Kategoria: Rozwód

Rozwiodłam się. Żałuję

KATARZYNA MIZERA

I żyli długo i szczęśliwie… po rozwodzie – tak mogłyby kończyć się bajki w obecnej postromantycznej rzeczywistości. Jeśli się nie dogadujemy, a uczucie wyparowało, po co marnować czas na coś, co nie spełnia naszych oczekiwań. Co, jeśli jednak po latach uznamy, że związek wymagał fundamentalnej naprawy, ale nie trzeba było się rozstawać? Konfrontujemy prawdziwe historie z terapeutką. 

Mam tylko jedną znajomą, która wychodząc za mąż, pół żartem pół serio mówiła, że może to nie jedyna biała suknia, którą w życiu założy. Niemal wszystkie, jak jeden, nomen omen, mąż, były przekonane, że na ślubnym kobiercu stają pierwszy i ostatni raz.

A przecież statystyki są bezwzględne. Według danych GUS w 2021 roku rozpadło się 360,5 na 1000 małżeństw. Dla porównania – w 2000 roku rozwodziło się 200,2 na 1000 par. Ten wskaźnik rośnie z roku na rok, biorąc pod uwagę dekady – gwałtownie. A to oznacza, że zmienia się definicja happy endu. W postromantycznej rzeczywistości może on oznaczać zarówno wspólne życie, jak i rozstanie. Nie trzeba przywiązywać się do myśli o jednym związku na całe życie. 

W jednym z wywiadów modelka Emily Ratajkowski powiedziała, że nie uważa rozwodu za smutną rzecz. – Za każdym razem, gdy słyszę o czyimś rozwodzie lub gdy widzę wiadomość o kolejnym rozstaniu, muszę sobie przypominać, że powinnam przyjąć postawę „Och, to smutne”. Dosłownie mówię ludziom: „Gratuluję” – opowiadała w podcaście Ratajkowski, która rozwód ma już za sobą. 

A jednak jestem ostrożna z trywializowaniem doświadczenia rozwodu, bo nic nie jest oczywiste. Czy raz nadszarpnięte zaufanie albo zawiedzione oczekiwania powinny być sygnałem, że to definitywny koniec? Gdzie leży granica między poszukiwaniem własnego szczęścia w świecie wielokrotnego wyboru a jednorazowością relacji? I, wreszcie, czy mamy prawo żałować rozwodu, którego chcieliśmy? 

Marta: Wstydzę się, że żałuję rozwodu

– Pamiętam wymowne zdjęcie wniebowziętej Nicole Kidman tuż po wyjściu z rozprawy rozwodowej z Tomem Cruisem. To byłam ja. Z papierami rozwodowymi w ręku czułam się królową życia – Marta myślała, że ich uczucie po prostu się wypaliło i już nic już z tego związku nie wyciśnie. – Denerwował mnie każdy jego gest, każde słowo, nawet to, w jaki sposób je. Był powolny, naiwny, mało ambitny. Tkwił w tej samej słabo płatnej pracy od lat, nie dążył do żadnych zmian, nie szukał nowych bodźców, a byłam już w zupełnie innym miejscu. Potrzebowałam czegoś innego.

Rozwód przebiegł pokojowo. Nadal widywali się, mogła liczyć na jego pomoc, gdy zachorował jej ojciec. Po jakimś zaczęła randkować. – Początkowa ekscytacja szybko zamieniła się we frustrację. Na swojej drodze spotykałam zakochanych w sobie narcyzów, karierowiczów i pozorantów. Bywało, że znikali bez słowa, po kilku – jak sądziłam – fajnych spotkaniach – opowiada Marta. – Moja przyjaciółka zwróciła mi wtedy uwagę, że coraz częściej porównuję ich do byłego męża. Jego wady – delikatność, dziecięca naiwność, to, że nigdy nie liczyły się dla niego pieniądze – z czasem zaczęły wydawać się zaletami. 

Dla niego rozstanie było jak kubeł zimnej wody. Zmienił pracę, zaczął podróżować. Gdy wrzucał więcej zdjęć na Instagram, sądziła, że chce jej zaimponować. – Powód jednak, cytując klasyka, „miał imię”. Zanim zrozumiałam, że za nim tęsknię, już z kimś się spotykał. 

