Kategoria: Macierzyństwo

“Stany depresyjne i lękowe w ciąży i po porodzie utrudniają pełnienie roli matki i mogą popychać do uzależnień” [OKIEM EKPSERTA]

02.06.2020

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Tak mało mówi się na temat depresji i zaburzeń lękowych u kobiet w ciąży i po porodzie. Kiedy wszyscy skupiają się na niemowlaku, wiele mam prowadzi wewnętrzną walkę z emocjami. Nikt tego nie zauważa, a one nawet nie próbują szukać pomocy, bo myślą, że to hormony i samo przejdzie. Razem z naszą ekspertką Karolina Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM wychodzimy właśnie do tych mam i mamy misję, żeby zaopiekować się nimi.

Okres ciąży wciąż traktowany jest przez wiele osób – także lekarzy, jako czas gdzie wahania nastrojów są czymś naturalnym. W wyniku tego zarówno stany depresyjne, jak i lekowe w ciąży często pozostają niezauważane albo zbyt rzadko diagnozowane. Najnowsze badania wskazują na porównywalną częstość rozpowszechnienia lęku i depresji w ciąży do ogółu kobiet w wieku rozrodczym.

Jak pokazują badania to w około 50 proc. przypadków stanów depresyjnych w ciąży, występują także objawy lękowe, spełniające kryteria zespołów lękowych (lęk uogólniony, lęk napadowy, fobia społeczna, zespół obsesyjno-kompulsyjny). Takie pozornie wyglądające rozchwianie emocjonalne kobiety w ciąży, może być współwystępowaniem depresji i zespołów lękowych. Co ostatecznie pogarsza przebieg ciąży, a także utrudnia leczenie po urodzeniu. Stany te utrudniają zdrowe funkcjonowanie w rodzinie, pełnienie roli matki, a także mogą popychać do nadużywania i uzależnienia od alkoholu i substancji psychoaktywnych, a także zwiększać ryzyko popełnienia samobójstwa. W związku z tym wydaje się słuszne analizowanie problemu zarówno stanów lękowych, jak i depresji w okresie ciąży.

Najistotniejszą rzeczą dotyczącą okresu prenatalnego jest jak najwcześniejsze zauważenie kobiet z grup ryzyka i objęcie ich opieką także psychoterapeutyczną. Wydaje się, że to kluczowe dla przebiegu ciąży, porodu i ewentualnych epizodów depresji poporodowej. To także istotne z perspektywy prawidłowego emocjonalnego i poznawczego rozwoju dziecka.

To naturalne, że przyszłym mamom może towarzyszyć niepokój. W zależności od etapu ciąży, zmartwień może być wiele i różnych. Kiedy kobieta zachodzi w ciążę nierzadko obawia się o swoją pracę oraz przyszłe wynagrodzenie. Następnie pojawia się lęk o zdrowie maluszka i swoje, o sam poród i jego przebieg, a potem o to czy będzie potrafiła zając się właściwie dzieckiem. Wiele kobiet mówi także, szczególnie po 30-stce lub drugim dziecku, że obawia się o utratę swojej atrakcyjności fizycznej – obwisłe piersi, rozstępy, wisząca skóra na brzuchu, nadwaga.

Niezależnie od takich myśli straszących, może wystąpić lęk o silnym natężeniu, który staje się zaburzeniem emocjonalnym. Pojawienie się zaburzenia lękowego lub lękowo-depresyjnego w ciąży jak i w okresie poporodowym może mieć niestety długoterminowe konsekwencje zarówno dla przyszłej mamy, jak i dziecka i całej rodziny.

Jednym z objawów zaburzeń lękowych mogą być ataki paniki. W ramach tych objawów, niektóre kobiety mogą bać się wychodzenia z domu czy przebywania samej w nim.

A to przekładać się znowu może na poczucie bycia ciężarem dla męża czy bliskich co dalej prowadzi do stanów depresyjnych. Żadne z leków psychotropowych nie są przeznaczone dla ciężarnych.

Zastosowanie leczenia niefarmakologicznego jest więc podstawą przy takich zaburzeniach.

Praca z kobietą w ciąży opiera się przede wszystkim na psychoterapii wspomagającej z użyciem technik poznawczo-behawioralnych. Co jak pokazuje praktyka, odgrywa często niezwykle ważną rolę w łagodzeniu objawów lęku u pacjentek, u których występują nasilone objawy.

Jednymi z takich narzędzi, polecanym dla kobiet w ciąży są treningi relaksacyjne i oddechowe. Mózg pracuje wtedy w stanie alfa, charakterystycznym dla pierwszej fazy snu – spowalnia, jest bardziej skupiony, a ciało odprężone. Treningi relaksacyjne uspokajają, niwelują stres i pomagają nie nakręcać się w rozpamiętywaniu nieprzyjemnych wydarzeń z przeszłości. Skupić się na “tu i teraz”. Wizualizacje i muzyka relaksacyjna to jedno z podstawowych narzędzi do pracy z kobietami w ciąży: tu przykładowe treningi relaksacyjneSzczególnie polecanymi ćwiczeniami w ostatnich tygodniach ciąży są także: Trening Autogenny Schultza oraz Progresywna relaksacja mięśni Jacobsona.

