałą, stabilną relację. A właściwie z kim ją tworzyć. Jeden, drugi, trzeci związek im nie wyszedł, zastanawiają się, co jest nie tak.

Bycie w parze wciąż jest synonimem ułożenia sobie życia.

Stereotypowe myślenie o związku wciąż jest takie: relacja jest tożsama ze szczęściem, a jej kiepskie strony widzimy często dopiero po rozstaniu. I w sumie nic dziwnego: chłopcy socjalizowani są do autonomii, dziewczynki do przywiązania. Społeczeństwo powoli się zmienia, ale kobiety wciąż bardziej niż mężczyźni określają siebie przez stałe relacje. Wciąż myślimy, że lepiej być w jakiejkolwiek relacji niż samej, bo dzięki temu społeczeństwo nas bardziej akceptuje.

Jednocześnie więcej kobiet w Polsce składa pozew o rozwód.

Bo rozwód od dawna już nie jest tabu. Dostęp do opieki psychologicznej jest większy, świadomość też, a poza tym kobiety są samodzielne finansowo, mogą sobie pozwolić zarówno na poniesienie kosztów rozwodu, jak i na życie bez partnera. Więc myślę, że na poziomie rozumu pozwalamy sobie na bycie singielką albo rozwódką, ale na poziomie emocji wciąż mamy zakodowane, że w parze jest łatwiej.

Czy mężczyzna, który jest gorzej wykształcony, może mi dać poczucie bezpieczeństwa, troskę, szacunek? Jeśli ma pozytywne wzorce, nauczył się tego w domu, wie, że związek powinien opierać się na zaufaniu i życzliwości, to tak. Dyplom do tego nie jest potrzebny

Zależy w jakiej parze.

No właśnie. Z badań wynika, że kobiety po studiach wolą pozostać samotne niż wiązać się z mężczyzną ze słabszym wykształceniem. Przy czym wykształcenie to nie tylko papier, który zresztą dziś łatwo można zdobyć, ale przede wszystkim cały zestaw zachowań, aspiracji, cech klasowych, sposobów spędzania wolnego czasu – w tym kontekście podobieństwo może okazać się niezwykle ważne.

Wyobraźmy sobie taką parę: ona znaczniej lepiej wykształcona niż on, przychodzą do pani gabinetu…

Nie muszę sobie tego wyobrażać, 80 proc. to takie pary! Widać to już podczas pierwszych spotkań: inicjatorkami terapii zwykle są kobiety, to one wiedzą, jak ważne są kompetencje relacyjne. Bo jest też druga strona medalu: w procesie edukacji nie tylko zdobywamy wiedzę o świecie, ale uczymy się funkcjonowania społecznego, komunikacji w relacji. Osoby o podobnym wykształceniu mają podobne horyzonty myślowe, ale też kompetencje społeczne, krótko mówiąc: łatwiej im się porozumieć zarówno w kluczowych, jak i codziennych sprawach.
Funkcjonują na podobnym poziomie, tak się przecież dobieramy – na zasadzie podobieństw.

Na jakość życia w relacji wpływa mnóstwo czynników, wykształcenie jest ważne, ale nie musi być decydujące. Polecam zrobić takie ćwiczenie: napisać na kartce wszystkie swoje potrzeby, a potem pragnienia – warto je rozdzielić, mieć jasność, co jest czym. Bo bez zaspokojenia potrzeb trudno żyć, bez spełnienia pragnień łatwiej.

Czyli jeśli chcę rozmawiać z moim partnerem o książkach, a on nie bardzo jest tym zainteresowany…

To może pani bez tego żyć, ponieważ to nie jest potrzeba, tylko pragnienie. Jak wszystkie aspekty związane z wykształceniem. Tu zaczyna się targowanie, o którym mówiłam, dojście do momentu, w którym widzimy prosty fakt: coś za coś. Czy mężczyzna, który jest gorzej wykształcony, może mi dać poczucie bezpieczeństwa, troskę, szacunek? Jeśli ma pozytywne wzorce, nauczył się tego w domu, wie, że związek powinien opierać się na zaufaniu i życzliwości, to tak. Dyplom do tego nie jest potrzebny.

Ale jeśli kobieta zna pięć języków, a jej partner nie zna żadnego? Widzę dwie opcje: po kilku latach ona zaczyna krytykować jego ignorancję, wbijać mu szpile, szydzić z niego…

Pogarda to ślady naszej przeszłości, relacji z rodzicami, zaburzonych więzi między nami a nimi. Echa tego, co warto pożegnać, bo tylko własne poczucie bezpieczeństwa i życzliwość dla drugiej osoby spowodują, że będziemy w stanie stworzyć dobry związek.