Marta przyznaje, że dziś postąpiłaby inaczej. Spróbowałaby terapii dla par, postawiłaby ultimatum, wywołała trzęsienie ziemi. – Gdy moje koleżanki mówią, że cieszą się z rozwodu, ja wstydzę się przyznać, że żałuję tej decyzji. 

Terapeutka: To naturalne, że rozwodowi towarzyszy żałoba

Pytam terapeutkę, Karolinę Leę Jarmołowicz z Ośrodka Centrum, co zrobić z poczuciem żalu i wątpliwościami po rozwodzie.

Wiele osób zgłasza się w czasie rozwodu na terapię, by lepiej poradzić sobie z jego przebiegiem. Czasem dlatego, że nadal kochają partnera, często po prostu nie wiedzą, jak ma wyglądać ich życie po rozstaniu. Czują pustkę i pomimo że nie byli szczęśliwi w małżeństwie, to nie potrafią sobie z tą pustką poradzić. To naturalne, że takiej zmianie towarzyszy żałoba. Żegnamy to, co było (niezależnie czy dobre, czy złe), doświadczamy złości, potem smutku, ale też targujemy się ze sobą albo z partnerem, żeby może coś jednak wziąć z tego, co było. 

W procesie żałoby partnerzy czasem wracają do siebie i próbują odbudować straconą bliskość. Nie jest to łatwe i rzadko się udaje, bo zazwyczaj po wielu latach walki przynajmniej jedna ze stron czuje ulgę, że to koniec. Jeśli tęsknią za sobą obie strony i łączy je wiele dobrych wspomnień oraz są dla siebie życzliwe, to szansa jest, ale tylko do momentu, kiedy nie zbudują zupełnie oddzielnego życia. Wtedy zwykle jest już za późno. 

Praca nad stratą z osobą, która jeszcze chce, pomimo że druga już nie, to jak towarzyszenie w żałobie. To praca nad tym, żeby – niezależnie od tego, co minęło – mogła zbudować satysfakcjonujące życie, przepracować indywidualne trudności, które przyczyniły się do rozpadu małżeństwa. Jeśli to zrobi, wzrośnie szansa na stworzenie w przyszłości nowej relacji. Pewnie dlatego statystycznie kolejne małżeństwa są bardziej udane niż pierwsze, bo ludzie już wiedzą, co robili nie tak, i od początku pracują, by nie powtarzać błędów. 

Ewa: Druga szansa

Ewa odkryła, że jej mąż ma romans. To był dla niej ogromny cios, bo uchodzili za idealną parę, byli nierozłączni. Klisza – on dużo chorował, miesiące spędzał w szpitalu na dializach, zauroczyła go pielęgniarka. Ewa przegapiła moment, kiedy mąż stał się dla niej tylko pacjentem. Miała na głowie wspólną firmę, rodzinę. Gdy dowiedziała się o romansie, górę wzięły emocje. Zabrała dzieci i wyprowadziła się. On długo błagał o wybaczenie. Ona pomimo tego, co przeszła, nie przestała go kochać i nadal za nim tęskniła. Potrzebowała czasu, by wszystko przemyśleć. Wrócili do siebie, ale na nowych warunkach. 

Jej mąż zmarł. Ewa przyznaje, że nie żałuje, że nie złożyła pozwu rozwodowego, chociaż intensywnie o tym myślała. – Cieszę się, że mogliśmy razem spędzić ostatnie lata jego życia. To był naprawdę dobry czas. 

Terapeutka: O dobry związek trzeba dbać każdego dnia

Pytam terapeutkę, Karolinę Leę Jarmołowicz z Ośrodka Centrum, czy każdy związek zasługuje na drugą szansę.

Błędem jest myślenie, że szczęśliwy związek jest dany na zawsze. O dobry związek trzeba dbać każdego dnia i jest to ciężka praca. Potrzebne są wzajemna życzliwość i chęć do otwartej rozmowy. 

Testem dla związku jest to, jak rozwiązujemy problemy. Kluczowe nie jest to, w jaki sposób się kłócimy, ale to, jak rozmawiamy o ważnych sprawach. Jeżeli para lub jedna z osób w związku nie chce mierzyć się z problemami, to właściwie nie ma szans na udaną relację. Warto naprawiać auto, kiedy zaczyna się psuć, ale kiedy wszystko jest w nim zepsute, nadaje się tylko na złom. Podobnie jest z małżeństwem. 