Zbawienną wręcz rolę pełni głęboki spokojny wdech – wydech. Jednym z ćwiczeń oddechowych znanych w jodze jest spokojny, głęboki oddech, najpierw lewą dziurką nosa, przy zatkanej prawej dziurce (10 wdechów i wydechów), po czym prawą dziurką nosa.

Dobrze wytrenowane oddychanie i samoregulacja będzie naszym wielkim sprzymierzeńcem podczas porodu.

Kiedy jednak trudno jest nam samym poradzić sobie z niepokojącymi stanami – można zawsze udać się do doświadczonego psychoterapeuty i porozmawiać o tym, co nas niepokoi. Nawet jeżeli miałaby to być jedna konsultacja, bo w czasie ciąży, jak i karmienia, psychoterapia głęboka nie jest dopuszczalna.

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/depresja-ciazowa-i-poporodowa-objawy-i-rady-jak-sobie-pomoc-okiem-ekpserta?fbclid=IwAR2hmKpmF5t65-Q9Y0Din9b60qBAOkRMOz804qUyGZT9DOE08-lf2c8Odgw

Rady “Angory” na depresję: “Weź prysznic, napij się wina, urodź dziecko”. Po fali krytyki tygodnik przeprasza

07.05.2020

MAŁGORZATA MALINOWSKA 

“Gdyby receptą było macierzyństwo, to tak powszechnym zjawiskiem nie byłaby depresja poporodowa” – komentuje absurdalne rady na depresję nasza specjalistka, psychoterapeutka z Ośrodka CENTRUM.

Grafika “Angory” o depresji rozpętała burzę

Tygodnik “Angora” w ostatnim numerze przygotował poradnik w formie grafiki, jak nie dać się depresji. Wśród wielu porad znalazły się między innymi: „zastosuj koloroterapię”, „weź prysznic”, „napij się wina”, „kochaj się”, zmień wyraz twarzy”, czy wreszcie „urodź dziecko”.

“To, że młode mamy mogą czerpać radość z pierwszego kontaktu z dzieckiem, związane jest właśnie z endorfinami – ich wydzielanie zwiększa się bowiem w czasie porodu” – czytamy jedną z “cudownych” rad na depresję.

Publikacja w “Angorze” wywołała oburzenie, nie tylko wśród chorych na depresję, ale również niedowierzanie wśród specjalistów, którzy z tą poważną chorobą mają do czynienia.

“Mam wrażenie, że rady, które się tam pojawiają, to skrajnie uproszczona forma treści, pojawiających się czasem w prasie. Owszem, można wziąć prysznic czy zażyć trochę ruchu w depresji, ale są to formy wspomagające, w żadnym razie nie leczące tej choroby. To trochę tak, jakby osobom z COVID-19 radzić, by wyszły na świeże powietrze i głęboko odetchnęły świeżym powietrzem. Byłoby dobrze, ale fizycznie jest to niemożliwe” – powiedział dla Wirtualnychmediów.pl dr Sławomir Murawiec, rzecznik Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Po fali krytyki, tygodnik “Angora” przeprosił “wszystkich, którzy poczuli się dotknięci”.

Nie było naszą intencją deprecjonowanie depresji jako choroby. Autorowi i nam wyraźnie słowo „depresja” pomyliło się ze słowem „chandra”. Autor chciał przedstawić domowe sposoby na poprawę samopoczucia u osób zdrowych, a całe nieporozumienie jest spowodowane niefortunnym dobraniem słów, a nie naszą złą wolą. Jeszcze raz przepraszamy” – czytamy na Facebooku “Angory”.

“Depresja jest poważną chorobą”

O zabranie głosu w tej sprawie poprosiłyśmy naszą zaprzyjaźnioną psychoterapeutkę z Ośrodka CENTRUM, Karolinę Jarmołowicz, która w ośrodku pracuje z pacjentami zmagającymi się z depresją. “Depresja jest poważną chorobą i nieleczona prowadzi do śmierci. Jej objawomdominuje silny smutek, chory ma coraz mniej energii życiowej i nie jest w stanie wstać nawet z łóżka – z braku sił fizycznych, ma trudności z myśleniem, koncentracją i reagowaniem na bodźce płynące z otoczenia. W chorobie zmienia się także nasze myślenie i uczucia. Codzienności towarzyszy coraz częściej poczucie winy, niższości i myśli samobójcze, a także lęk, bezsenność i spadek apetytu. Alkohol to używka jako jedna z silniejszych potęgujących te stany – osłabiamy organizm, chwilowo chory może „zapijać smutek” ale następnego dnia poziom lęku wzrasta kilkukrotnie i jeszcze bardziej zapada się w stanach depresyjnych. Osoby pogrążone w głębokiej depresji nie boją się śmierci. Słowa „otuchy” w stylu: „wszystko będzie dobrze” albo „nie smuć się” lub złości „o co chodzi, przecież wszystko masz do szczęścia”, jeszcze bardziej spychają w osamotnienie w chorobie, dając przekonanie, że nikt chorego nie rozumie. Nierzadko takie reakcje otoczenia wpływają na nasilenie się myśli samobójczych. Osoby chore przeżywają silny ból wewnętrzny i cierpienie, któremu towarzyszy myślenie o śmierci, jako jedyne wyjście z sytuacji w jakiej się znajdują. Ciężko wyobrazić sobie nawet taki stan, jeśli samemu się go nie przeżyło. Gdyby receptą było macierzyństwo, to tak powszechnym zjawiskiem nie byłaby depresja poporodowa. Może nam się wydawać, że sami się wyleczymy, ale to samotna walka, a nasze postrzeganie rzeczywistości w chorobie nie jest adekwatne, wiec nie mamy „zdrowego” punktu odniesienia. Jak wiec sobie pomoc bez niego?”