A druga: będzie próbowała wciągnąć partnera w swój świat. Czy on tego chce, czy nie.

I to jest pomysł nowoczesnej kobiety, która marzy o mężczyźnie, którego jeszcze nie ma! „Wciągnę go w swój świat, ale z czułością, a on zacznie się rozwijać, tak, jak ja”. Nie każdy mężczyzna chce się rozwijać, niektórzy myślą, że są w porządku tacy, jacy są. I mają do tego prawo – jeśli ktoś nie chce, nie musi się rozwijać. Pytanie tylko, czy mu z tym dobrze.

Co powinna zrobić taka kobieta?

Dobrze, żeby zastanowiła się, co jest ważniejsze: to, iloma językami mówi jej partner, czy to, że ją słyszy i wspiera emocjonalnie, troszczy o nią. Warto konkretnie nazwać to, co dla nas najważniejsze.

Zauważyłam, że kobiety, które czują ten przejściowy etap, wybierają często dużo młodszych mężczyzn, godząc się na to, że to one będą ciągnęły wszystko – dom, finanse, dzieci i karierę, ale on przynajmniej nie będzie im przeszkadzał. Nie będzie władczy, agresywny, ograniczający, tylko wejdzie w ten świat, który one narysowały i wpasuje się w niego

Jakie problemy najczęściej mają takie pary?

Poczucie niezrozumienia w relacji, zderzenia dwóch perspektyw. Ona chce studiować zaocznie, co dwa tygodnie ma zjazdy, a on chce budować dom i zakładać rodzinę. Ona mu oświadcza, że jednak zacznie te studia, a on na to: „Zaraz, zaraz, liczy się kasa! Poza tym ja chcę mieć rodzinę, dom, a tym mnie stopujesz”. Obie strony czują się blokowane – on w zakładaniu rodziny, ona w rozwoju.

Błędne koło.

Zauważyłam, że kobiety, które czują ten przejściowy etap, wybierają często dużo młodszych mężczyzn, godząc się na to, że to one będą ciągnęły wszystko – dom, finanse, dzieci i karierę, ale on przynajmniej nie będzie im przeszkadzał. Nie będzie władczy, agresywny, ograniczający, tylko wejdzie w ten świat, który one narysowały i wpasuje się w niego.

A mężczyźni?

Tkwią w impasie, tęsknią za kobietami takimi jak kiedyś: uległymi, przy których mogli się czuć męscy. Nie musieli z nimi walczyć, walczyli między sobą – ten świat był dosyć prosto zbudowany. Ale nie ma już powrotu do starego porządku. Co oczywiście nie znaczy, że będzie gorzej. Będzie inaczej.

Jak znaleźć złoty środek?

Ludzie myślą, że kompromis jest wtedy, kiedy każda strona zatrzyma coś swojego i razem coś z tego uplotą. Nie. Kompromis oznacza, że porzucamy swoje i wspólnie budujemy coś nowego. I tu dochodzimy do bardzo ważnej kwestii z perspektywy kobiet: to, czego chcemy dziś od mężczyzn, nie jest możliwe. Facet to nie jest choinka! Kobieta też nie. Obie strony muszą zejść na ziemię, pożegnać przynajmniej część pragnień i znaleźć balans.

Zasada realności zamiast zasady przyjemności. Zrobienie listy potrzeb i rozważenie, które są możliwe do spełnienia, brzmi jak przyspieszony kurs dojrzewania.

Dokładnie tak, i ja do niego zapraszam. Bo dojrzewanie to żegnanie nierealnych oczekiwań. Warto wyjść z dziecięcego pokoju i otworzyć się na to, jakimi jesteśmy – wykształconymi, czy nie. I zobaczyć, co w relacji pomimo różnic jest dobre i możliwe. Teoretycznie, jeśli mamy stabilne poczucie własnej wartości, możemy stworzyć udany związek właściwie z każdym.

To z kolei widać w programach, które mają kojarzyć pary, na przykład w „Ślubie od pierwszego wejrzenia”: na poziomie deklaracji ludzie twierdzą, że bardzo pragną relacji, a potem okazuje się, że przeszkadza im jedna, mała rzecz – kolor włosów albo zbyt głośny śmiech potencjalnego partnera, i odchodzą.

