Kategoria: Związki

Jak rozpoznać, że partner tobą manipuluje?

11.09.2020

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Manipulacja to metoda, która potrafi zniszczyć niejedną relację i związek. Jak rozpoznać toksyczną manipulację? Jak się bronić przed manipulacją? I wreszcie jak się pozbyć manipulanta ze swojego życia? Podpowiada nasz ekspert psychoterapeutka Karolina Jarmołowicz.

Manipulacja jak rozpoznać?

Manipulacja to każde działanie, którego celem jest wywarcie wpływu na konkretną osobę bądź jakąś grupę. Zaburza ona możliwość świadomego podjęcia decyzji przez jedną ze stron. Nieświadomie i z własnej woli realizuje ona wtedy cele manipulatora.

Zwykle jest oceniana jako coś złego i krzywdzącego. Manipulacja natomiast może być używana w sposób etyczny, kiedy kierujemy się dobrem lub w sposób nieetyczny, kiedy dążymy do osiągnięcia własnych korzyści i działamy egoistycznie. W jakimś stopniu każde komunikowanie jest wywieraniem wpływu na kogoś, liczą się tu jednak intencje. Niestety one są dość niewymierne. Trudno bowiem rozpoznać łatwo czyjąś intencję.Bezpieczniej jest analizując manipulacje, przyglądać się jej pod kątem wiedzy, którą ktoś posiada. Zatajanieprzed nami np. ważnych informacji, mogących wpłynąć na naszą decyzje, dzięki, którym to zatajający zyskuje – jest jednoznacznie manipulacją. Jak uchronić sie przed przykrym i szkodliwym wykorzystywaniem?

Oznaki manipulacji w związku

Kłamanie, wybiórcze sprawozdanie, przemilczanie ważnych faktów, oszukiwanie dla własnych korzyści. Mówienie nieprawdy mając dobre intencje to też manipulacja. Kluczowe to rozumieć samo zjawisko i być uważnym, kiedy czujemy, że to, co się dzieje z nami w kontakcie z drugim człowiekiem jest nieprzyjemne.

Manipulatorzy zazwyczaj nie biorą odpowiedzialności za swoje czyny i słowa. Potrafią ranić i szybko zmieniać temat. Rzucić jakiś krytyczny komentarz, a kiedy reagujesz – oskarżyć Cię o bycie „nienormalnym” lub przewrażliwionym. Rozmowa z nimi przypomina czasem dialog ze ścianą. Wtedy kiedy próbujemy wskazać, że coś, co robią jest niefajne, odrazu przystepują do ataku. Włącza się ich system ochronny swojego idealnego wizerunku i zaczynają za wszelką cenę go bronić. Na końcu takiej rozmowy możemy nawet mieć poczucie winy, że wogóle coś do tej osoby powiedzieliśmy.

Unikają wszelkiej odpowiedzialności, nie chcąc żyć jak osoby dorosłe. Co więcej stale udając, że nie rozumieją wogóle o co nam chodzi. Udają bezradnych i potrzebujących. Grając na emocjach. Jeżeli przestajesz być użyteczny – zastępuje Cię szybko kimś innym. Otoczony wielbicielami, potrafią skutecznie korzystać z ich zasobów. Są samolubni,  wyolbrzymiający swoje osiagnięcia i zapewniający o dobrych intencjach, nie mających oczywiście pokrycia w rzeczywitości.

Czy istnieje miłość od pierwszego wejrzenia?

Wartościowe relacje rozwijają się powoli. Nie ma w realnym świecie “dwóch połówek pomarańczy” czy miłości od pierwszego wejrzenia. Jeżeli ktoś na drugiej randce obiecuje Ci miłość do “grobowej deski”, warto mieć się na baczności. Manipulatorzy wkładają na początku sporo wysiłku, abyśmy uwierzyli, że to co nas z nimi łączy jest unikalne. Przejmują tak nad nami kontrolę emocjonalną. Wyszukują w ludziach ich niezaspokojone potrzeby i starają się celnie tą pustkę zapełnić. W związku, potrafią w jednej chwili przejść od czułości do wrogości. Błachy powód, a reakcja kompletnie nieadekwatna. Jeżeli po takim wybuchu, to Ty czujesz się winna, bojac się wyrazić swoje zdanie – to pierwszy objaw tego, że ktoś ma kontrolę nad Twoimi emocjami. Manipulator sprawdza na, co sobie może pozwolić i co dzięki temu może uzyskać. Ile będziesz gotowa dla niego poświęcić.

Porównywanie np. do koleżanek, powoduje, że zaczynasz automatycznie rywalizować o jego uwagę. To Cię wyczerpuje. Kiedy pamiętasz to, co mówiłaś albo robiłaś, a druga strona wmawia Ci, że było inaczej, to podkopuje Twój zdrowy osąd i zaczynasz w siebie wątpić. Czujesz się czasem jak chora psychicznie i on „zdrowy” staje się Twoją wyrocznią. Łatwiej kontrolować niepewną siebie osobę. Nigdy nie przeprasza. Ma podwójne standardy – on może wszystko, a Ty niewiele. Nawet gdy Cię jednoznacznie zrani, to skruche okaże, ale oczekując natychmiast wybaczenia i zapomnienia o temacie.  

Jak bronić się przed manipulacją?