Jak dodaje Karolina Jarmołowicz depresja może rozwijać się latami, a czasem uderza też znienacka: “To trudne patrzeć, jak ktoś niby na pozór zdrowy, nagle nie jest w stanie wstać z łóżka. Nie ma tu cudów. Nikt drugiej osoby nie jest w stanie uratować zmuszając do wizji życia, jaką dla niej widzi. Nikogo nie zmusimy do zmiany. Dlatego to, czego potrzebują osoby chore na depresję, to cierpliwość i pomoc specjalistów, a nie alkohol czy zmuszanie do aktywności jaką my sami lubimy”.

Jak wynika ze statystyk, aż 1,5 miliona Polaków choruje na depresję. Warto dodać, że są to przypadki zdiagnozowane, a ile jest osób, które zmaga się z depresją w tajemnicy przed światem? Skala problemu jest ogromna, a chorzy naprawdę potrzebują pomocy, nie w postaci porad w gazecie wyssanych z palca, ale takiej fachowej u specjalisty. Miejmy oczy otwarte, może wśród członków naszych rodzin, znajomych, kolegów czy koleżanek ktoś potrzebuje pomocy. Wyciągnijmy do nich dłoń i pomóżmy znaleźć pomoc w zaufanym miejscu.

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/rady-angory-na-depresje-wez-prysznic-napij-sie-wina-urodz-dziecko-po-fali-krytyki-tygodnik-przeprasza-200506072835?fbclid=IwAR2ETJ8nq1pMW23lSjgZk91gwImcyd0ZG7mZtv5O0hwWhS6ziNUIIZs0vEc

Ćwiczenia i zabawy relaksujące dla dzieci: to genialny sposób na wyciszenie dla całej rodziny [OKIEM EKSPERTA]

26.03.2020

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Dzieci podobnie jak my nie radzą sobie z różnymi emocjami, dlatego rolą rodziców jest stworzenie okazji do tego, żeby pozbyć się takiego bagażu. Nasze zaprzyjaźnione psychoterapeutki – Karolina Jarmołowicz i Magdalena Stefańska z Ośrodka CENTRUM przygotowały propozycje ćwiczeń relaksujących dla dzieci. To wspaniały sposób na zabawę dla całej rodziny.

W tym wyjątkowym i dość trudnym dla nas czasie, ważne jest, aby zadbać o sferę emocjonalną dziecka. Oczywiście obowiązkiem rodziców jest wspierać dzieci, wyjaśniać im to, co dzieje się na świecie i redukować pojawiające się napięcie. Te ćwiczenia jednak nie tylko dla niego będą pomocne, ale także cała atmosfera w domu gdzie są małe dzieci będzie przyjemniejsza także dla nas. Dzieciaki mogą czuć się zdezorientowane, przytłoczone i zagubione w nadmiarze informacji. Ważne, aby wyposażać siebie i dzieci w narzędzia konstruktywnego radzenia sobie w różnych sytuacjach. Także takiej jak teraz. Dziecko, tak jak dotychczas, powinno mieć zapewnioną względną stałość, określony rytm dnia i zasady, które pozwolą mu poczuć się bezpiecznie w czasie zmieniającej się sytuacji.

Każde dziecko jest troszkę inne więc potrzebuje różnych form wsparcia. Rodzice maja prawo nie widzieć, ale w przeciwieństwie do dzieci, mają duży wachlarz możliwości i miejsc z jakich mogą się dowiedzieć. I do tego zachęcamy!

Proponuję kilka ćwiczeń relaksacyjnych wraz z instrukcją, dedykowanych małym dzieciom i polecanych przez nauczycieli i pedagogów. Prosimy malucha, aby stanął lub usiadł wygodnie, tak, aby miał wystarczająco dużo miejsca, a następnie instruujemy go, co ma robić. Możemy także ćwiczenie wykonywać z nim. Ćwiczenie można powtarzać kilka razy.