Warto zadać sobie pytanie: stawiam w życiu na relację, czy na jakość? Mam wrażenie, że domeną naszych czasów jest stawianie tylko na jakość, a nie na relację. Słabiej wykształcony partner naprawdę może do naszego świata wnieść dużo pozytywnych aspektów. A jeśli trochę spuścimy z tonu, i pomyślimy o relacji, a nie odhaczaniu kolejnych wad, czy zalet potencjalnego partnera, to może się nagle okazać, że nie tylko nie jesteśmy same, ale nie mamy już stanów depresyjno-lękowych.

Karolina Lea Jarmołowicz: psycholożka, psychoterapeutka, socjolożka. Założycielka i szefowa Ośrodka Centrum. Pracuje w podejściu integracyjnym https://zycie.hellozdrowie.pl/miedzy-polkami-a-polakami-jest-przepasc-mowi-socjolozka-karolina-l-jarmolowicz/?fbclid=IwAR0aV7VNvwcVvOHZ8UYb-XuMP5_oDxFsF-wyqyA5XhG_jHGWYZmdVIdP_uA

“Związek z dużo młodszą osobą może być początkowo fascynujący, ale bywa, że z czasem staje się destrukcyjny” [OKIEM EKSPERTA]

02.07.2022

K. LEA JARMOŁOWICZ, PSYCHOLOG, PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, SZEFOWA OŚRODKA CENTRUM

“Każdy związek i relacja ma szansę na powodzenie. Również taki, gdzie partnerów dzieli duża różnica wieku” – mówi nasza ekspertka K. Lea Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM.

Powszechne kiedyś stereotypowe myślenie, że starszy facet z młodą kobietą to bardziej naturalne niż w drugą stronę, przechodzi powoli do lamus. W wielu kulturach prawo starszych mężczyzn do sięgania po młodsze kobiety, a czasem nawet dzieci jest tworem patriarchalnego systemu. Jednak nadal większość związków to wciąż pary rówieśnicze, ale duża różnica wieku staje się – niezależnie od płci, coraz bardziej powszechna. I takie związki z różnicą wieku potrafią być na korzyść każdej z płci. Coraz więcej kobiet jest niezależna i mniej podlega stereotypom, mniej także przejmuje się oczekiwaniami, że w ogóle musi wyjść za mąż. Myślą o swoich potrzebach, a nie oczekiwaniach społecznych i nie poddają się stereotypom. Chociaż w związkach zawsze w jakimś stopniu szukamy ojców i matek, a nasze nie doopiekowane dzieci domagają się doopiekowania z zewnątrz, nie zawsze oznacza, że to źle. I oczywiście różnica wieku nie jest do tego konieczna, ale bardzo celnie pokazuje ten aspekt relacji.

Monika ma 26 lat i jest od dwóch lat jest w związku z 42-letnim Markiem. Poznali się w kawiarni przy kasie. On zawołał ją, gdy zapomniała reszty, a ona w podziękowaniu postawiła mu kawę. Ona – ambitna zdolna architekt rozwijająca aktualnie swoje biuro. On – dystrybutor produktów luksusowych na Europę. Aktualnie planują ślub, potem dziecko. Monika mówi, że dzięki Markowi uwierzyła w siebie, bo on w nią uwierzył. Pchał ją i motywował do końcowych egzaminów. Dzięki niemu nie zawracała sobie głowy pijackimi imprezami i nie rozpraszała się. Zamieszkała u niego i on ich utrzymywał, więc nie musiała pracować po szkole tylko poświęciła się nauce. Dodatkowe kursy także nie były problemem. “On zawsze jest za mną. Zawsze mnie wspiera, nawet jak popełniam błędy, to wyciąga rękę i pomaga. Nikt nie daje mi takiego poczucia bezpieczeństwa, a już na pewno ja nigdy takiego nie miałam. Mój ojciec nigdy nie miał dla mnie czasu i nie obchodziły go moje potrzeby. marek mnie kocha i rozumie i zawsze mogę na niego liczyć”.