Dlatego należy dbać o nie od początku. Wtedy, nawet gdy zdarzy się jakiś wypadek, łatwiej będzie naprawić. Relację przez lata zaniedbywaną trudno poskładać. 

Wierzę, że dopóki w związku nie ma pogardy i przemocy, a są życzliwość i miłość, to jest szansa na ratunek. A czy się uda? Odpowiem jak każdy psychoterapeuta: to zależy.

https://www.vogue.pl/a/historie-kobiet-ktore-zaluja-rozwodu

1. KRONIKI ROZWODOWE: „Rozwód idzie w parze z żałobą, bo to trochę tak, jakby druga osoba dla nas umarła”. Czy istnieje życie po rozwodzie? [WYWIAD Z EKSPERTKĄ]

09.05.2022

„Żyjemy w czasach, gdy pragniemy mieć wszystko natychmiast, bez ponoszenia wysiłku. I od innych oczekujemy, że będą jak iPhone’y – idealnie dopasowani do nas, a wszystko powinno się dziać intuicyjnie. Jak tak nie jest to znaczy, że to nie jest to”. O najczęstsze powody rozstań, czy istnieje życie po rozwodzie, jak rozwieść się “z klasą” i co to w ogóle znaczy, pytamy psychoterapeutkę K. Leę Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM.

„Podcinała mi skrzydła”, „on nigdy mnie nie kochał” albo „nie dbałam o siebie po urodzeniu dzieci i dlatego odszedł do innej”. Rozwód – ile par, tyle wersji. Jedni rozstają się w zgodzie, inni prowadzą wojny z dziećmi jako zakładnikami. Dla jednych rozwód oznacza wolność, gdy jeszcze inni traktują go jak osobistą porażkę. Ale jedną pewną rzecz podkreśla nasza ekspertka, psychoterapeutka K. Lea Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM – rozwód to jedno z najbardziej stresogennych doświadczeń w życiu.

Zamknij

Rozwód idealny: schemat

Katarzyna Mizera, Kobieta.pl: Czy jest jakiś schemat rozwodu? Czy wszystkie rozstania są podobne i towarzyszą im podobne emocje?

K. Lea Jarmołowicz-Turczynowicz: Rozwód uznawany jest za jedno z najbardziej stresogennych wydarzeń w życiu. Wiele osób także z tego powodu żyje w związkach partnerskich latami. W ostatnich latach rozwodzimy się coraz częściej. Każda z osób jednak przeżywa rozwód zupełnie inaczej. W praktyce wydaje się, że troszkę łatwiej jest poradzić sobie z emocjami, gdy jest się stroną inicjującą, bo zwykle decyzję ma się już przemyślaną i to jest taka „kropka nad i”, ale to nie znaczy, że to emocjonalnie nic nie kosztuje. Oczywiście mechanizmy obronne w radzeniu sobie z rozwodem są przeróżne. Dla jednych „najważniejsze, to rozstać się z klasą”. Inni traktują to jako osobistą porażkę i odczuwają wielką złość, nienawiść, obwiniają wyłącznie drugą stronę lub siebie. Często słyszymy wtedy: „to zła kobieta była”, „podcinała mi skrzydła”, „on nigdy mnie nie kochał” albo „to przez to, że pracowałem za dużo”, „nie dbałam o siebie po urodzeniu dzieci i dlatego odszedł do innej”. Ile par – tyle wersji. Łączy wszystkich jedno: nie chcą być już razem, a każdy musi poradzić sobie z tym na swój sposób.

Jak przeżyć rozwód? Etapy żałoby po rozstaniu

Jakie emocje towarzyszą parom podczas procesu rozwodowego? Muszę przyznać, że coraz częściej spotykam się z takimi reakcjami rozwodników, jak ta, malująca się na twarzy Nicole Kidman, zaraz po ostatniej rozprawie, na której dostała rozwód z Tomem Cruisem. 