Zabawa dla dzieci: “W krainie masażyków”

Dla tych najmłodszych dzieci atrakcyjną formą relaksacji mogą być masażyki. To rodzaj zabawy polegającej na mówieniu wierszyka i dobieraniu do niego aktywności ruchowej takiej jak różne rodzaje głaskania, czy przytulania.

Poniżej kilka przykładów takich zabaw:

  • List do babci (oprac. M. Bogdanowicz)

Dziecko siedzi zwrócone do nas plecami, masujemy jego plecy – „wygładzamy papier listowy” 

Kochana babciu. (piszemy palcem na plecach dziecka)

KROPKA. (z wyczuciem naciskamy plecy w jednym miejscu)

Piszę Ci, że (kontynuujemy pisanie)

Mamy w domu kotka.

KROPKA. (znów stawiamy kropkę)

Kotek chodzi, (kroczymy palcami)

kotek skacze, („skaczemy”, opierając dłoń na przemian na przegubie i na palcach)

kotek drapie, (delikatnie drapiemy dziecko po plecach)

kotek chrapie. (opieramy na nich głowę i udajemy chrapanie)

Składamy list, (krzyżujemy ręce dziecka)

naklejamy znaczek (dotykamy jego czoła wewnętrzną stroną dłoni)

i zanosimy na pocztę. (bierzemy dziecko na ręce i spacerujemy z nim)

  • Dzik (J. Brzechwa, oprac. M. Bogdanowicz)

Dzik jest dziki, dzik jest zły. (dziecko zwrócone do nas plecami; z wyczuciem stukamy w jego plecy opuszkami złączonych palców obu dłoni)

Dzik ma bardzo ostre kły. (stukamy palcami wskazującymi, naśladując kłucie)

Kto spotyka w lesie dzika, (powoli kroczymy palcami)

ten na drzewo szybko zmyka (przebiegamy opuszkami palców obu dłoni wzdłuż kręgosłupa, od dolnej części pleców ku górnej, zatrzymujemy się na czubku głowy). 

  • Tu płynie rzeczka (za: M. Bogdanowicz, D. Okrzesik) 

Tu płynie rzeczka, (dziecko leży na brzuchu; rysujemy palcami wzdłuż kręgosłupa linięfalistą)

tędy przeszła pani na szpileczkach. (spacerujemy po plecach dziecka palcami wskazującymi obu rąk)

Tu stąpały słonie (powoli kroczymy wewnętrzną stroną dłoni)

i biegły konie. (szybko z wyczuciem stukamy dłońmi zwiniętymi w pięści)

Wtem przemknęła szczypaweczka, (delikatnie poszczypujemy kark i szyję dziecka, aż zareaguje ono śmiechem)

zaświeciły dwa słoneczka, (powoli obiema dłońmi masujemy plecy dziecka ruchami okrężnymi)

spadł drobniutki deszczyk. (leciutko stukamy opuszkami palców w plecy – na dole)

Czy Cię przeszedł dreszczyk? (niespodziewani, delikatnie szczypiemy je w kark). 

LINK: https://www.kobieta.pl/galeria/cwiczenia-i-zabawy-relaksujace-dla-dzieci-to-genialny-sposob-na-wyciszenie-dla-calej-rodziny-okiem-eksperta/cwiczenia-i-zabawy-relaksujace-dla-dzieci-genialny-sposob-na-wyciszenie-dla-calej-rodziny-okiem-eksperta-4

“Uderzenie czy szarpnięcie to dla dziecka upokorzenie i niczego nie uczy poza pokazaniem władzy rodzicielskiej” [OKIEM EKSPERTA]

30.01.2020

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

“Pasterz serca dziecka” to jedna z kilku książek dostępnych na polskim rynku wydawniczym namawiającą rodziców do popełnienia przestępstwa w postaci naruszenia nietykalności i stosowania przemocy wobec swojego dziecka. Ta książka to także przykład namawiania do wyrządzania krzywdy, a skutki tej przemocy będą krzywdą niesioną przez dziecko nawet przez całe życie. To nie tylko przestępstwo i łamanie ustawy o przeciwdziałaniu przemocy, ale wydaje się to także niezwykle odległe od zasad chrześcijańskich do jakich rzekomo się odwołuje autor książki.

Klaps to przemoc

Agresja słowna i fizyczna w jakiejkolwiek formie nie stanowi o naszej sile, a bezsilności i oznaką tylko tego, że nie potrafimy wyjaśnić czegoś drugiej osobie. Jest dowodem naszej słabości i nieudolności oraz braku kompetencji jako rodzica. Bo przecież w konfrontacji z innymi ludźmi potrafimy znieść dużo więcej i nie szarpiemy ich i nie bijemy w sytuacji jak nie robią czegoś czego oczekujemy.