Nierzadko wchodzimy w związki uczuciowe z nadzieją na wyleczenie krzywd, zaspokojenie potrzeb takich jak miłości, uznania czy uwagi. A właśnie duża różnica wieku w spotkanym partnerze może te ślady pobudzać. Nie ma nic złego w tym, że partner może “dolewać do niedolanego garnuszka” miłości i wybieranie mężczyzny zgoła innego od ojca, by rana z pierwotnej relacji się zabliźniła. Ale… jest pewne zagrożenie. Młoda, głodna bezpieczeństwa i czasem zagubiona kobieta obdarza takiego starszego faceta podziwem i zachwytem. Widząc w nim opiekuna, który będzie zawsze przy niej i prowadził ją za rękę, będzie spełniał jej wszystkie potrzeby i pragnienia, może się oszukiwać, że tak już będzie zawsze. A to nierealne… W którymś momencie, kiedy ona dojrzewa, staje się coraz bardziej niezależna, to coraz mnie potrzebuje jego opieki i wsparcia. A on nierzadko przywykł do tego, że ma przy boku zachwyconą nim kobietę, która się słucha i przyjmuje jego uwagi i rady. Nierzadko wtedy związek ich staje się burzliwy i bolesny dla obu stron. Bo jej zapełnione braki z dzieciństwa pozwoliły dorosnąć emocjonalnie i już niekoniecznie ma ochotę na bycie z “tatusiem”.


Marcin ma 55 lat i dużą stabilizację finansową. Odniósł duży sukces i po 30 latach może wreszcie zacząć żyć, a nie tylko pracować. Jego małżeństwo z koleżanką ze studiów, po 15 latach się rozpadło. Dwójka dzieci już dziś dorosłych wyprawiona w świat, a on po 4 latach po rozwodzie związał się z Kasią. Ona ma 28 lat i jest malarką. Dużo podróżują, w Polsce rocznie może są przez 3 miesiące. On pomógł jej promocyjnie dzięki znajomym w Nowym Jorku. Dzięki jego kontaktom, ona sprzedaje dziś kilka obrazów w roku i rozwija swoją karierę. “Jestem szczęśliwy przy niej jak nigdy wcześniej. Kasia nie ma ciśnienia – wstaje rano z uśmiechem na twarzy, pełna energii do życia i zadowolona. Bez ciśnienia. Uśmiecha się do mnie, daje mi radość każdego dnia. Wszystko jej się chce – tańczy w domu i śpiewa pod prysznicem. Dzięki niej czuję, że jeszcze wiele mogę w życiu osiągnąć, a nie jestem samotnym staruchem, który już może kłaść się i umierać. Ona jest moją baterią do życia i zrobiłbym dla niej wszystko. Wcześniej spotykałem się z 30-latką, ale wciąż była zazdrosna i zaborcza, nie dawałem rady. Stale zarzucała mi zdrady, a ja Bogu ducha byłem winny. Każde nieodebranie telefonu to była awantura. Nawet nie mogłem z kolegami na golfa pójść. Wspominam to jak koszmar. Nie po to całe życie pracowałem po nocach, żeby na starość słuchać ciągłych pretensji”.


Związek z dużo młodszą osobą może być początkowo fascynujący, ale bywa, że z czasem staje się destrukcyjny. Może być tak, że kobieta opuszczona przez ojca w dzieciństwie, niesie w sobie ślady ogromnej złości. I spotykając starszego partnera, te ślady się mocno uruchamiają. Wybuchy złości, agresji i płaczu, będące odreagowaniem dawnych śladów, a nie tego co dzieje się w aktualnej sytuacji. Niestety nierzadko bez podjęcia psychoterapii, próby ukojenia jej bólu działają na chwilę, a związek skazany jest na niepowodzenie. Młoda dziewczyna ze starszym mężczyzną może liczyć na większą wyrozumiałość, cierpliwość i swoistą opiekę. Jego dojrzałość w sprawach seksualnych także może być dla niej wartością, bo starsi partnerzy są bardziej czuli i zaangażowani w zaspokojenie potrzeb młodszej partnerki. Bywa również, że kobieta potrzebuje tego w sferze emocjonalnej, a seks jest raczej kontynuacją bliskości i wyrazem czułości i wdzięczności. Starszy mężczyzna natomiast nie będąc już tak zadowolony ze swojej sprawności seksualnej jest bardziej nastawiony na sprawienie kobiecie przyjemności, przez co realizuje swoją przyjemności rozkosz.