Rozstanie oznacza koniec czegoś ważnego. Nawet, jeżeli na końcu było bardzo nieprzyjemnie, to przecież nie zawsze tak było. Koniec zawsze wiąże się z ostatecznym pożegnaniem wszystkiego. Nasz związek kończy się ostatecznie. To trochę tak, jakby druga osoba umierała dla nas. Można więc powiedzieć, że towarzyszy nam swoisty proces żałoby, czyli musimy przejść 5 etapów:

  • zaprzeczenia („to niemożliwe”, „jak to się mogło stać”, „to się nie dzieje”);
  • gniewu („dlaczego to spotyka właśnie mnie”, „dlaczego on/ona mi to robi?”;„nie zasłużyłam na to”);
  • targowania się („jak bardziej zadbam o siebie, to może zobaczy, co stracił?”, ”jak teraz postawię na siebie, to wszystko będzie znowu dobrze”);
  • depresji („to wszystko nie ma sensu, nigdy nie będzie już jak kiedyś”);
  • akceptacji („to już definitywny koniec, nigdy już nie będziemy razem, godzę się na to”);

Poszczególne etapy mogą się mieszać, występować w różnej kolejności. Jest to uproszczony opis, ale to schemat, który występuje właśnie najczęściej.

Poradnik pozytywnego rozwodu – jak wspierać i pocieszać? 

To chyba top najczęstszych pocieszeń: „nie ty pierwsza, ani ostatnia”, „wina zawsze leży pośrodku”, „nie zasługiwał/a na ciebie”, „to była świnia” itp. Czy jest jakiś poradnik jak wesprzeć osobę przechodzącą przez rozwód? Co można mówić, a czego lepiej nie robić?

Warto przede wszystkim pytać, czego ktoś by potrzebował. Możemy pomóc znaleźć prawnika, być na sprawie rozwodowej, ale przede wszystkim BYĆ. Warto wstrzymać się z udzielaniem rad, a po prostu poświęć osobie dużo uwagi, zachować obiektywność i mówić o plusach i minusach albo pytać ją o te kwestie tak, żeby pomóc jej to sobie poukładać. Pozwolić się wypłakać na naszym ramieniu, to zawsze jedna z najskuteczniejszych form pomocy. Jeśli nie jest to nasz bliski przyjaciel, najlepiej nie wypytywać za dużo i szanować czyjąś prywatność, być wyrozumiałym, gdy widzimy, że jest komuś trudno.

Rozwód: najczęstsze przyczyny

Co jest najczęstszym powodem rozwodów? Zwykle słyszymy znane z celebryckich historii rozstań: „niezgodność charakterów”, ale co za tym tak naprawdę stoi? Jaki najbardziej absurdalny powód rozwodu Pani usłyszała?

Ja z racji zawodu zwykle słyszę raczej mało śmieszne historie. Trudno mi oceniać coś, jako absurdalne, bo z każdym pacjentem zyskuję tylko pewność, że każdy człowiek jest bardzo unikalny, a jego zachowanie czy reakcje są wynikową jego indywidualnych doświadczeń. W sumie więc niewiele mnie już ludzie zaskakują. Myślę, że stwierdzenie niezgodności charakterów jest wynikiem raczej kurtuazji niż szczerości. Jak obserwuję pary, to mam wrażenie, że powodem wielu rozstań jest brak lub trudność w komunikacji i brak szczerości. Czasem z powodu braku umiejętności, czasem lęku przed odrzuceniem. Mam jednak wrażenie ze w ostatnich latach głównym powodem rozstań są nierealne oczekiwania i niechęć do pracy nad związkiem.

Żyjemy w czasach, gdy wszyscy pragniemy mieć wszystko – szybko i natychmiast, bez ponoszenia wysiłku. I od innych oczekujemy, że będą jak iPhone – idealnie dopasowani do nas i wszystko powinno się dziać intuicyjnie. I jak tak nie jest to znaczy, że to nie jest to. A to kompletnie błędne założenie. Związek to jest coś, nad czym się stale pracuje, a szczęście nie jest nam dane, tylko musimy nad nim pracować.

Miłość i rozstania w czasie pandemii

Czy zauważyła Pani większą liczbę rozwodów po/w czasie pandemii?

Zdecydowanie! Dla wielu osób zamknięcie w domu to było ogromne wyzwanie. Nie było już gdzie uciekać od trudności tylko leżały one cały czas na stole. Nie dało się ich zakopywać pod dywan i udawać, że problemu nie ma, zasłaniając się pracą, siłownią, wyjazdami, czy spotkaniami ze znajomymi. To był wielki test bliskości dla wielu i bardzo wiele osób tego testu nie zdało. Ci, którzy jednak dźwignęli ten temat i potrafili ze sobą dojrzale żyć – jeszcze bardziej zaczęli doceniać swoje związki i bliskość. 