Uderzenie czy nawet szarpnięcie dla dziecka to upokorzenie i nie uczy niczego więcej poza demonstracją siły i władzy rodzicielskiej. Z czasem potrafi budzić tylko gniew i wzmacnia niechęć do rodzica. Przemoc daje wyłącznie fałszywy komunikat i zaburza niezachwianą pewność bycia bezwarunkowo kochanym. A tylko i wyłącznie BEZWARUNKOWA MIŁOŚĆ pozwala, aby nasze dziecko zdrowo się rozwijało. W miłości bezwarunkowej nie chodzi o pozwalanie na wszystko, ale wytrwałe okazywanie zrozumienia, szacunku i cierpliwości dziecku.

Doświadczanie przemocy fizycznej i psychicznej od osoby, przy której powinno czuć się najbezpieczniej, tworzy ogromną ambiwalencję w dziecku i zaburza prawidłowy rozwój emocjonalny i psychologiczny. Może prowadzić do zaburzeń osobowości. Z jednej strony kochany rodzic a z drugiej – kat, znęcający się i rozładowujący swoje napięcie. Ten dysonans powoduje u rozwijającego się dziecka brak wiary we własne siły, nieufność, zagubienie i lęki. W dorosłym życiu osoby doznające przemocy mają trudności właściwie we wszystkich rodzajach relacji, a sposób postrzegania siebie wpływa na ich częste stany depresyjne i lękowe. Kary cielesne to przemoc fizyczna. Nie wolno tego robić, tak jak nie wolno bić współmałżonka czy obcą osobę. Dziecko z czasem traktuje przemoc jako normalny odruch wyładowania emocji i przenosi takie zachowanie także na innych. Konsekwencje kar cielesnych są dla każdego dziecka inne, jednak stosowanie takich kar będzie pokutowało nawet w życiu dorosłym.

Nasze emocje to ”nasz problem”, który nie może nas przerosnąć. Nikt nie ma prawa bić nikogo tylko dlatego, że nie radzi sobie ze swoimi emocjami. Niezależnie z czego one wynikają.

Zgodnie z prawem – władza rodzicielska obejmuje w szczególności: obowiązek i prawo do wykonywania pieczy nad osobą i majątkiem dziecka, wychowywanie dziecka, kierowanie dzieckiem, obowiązek troszczenia się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka, przygotowywanie dziecka do życia w społeczeństwie odpowiednio do jego uzdolnień. Obowiązkiem dorosłych jest zapewnienie bezpieczeństwa dziecku i podejmowanie działań, które do tego zmierzają. Kary cielesne są dokładnym przeciwieństwem tego założenia.

Art.96(1) kriop: „Osobom wykonującym władzę rodzicielską oraz sprawującym opiekę lub pieczę nad małoletnim zakazuje się stosowania kar cielesnych”. Takie rozwiązanie jest bardzo istotne ze względu na niemożność powoływania się przez sąd na okoliczność wyłączającą bezprawność czynu. To zmiana w 2010 r. dokonana w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym została wprowadzona ustawą o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie.

Przemoc w perspektywie prawnej
Z perspektywy prawnej przemoc jest przestępstwem – Artykuł 207 kodeksu karnego.
§ 1. Kto znęca się fizycznie lub psychicznie nad osobą najbliższą lub nad inną osobą pozostającą w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo nad małoletnim lub osobą nieporadną ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5
§ 2. Jeżeli czyn określony w § 1 połączony jest ze stosowaniem szczególnego okrucieństwa, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10.
§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 lub 2 jest targnięcie się pokrzywdzonego na własne życie, sprawca
podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

Opisane w książce “Pasterz serca dziecka” porady, są nie tylko pozbawione serca, ale wydają się nosić znamiona sadystycznych rytuałów, w jakich rodzic może rozładować swoje napięcie. Ta książka to podrzeganie do czynienia przestępstwa i niszczenia osobowości naszych dzieci. Bicie nie jest metodą wychowawczą, jest jedynie wyładowaniem emocji rodzica. Klapsem nie wychowujemy dziecka. Wychowanie to wyjaśnianie młodemu człowiekowi, dlaczego postąpił źle. Dając mu szansę, aby zrozumiał sytuację i w przyszłości wiedział, jak będzie lepiej, aby postępował. Przemoc oznajmia dziecku jedynie tyle, że ma się bać. Kary cielesne to sposób na wychowanie zalęknionych i niepewnych siebie dorosłych, którzy nie będą potrafili trzymać swoich ani cudzych granic. Przemocą uczymy braku szacunku, bo pokazujemy, że jak ktoś czegoś chce to ma prawo druga osobę zastraszyć i do tego siłą zmusić. To niszczenie osobowości i charakteru naszego dziecka i odbieranie mu szansy na szczęśliwe życie.

Stosowanie kar cielesnych to naruszające godność, nietykalność cielesną i wolność, w tym seksualną, powodujące szkody na ich zdrowiu fizycznym lub psychicznym, a także wywołujące cierpienia i krzywdy moralne u osób dotkniętych takim działaniem. Bądźmy prawdziwymi rodzicami dla naszych dzieci.

Słowa Chrystusa wg. Ew. Mateusza: „Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza” ( Ew. Mateusza 18:6).