Karolina ma 39 lat i od ponad dziesięciu pozostaje w związku z dziesięć lat młodszym od siebie Kubą. Poznała go na imprezie na plaży w czasie wakacji. To miała być tylko wakacyjna przygoda, która miała ją odmłodzić, dopieścić, ale… dziś mieszkają razem w domu obok jego rodziców, a ona jest w ciąży. Zaczęło się wszystko od jednej nocy, potem były spotkania raz na jakiś czas. Potem coraz częściej. On wpadał do niej, a tak żyli w oddzielnych światach. Ona zapracowana, on wolny jak ptak – pływał na desce i był instruktorem. Z czasem bez siebie nie potrafili żyć. Ona przy nim tylko potrafiła odpoczywać, on dzięki niej nie imprezował tyle z kolegami i układał swój biznes. Szalone noce razem przedłużały się w długie śniadania, a z czasem – wspólne wyjścia do swoich światów. Mijały lata aż nagle doszli do wniosku, że nie są w stanie bez siebie na co dzień żyć. On przekonał ją, że zajmie się dzieckiem, kiedy ona będzie w pracy. Że ona nadal będzie mogła poświęcać się karierze, a on ma dużo czasu i luz, więc mała/mały będzie zaopiekowany najlepiej. Do tego jego rodzice będą zachwyceni móc mieć wnuka przy sobie. “Kuba jest najpozytywniejszym i wyluzowanym człowiekiem na świecie. Wyszalał się już za wszystkie czasy a do tego kocha dzieci. Ma dużo cierpliwości, czego o mnie nie można powiedzieć. Ja mam dużo stresu w pracy, więc jak wracam, potrzebuję oddechu a on mi go zawsze daje. A seks z nim… to jest namiętność, która uwalnia wszystkie troski”.


Czasem wiążąc się z młodszą partnerką, próbujemy oszukać biologię, oddalić grozę śmierci, ale jednak tym samym przyspieszamy konfrontację. Zwykle na początku jest tylko przygoda, chcemy się dzięki niej jakoś odświeżyć, odmłodzić, dopieścić. Jednak z czasem uzależniamy się od tego. Kiedy ona ma 40 lat, a on 30, to życie seksualne mogą mieć cudowne. On jest dużo atrakcyjniejszy fizycznie do rówieśników. Bardziej zadbany, wysportowany, nie ma trudności z potencją, a wręcz jest w kwiecie swoich możliwości. Zawsze chce, pożąda i może. Młodszy facet ma wiele zalet: można z nimi miło spędzać czas, porozmawiać, wyjść na spacer, obejrzeć film, pożartować i zwyczajnie się przytulić. Jest pełen energii, pasji i emocji. Chce imponować starszej kobiecie swoim hobby, troszczy się o nią bardziej, ma siłę robić niespodzianki. Życie nie jest nudne, bo ma witalność i siłę. Bo nawet gdy jest zmęczony po pracy, ma często w sobie dość sił, by porozmawiać i się przytulić. Rozjazd może zacząć się kiedy ona będzie miała 50 lat i dużo mniej siły, fizycznie – co by nie robiła to nie będzie w stanie czuć się atrakcyjniej fizycznie przy dużo młodszym partnerze. Natura w tej kwestii nie jest zbytnio wyrozumiała i kobiety fizycznie starzeją się wizualnie dużo szybciej. Czas przekwitania także nie należy do najmilszych. Wtedy mogą się ich drogi rozjechać, tym bardziej gdy partner będzie przechodził kryzys swojego wieku średniego. Ale to oczywiście nie musi dotyczyć wszystkich.


To, czy relacja ma szansę powodzenia, zależy od wielu czynników – konkretnej sytuacji, podejścia do różnic, które w naturalny sposób się pojawią. Często to nie wiek jest trudnością, a odmienne temperamenty, poglądy, wartości czy zdobyte doświadczenie. Związek z dużą różnicą wieku może być niezwykle udaną relacją lub chybionym wyborem. Należy podkreślić, że nie ma tutaj jednej reguły, tak jak nie ma złotej recepty na udany związek. Każdy związek i relacja ma szansę na powodzenie. Również taki, gdzie partnerów dzieli duża różnica wieku. Jednak istotą jest, aby konfrontować się ze swoimi rzeczywistymi potrzebami: czego potrzebuje, a czego pragnę, na co się zgadzam, a co wykluczam i nie działam wbrew sobie, jak wygląda rzeczywistość, a nie buduję bajki. Ważne, żebyśmy oswoili się z myślą, że związek jest czymś, co podlega nieustannym zmianom. I to w każdym obszarze – fizycznym, uczuciowym, seksualnym, finansowym. A różnorodność przyjmowanych postaw i ról w różnych sytuacjach i kontekstach zapewnić nam może wartość i satysfakcję dla obu stron.https://zdrowie.kobieta.pl/artykul/duza-roznica-wieku-w-zwiazku-czy-zwiazek-ma-szanse-przetrwac-psychoterapeutka-opowiada