Czy istnieje życie po rozwodzie?

Czy istnieje życie po rozwodzie? I jak zacząć to „nowe życie”?

Każda zmiana w życiu wiąże się z tym, że coś tracimy, ale także coś zyskujemy. Każde pożegnanie to przywitanie czegoś nowego. Myślę, że dla wielu osób tkwiących w destrukcyjnych mechanizmach to świetny moment na nowy rozdział. Jak się żałobę przejdzie właściwie, to rozwód może być wspaniałym początkiem nowej jakości życia. Zdradzę, że ja wręcz uwielbiam pomagać kobietom, które zdecydowały się wejść w nowy rozdział i pożegnać to, co sprawiało, że były nieszczęśliwe.

To jest ogromna wspaniała siła, która daje wiatr w żagle i to wspaniałe towarzyszyć komuś, kto, owszem ma do pożegnania przeszłość, ale jak wystrzeli, to niezwykle wzruszające widzieć to nowe oblicze kobiecości! Kobiety są po prostu wspaniałe i niezwykłym jest móc im w tym towarzyszyć.

„Rozstanie z klasą” lub „pranie brudów”: rozwody gwiazd

Czy zawsze da się znaleźć kompromis i rozstać „z godnością”? Bez prania brudów, wciągania postronnych osób, manipulacji dziećmi? Takich przypadków jest tysiące – np. afera rozwodowa Kasi Cichopek i Marcina Hakiela.

Kompromis i godność nie musi iść w parze. Kompromis jest zawsze przy odmiennych zdaniach. To nie jest tak, że każda osoba da coś od siebie i coś z tego się klei na kompromis. To powinna być trzecie nowe rozwiązanie, które bierze pod uwagę uczucia obu stron. Czyli chodzi tu o szacunek. Nie znam prawdy o relacji Państwa Cichopek-Hakiel. Wyobrażam sobie natomiast, że Pani Kasia była inicjatorka tego rozstania, więc tak jak mówiłam – było jej trochę łatwiej, bo wszystko miała już przemyślane. Towarzyszy jej więc więcej spokoju, bo proces żałoby trwał od jakiegoś czasu. Jak donosiły media, Pan Marcin był zaskoczony jej decyzją, więc też zrozumiałe jest, że był w zaprzeczeniu najpierw, a potem w fazie gniewu. Trudno więc się mu też dziwić, że zareagował bardzo emocjonalnie. Czy to, aby to robić w przestrzeni mediów… no cóż, to już kwestia do rozstrzygnięcia przez osoby żyjące w świetle reflektorów. Jakoś towarzyszy mi dla nich obydwojga dużo współczucia. Bo niezależnie od tego, co ostatecznie doprowadziło do ich rozstania, z pewnością dla żadnego z nich nie jest to przyjemne i łatwe. Daleka jestem od publicznego osądu. Nie daję sobie prawa do oceniania decyzji nikogo, bo nie jestem w życiu i głowie tej osoby. Z pewnością każde z nich ma swoje powody, że tak, a nie inaczej się zachowało. Nie jestem także zwolennikiem bycia ze sobą na siłę, nawet jeżeli jedna z osób wciąż kocha. Można też kochać, a wcale nie być ze sobą.

Czy śledzi Pani „celebryckie” rozwody, aby np. potem podać je za przykład pacjentom, czego nie robić w czasie rozwodu?

Jako psychoterapeutka nigdy nie mówię nikomu, co ma robić czy nie robić. Nie radzę nikomu, a bardziej pomagam odkryć to, co ktoś chciałby zrobić, po tym jak obejrzy sytuację z różnych stron. Każdy jest najlepszym specjalistą od swojego życia i ma prawo popełniać błędy. Kiedy widzę, że ktoś cierpi i pokazuje to w mediach, to towarzyszy mi dokładnie ta sama myśl, jaką mam, kiedy obserwuję tam łzy szczęścia – rozumiem, ale ja bym dała sobie prawo do prywatności. Moje zdanie nie ma tu jednak znaczenia. Każdy ma prawo decydować o tym, co mu przynosi szczęście. Dlatego pewnie od ponad 16 lat nie mam telewizora, nie czytam gazet i prawie nikogo nie śledzę na Instagramie. Ale jednocześnie pomagam wielu znanym osobom. I myślę sobie, że może dzięki temu, że żyję odcięta od mediów, jest mi łatwiej to właśnie robić, bo widzę człowieka, a nie jego medialną historię czy rolę, jaką buduje zawodowo.