“Starajmy się, poprzez modlitwę i działania, stawać się ludźmi, którzy wygnali przemoc ze swego serca, słów i gestów oraz budować wspólnoty bez przemocy, które troszczą się o wspólny dom” – Papież Franciszek w orędziu na 50 Światowy Dzień Pokoju.

“Przemoc jest złem, które zagraża człowiekowi i jego poczuciu moralności, godzi w wizję sprawiedliwości, rozprzestrzenia nienawiść między ludźmi, prowokuje ludzi do złych czynów” (Jan Paweł II, Encyklika Sollicitudo Rei Socialis, oprac. J. Majka, Wrocław 1994, s. 6–7. )

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/uderzenie-czy-szarpniecie-to-dla-dziecka-upokorzenie-i-niczego-nie-uczy-poza-pokazaniem-wladzy-rodzicielskiej?fbclid=IwAR2l3jV5Tsi0OhFCZ1xo593eo1R02dxdksuQZErnaiWvvzs4oFqKA42TZCA

“Wszystkie matki muszą być kobietami, ale nie wszystkie kobiety muszą być matkami” [OKIEM EKSPERTA]

09.01.2020

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Jeżeli kobieta chce mieć dziecko to musi poświęcić dużo więcej niż mężczyzna pisze Karolina Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM.

Przez wieki, role życiowe kobiet były bardzo jasno powiązane z ich predyspozycjami biologicznymi. Kobiety zostały obdarzone przez matkę naturę, układem rozrodczym, więc pośrednio wszystko co związane z dbaniem o przetrwanie gatunku mocno determinowało ich codzienność. I tak setkami lat przyjęte było w społeczeństwie, że główną kobiecą misją życiową jest macierzyństwo i co za tym szło – bycie w domu z dzieckiem i jego prowadzenie. Zadaniem mężczyzn natomiast było utrzymywanie domu. Przez dziesiątki lat walki kobiet o równouprawnienie, starałyśmy się wywalczyć z płcią przeciwną, aby fakt biologicznego przygotowania do płodzenia potomków nie był determinujący we wszystkich życiowych obszarach. Chciałyśmy z powodzeniem pracować także poza domem, korzystać z oferty edukacyjnej, rozwijać się w obszarach nauki i współtworzyć ten świat na równych prawach, jak mężczyźni. To prawda, że sytuacja w wielu krajach poprawiła się na tyle, aby kobiety samodzielnie mogły decydować o tym, jaką drogę zawodową wybierają i pomimo „szklanego sufitu”, coraz więcej kobiet kieruje dużymi firmami i odnosi sukcesy na skalę nie tylko lokalną, ale i międzynarodową.

Teoretycznie, świat staje powoli dla nas „otworem”. Jednak niewiele mówi się o cenie jaką my kobiety płacimy za te kroki ku zmianie. O ile, do coraz większej ilości rzeczy mamy prawo, o tyle nie jest tak, że zwalnia się nas czy wyróżnia w zakresie tego, że jest nam w kilku obszarach dużo ciężej. Przecież zostałyśmy obdarzone przez naturę instynktem macierzyńskim, a więc niezależnie od pragnień zawodowych, zegar biologiczny nie przestaje nam tykać. Jeżeli kobieta chce mieć dziecko to musi poświęcić dużo więcej niż mężczyzna. Może więc nie tylko równo powinnyśmy być traktowane, ale nawet i lepiej?

Z drugiej strony, dlaczego te kobiety, które nie decydują się na dziecko miałyby być traktowane gorzej? Instynkt macierzyński działa, comiesięczne okresowe zmagania z PMS-em też i wahania nastrojów, przekwitanie i wahania hormonalne. Życie kobiety toczy się w rytmie zegara biologicznego, a do tego dochodzą kwestie społeczne i presja na to, by przedłużać gatunek.

Polska jest jednym z krajów, gdzie tradycyjne podejście do życiowych ról kobiety wciąż króluje. Na naszych sztandarach powiewa „Matka Polka”, zestawiana nierzadko nawet z wizerunkiem Matki Boskiej. Rządowe działania 500+ wprost faworyzują kobiety, które decydują się na poświęcenie dużej części swojego dorosłego życia właśnie dzieciom. Z jednej strony to docenianie kobiecego poświęcenia, ale z drugiej to wyróżnianie jednych kobiet, a spychanie na margines tych, które nie zdecydowały się na macierzyństwo. Kobiety nieposiadające dzieci nie dostają żadnego wsparcia finansowego, a przecież tak samo płacą podatki, z których potem korzystają zarówno rodzice, jak i ich dzieci np. przy okazji urlopów macierzyńskich, służby zdrowia, przedszkoli czy placów zabaw. Wydaje się, że mało kto zastanawia się nad tym jak żyje się kobiecie przed czterdziestką, która nie ma dzieci. Pamiętajmy, że z jednej strony to może być jej świadoma decyzja, ale jest także duża część kobiet, która tych dzieci po prostu mieć nie może.

Przykładem jest Agnieszka, która ma 40 lat. Rodzina nie męczy jej pytaniami o dziecko, ale kiedy była na USG lekarz zapytał o fakt posiadania dzieci i zaprzeczyła, zapytał ją wprost, dlaczego i czy to dlatego, że „chłopa sobie nie znalazła”. Agnieszka ma za sobą poronienie, ale o to już lekarz nie spytał. Mieszka ona na stałe w Londynie, gdzie pytanie o dzieci zaliczane jest do faux pax. Zachowanie lekarza było więc dla niej tym bardziej szokujące. W Polsce niestety takie komentarze nie są rzadkością.

Anna ma 42 lata i dwójkę dzieci. Trzecią ciąże poroniła pod koniec drugiego miesiąca. Ginekolog w szpitalu zapytała: czy przypadkiem nie jest tak, że specjalnie to poronienie wywołała, bo nie chce mieć kolejnego? A na wizycie kontrolnej natomiast jedna z pielęgniarek sugerowała do koleżanki, że może nagłe krwawienia teraz wynikają z zabiegu nielegalnej aborcji, bo „bizneswoman nie w głowie dzieci”.

Monika ma 36 lat. Nie chce mieć dzieci. Niestety od jakiegoś czasu zmagała się z krwawieniami w środku cyklu. Kiedy próbowała ustalić powody krwawień, pani doktor ginekolog w jednej z prywatnych przychodni, stwierdziła, że jest „nieródką” więc nie powinna się dziwić. Wprost powiedziała, że jak chce nie mieć problemów i nie zacząć nagle przekwitać to powinna jak najszybciej zajść w ciąże, bo „jako kobieta jest do tego właśnie stworzona i niech nie gada tych feministycznych głupot”.

Dagmara ma 36 lat, jest prawniczką z Warszawy. Zdarzały się jej pytania od koleżanek czy nie ma problemu z tym, że nie ma dzieci. Mówi, że bardziej od tego „czy?” nurtuje ją pytanie „z kim?”. Śmieje się, że gdy lekarz na badaniu kontrolnym powiedział jej, że jest w takim wieku, że już powinna pomyśleć o dziecku, to odpowiedziała mu: „dziękuję Panie doktorze, pomyślę ;)”.

Wydaje się więc, że pomimo tego „wolnego” wyboru, nie za miło ta „wolność” smakuje. W Polsce bycie bezdzietną panną postrzegane jest nie najlepiej. I to niestety bardzo często krytycznie odnoszą się do bezdzietnych kobiet, inne kobiety… Dyskryminacja w pracy przez koleżanki… w tramwaju oczekuje się, że zawsze ustąpią miejsca matce z dzieckiem, tak jakby nie miały prawa być nigdy zmęczone.

Kobiety niezależnie czy są matkami czy nie, mierzą się z całą masą trudności. Może więc warto abyśmy, wspierały się na wszystkich polach i szanowały nasze życiowe wybory. Czy niefajna byłaby taka wymiana: Ja dziś zostanę dłużej w pracy, byś ty mogła pojechać z maluchem do lekarza, a Ty jutro zostaniesz dłużej, żebym ja zdążyła do fryzjera przed wieczorną randką? Nikt tak nie wesprze kobietę, jak druga kobieta. Dajmy więc sobie dużo zrozumienia i szanujmy siebie. Bądźmy dla siebie uważniejsze i okazujmy sobie zrozumienie w tym wciąż bardzo męskim świecie.

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/wszystkie-matki-musza-byc-kobietami-ale-nie-wszystkie-kobiety-musza-byc-matkami-okiem-eksperta?fbclid=IwAR367tOn898Hy4zpf6O3EJ-ZA4uKZLZGootFve9fFgSe0vUUNInDMafNW3o

To jedno z poważniejszych zagrożeń dla naszych dzieci: dlaczego rodzice nie zdają sobie z tego sprawy? [OKIEM EKSPERTA]

29.07.2019

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Czas wakacji dla rodziców wiąże się zwykle z dodatkowym kłopotem: co zrobić z naszymi pociechami by całego dnia i wieczoru nie spędzały z nosem w komórce? Nasz ekspert podpowiada, jak mądrze wprowadzić dziecko w wirtualny świat.

Problem, który dotyczy wielu rodziców w wakacje

Za czasów naszej młodości dzieciaki powyżej kilku lat, poza wykupionymi obozami, organizowały się same. Podwórkowe bandy w swoich szeregach liczyły zarówno 12-sto, jak i kilkuletnie dzieci, będące pod niejako opieką starszego brata lub siostry. Lepiej czy gorzej, ale ekipy ganiając po podwórkach, piwnicach i berkach, w większych grupach i podgrupach, pełniły rolę opiekunów. Rodzice nie musieli zbytnio orientować się co się dzieje z ich pociechami, aby tylko na obiad do domu powrócił. System komunikacji był prosty: mama, gdy coś potrzebowała to nawoływała z balkonu. I tak biegło życie… dziś sprawa jest bardziej skomplikowana. Zamknięte osiedla z wysokimi murami. Szkoły oddalone o wiele ulic. Na betonowym patio panuje cisza, nie wolno malować bo chodniku, walić piłką o świeżo zrobioną elewację… a sąsiedzi nierzadko nie znają nawet swoich imion. Nie chodzi się już do sąsiadki po cukier, bo w co drugim bloku jest „żabka” czynna w weekendy

Ludzie nie spędzają już ze sobą tyle czasu i nie interesują się tym co „u sąsiada”, jeżeli w sieci mogą podejrzeć, jak żyje Britney Spears albo ludzie z domu Wielkiego Brata.