Jakich błędów nie popełniać, by rozwód nie stał się polem walki?

Jakie największe błędy popełniają rozwodzące się pary?

No niestety, ale dużo osób w trakcie rozwodu próbuje przekonać wyłącznie do swoich racji i ma wygórowane żądania wobec drugiej strony. Niejednokrotnie wykorzystuje ten moment, jako narzędzie do zemsty i wciąga się w to dzieci, próbując komuś dopiec, jako zadośćuczynienie za swój ból. Rozwód to kwestia formalna, więc powinno się używać do tych kwestii rozumu, a nie pozwolić by emocje nami kierowały. Czasem potrzeba jest na to dłuższego czasu by pojawić się na sali sądowej. Niezależnie od tego, kto jest winny bardziej, z szacunku do tego, co było warto rozwodzić się w przestrzeni spokojnej. By każdy wziął odpowiedzialność za to, jak przyłożył się do tego końca, bo nigdy nie jest winna tylko jedna strona. Rozwód, niezależnie z czyjej bardziej winy, bo tym już zajmą prawnicy, jest końcem. I myślę, że każda ze stron zanim do niego przystąpi musi to zrozumieć i zaakceptować to na poziomie emocjonalnym. Czasem nie jest to łatwe, dlatego jeżeli towarzyszą nam zbyt silne emocje, warto skorzystać z pomocy adwokata specjalizującego się w rozwodach. Tak, aby nie będąc zaangażowanym, mógł uzgodnić na drodze prawnej to, co dla nas na tej ścieżce jest najbardziej korzystne. A wyrazem zadbania o obszar emocjonalny, będzie szukanie pomocy psychologicznej u psychoterapeuty.

Kiedy warto dać sobie jeszcze szansę i walczyć, a kiedy odpuścić partnera?

Generalnie, jeżeli walczymy, to znaczy ze prowadzimy wojnę, a na wojnie giną ludzie. Nikt w trakcie i po niej nie czuje się dobrze, nawet gdy formalnie jest wygrany. Nie ma jednej recepty ani scenariusza czy granicy, że dotąd warto albo czegoś nie warto robić. Jak patrzę zarówno z perspektywy doświadczenia życiowego jak i terapeutki, jestem pewna, że granicą bezwzględną dla wszelkich działań jest szacunek. Zarówno do siebie, jak i drugiej osoby. Nie warto robić rzeczy, po których będziemy myśleli o sobie źle, ani też nie powinniśmy pozwalać drugiej osobie nas ranić. Z pewnością warto naprawiać, a nie wyrzucać rzeczy, ale nie zawsze jest to możliwe. Zachęcałabym wszystkich do tego, by pracowali nad związkiem, gdy zaczynają się problemy, a nie czekali, aż zostaną z niego zgliszcza. Terapia par jest wtedy świetnym wyjściem. Myślę, że gdyby w ramach nauk małżeńskich odbywały się warsztaty dla par albo spotkania z psychoterapeutą, to więcej par miałoby szansę na szczęśliwe wspólne życie. Budowanie szczęśliwego związku to szereg umiejętności, których naprawdę można się nauczyć. Wystarczy chcieć.

Czyli istnieje jakaś recepta na szczęśliwy i udany związek?

Pouczające może okazać się to, żeby poznając się i żyjąc razem, słuchać siebie dokładnie i rozmawiać. Pytać, dociekać i interesować się sobą nawzajem. Troszczyć się i być wobec siebie serdecznym. A przede wszystkim – mieć zgodę na to, że dobry związek to praca obydwojga ludzi i nic się samo nie zrobi. Nagrodą za tę pracę jest prawdziwa bliskość i spokojne wartościowe życie z kimś, kogo szczerze kochamy i kto nas kocha.

https://www.kobieta.pl/artykul/kroniki-rozwodowe-rozwod-idzie-w-parze-z-zaloba-bo-to-troche-tak-jakby-druga-osoba-dla-nas-umarla-czy-istnieje-zycie-po-rozwodzie-wywiad-z-ekspertka-220509060156?fbclid=IwAR0Cb_dPJI0GYbN2u1rQAR7rn70Zb71QueY5lzHu5mL_OWhxnh2VaUoKMN8