Kiedy nastaje więc czas wakacji nie ma sąsiadki, która „miałaby oko” na naszego malucha, a opcja biegającego 10-latka z kluczem na szyi mocno się zdezaktualizowała. Dzieci zwykle działają dość spontanicznie, dlatego korzystają z rozwiązań, które znają i mają pod ręką. Nie oszukujmy się, ale sporą część wolnego czasu spędzą one przed komórkami, komputerami i telewizorem.

Zanim więc oddamy nasze pociechy w ręce „cyber-niani” upewnijmy się, że te ręce są bezpieczne. I nie chodzi o to, żeby kontrolować ich każdy ruch, bo to na pewno nie nauczy go kreatywności, ale poświęcili mu trochę czasu i ustalili z nim zasady. Tak, aby czas przy komputerze był czasem twórczego relaksu, a nie jedynie roboczogodzinami na youtubie czy fejsie.

Jak mądrze wprowadzić dziecko w wirtualny świat?

Zadaniem rodzica jest bycie przewodnikiem, tak i w życiu jak i po internecie. Warto więc już od małego dziecka ustalać zasady korzystania z niego. Pomagać odkrywać i tworzyć świat, w oparciu o przyjazne strony.

Nie sztuka zakazywać – sztuka rozmawiać z dzieckiem. Nie straszyć tylko uświadamiać niebezpieczeństwa płynące z podawania danych osobowych, czy nawiązywaniem kontaktów w sieci.  Poruszanie tematów takich jak: pornografia, uwodzenie dzieci, wirtualny seks czy prostytucja, nie może być tematem tabu. Bo w internecie nim nie są. Nie zarzucajmy więc zasłony milczenia w tej kwestii, bo to ich nie uchroni przed cyberprzemocą. To, co możemy zrobić to szczerze z nimi rozmawiać. Nie bójmy się niewiedzy, nie krytykujmy, nie obwiniajmy. Ustalajmy zasady i tłumaczmy spokojnie z czego one wynikają. Jeżeli brakuje nam wiedzy w jakimś temacie to warto sięgnąć do programów takich jak na przykład “Szkoła bezpiecznego internetu”. Na stronach kidprojekt możemy poczytać na temat zagrożeń i poruszyć ten temat z naszymi dziećmi. Nieznajomość tego świata nie zwalnia rodziców od odpowiedzialności. O bezpieczeństwo dzieci w sieci powinniśmy zadbać my, dorośli. Jest wiele dostępnych aplikacji, programów i nakładek blokujących strony o treściach niedozwolonych.

Poświęćmy trochę czasu by poznać świat, w który wpuszczamy nasze dzieci, aby mieć pewność jak ten świat będzie ich kształtował. Dzieci przecież biorą z nas przykład. Spędzają czas tak jak my go spędzamy. Oczekujemy nauki od nich, to sami bądźmy też otwarci na naukę.

Czas wolny pełni istotną rolę w procesie dojrzewania, ponieważ wywiera on równie ważny wpływ na ich osobowość, co czas spędzony w szkole. To zwykle od rodzica zależy w jakim kierunku pójdą zainteresowania dziecka i w jaką dziedzinę życia włączy się ono aktywnie jako dorosły człowiek.

Dorośli często nie zdają sobie sprawy z tego, że media masowe, szybko pochłaniające uwagę, są źródłem bodźców wizualno-słuchowych, które silnie oddziałują na psychikę i sferę emocjonalną młodej osoby. Spędzanie wielu godzin przy komputerze alienuje dziecko od świata rzeczywistego i daje poczucie osamotnienia. Wirtualny świat buduje złudzenie idealnego szczęścia, które w poczuciu własnej bezradności wobec szkolnych niepowodzeń prowadzi do zatracania się w wirtualnym świecie. Nierzadko ta iluzja uzależnia, rujnuje rozwój zdolności społecznych, zakrzywiając poczucie własnej wartości.

Zanim więc oddamy nasze dziecko w ręce “wirtualnej niani” pomyślmy o tym, że już dziś w naszym domu kształtuje się dorosły człowiek i to my decydujemy jak będzie wyglądała jego przyszła codzienność.

A ile Ty mamo i tato spędzasz godzin przed komputerem dziennie?

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/dziecko-w-sieci-jakie-niebezpieczenstwa-czyhaja-na-nasze-dziecko-w-sieci?fbclid=IwAR3DgzjyDr7-UIlpORfyOlpW5dMjQaRcFP3w2sEZTt0bhzycsl2ig62t8rE