Tacy ludzie przypominają posożyty. Uważają, że wszystko im się należy. W wieku 40 lat potrafią mieszkać z rodzicami. Wszystko by dostać to czego chcą. Na czyjś ból nie reagują. Nie mają empatii. Może przez chwilkę okażą zasmucenie, ale to bardziej przypomina krótki występ teatralny niż szczere zatroskanie. Jeżeli jesteś z kimś w związku, a stale towarzyszy Ci samotność to warto posłuchać siebie. Uczucie pustki nie powinno towarzyszyć bliskiej relacji.

Najlepszy sposób to zerwanie kontaktu z taką osobą. A podstawą – zbudowanie swoich silnych barier i przestrzeganie granic oraz praw tkj. odmawianie, niezadowolenie, czy okazywanie uczuć. Prześledź swoje relacje z ludźmi i zastanów się, w których relacjach czujesz się tak naprawdę dobrze. Nie ma powodu zadawać się z kimś kto sprawia Ci przykrość, czy Cię notorycznie wykorzystuje lub rani.

link: https://www.kobieta.pl/artykul/jak-rozpoznac-manipulacje-i-jak-sie-bronic?fbclid=IwAR3oysolwhwPKX-iufPMQXS2yXRJlq2u_phEggwd2T5ENE3yChA08iHwrxQ

Jeżeli częściej niż naszego partnera dotykamy telefonu, to jak mamy mieć udany seks? [OKIEM EKSPERTA]

20.08.2020

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

“Kilkanaście godzin w pracy, potem dzieci i kiedy dotrwamy do wieczora, lądujemy przed ekranem telefonu zapominając o tym, że bliskość z partnerem trzeba budować, jeżeli związek ma być udany a pożycie seksualne zadowalające” – mówi Karolina Jarmołowicz, nasz ekspert z Ośrodka CENTRUM. Ten artykuł uświadamia nam kilka bardzo ważnych spraw, o których często zapominamy.

Tylko 11% badanych Polaków (2018 r.) oceniło swoje życie seksualne jako wspaniałe, a wśród nich głównie osoby w wieku 25-35 lat. Naturalne jest to, że namiętność się wypala, libido się waha, a potrzeby seksualne uzależnione są od poziomu satysfakcji z pozostałych obszarów życia. To jednak zwraca uwagę na fakt, że prawie połowa Polaków mówi o tym, że seks jest dla nich ważny (43%), a i tak stosunkowa niewielka ilość czuje się usatysfakcjonowana swoim życiem erotycznym.

A jak to się ma u nas kobiet?

“Bo we mnie jest seks…” jak to śpiewała przed laty Kalina Jędrusik. Kiedyś kobieta miała być niedostępną i tajemniczą, co stanowiło wstęp do gry miłosnej. Miała być zdobywana i adorowana. A jak jest dziś? W dobie Tindera i sukcesu “60 twarzy Greya”, kobieta wydaje się łatwo dostępna i chętna do bycia poniżaną. Z drugiej strony część z nas świadomie rezygnuje z seksu np. cierpiąc na dysfunkcje seksualne zniechęcające do kontaktów. Kluczowy niestety w tym aspekcie zniechęcania, wydaje się stres i brak czasu, przepracowanie i nadmiar obowiązków. Jak pokazuje rzeczywistość częściej dotykamy naszych telefonów niż innego człowieka, a przecież istotą naszego człowieczeństwa jest właśnie budowanie relacji i więzi z innymi osobami. To relacje z ludźmi stanowią o naszym kapitale i na nim budujemy ostatecznie satysfakcję życiową. 

Na zadowolenie z życia seksualnego składa się wiele czynników i pewnie należałoby to rozpatrywać indywidualnie. Myśląc jednak ogólnie – seksem można rozładowywać napięcie, ukoić frustrację i zmęczenieoraz dostarczyć mózgowi oksytocyny, czyli naturalnego antydepresanta. Jeżeli jednak spędzamy wiele godzin w sieci, to nas to odrywa od realnego życia, a więc i relacji. Zespół nagrody w mózgu potrzebuje coraz silniejszych bodźców – tak jest ze wszystkimi uzależnieniami. Przyzwyczajamy się do tego, że satysfakcję czerpiemy z innych czynności niż seks, a napięcie rozładować możemy także na siłowni. Z czasem potrzeby seksualne słabną i odzwyczajamy się. Kilkanaście godzin w pracy, potem dzieci i kiedy dotrwamy do wieczora, lądujemy przed ekranem telefonu zapominając o tym, że bliskość z partnerem trzeba budować, jeżeli związek ma być udany a pożycie seksualne zadowalające. Wiele z nas nie ma już na to siły i wybiera serial na Netflixie, aby nie musieć już nic. I tak w wielu domach żyje się obok siebie, marząc o udanym życiu seksualnym, po które nie odważamy się sięgnąć i o którym wstydzimy się porozmawiać.

Wydaje się, że kluczowe w tym przypadku jest rozpoznanie własnych potrzeb. Poukładanie swojego dnia i tygodnia tak, aby znalazł się w nim czas na bliskość, także seksualną. Nic złego w tym, aby zaplanować w nim seks, którym obie strony mogą być usatysfakcjonowane. Istotne jest zdefiniowanie swoich pragnień, odpowiedzenie sobie na pytanie: czym dla mnie jest seks? co sprawia mi przyjemność? a czego nie lubię? o czym marzę i czego chciałabym spróbować z moim partnerem? Jeżeli jesteśmy w stałym związku czy małżeństwie to rozmowa o wzajemnych potrzebach jest czymś najwspanialszym i pozwalającym na budowanie jeszcze większej bliskości. Jeżeli mamy jakieś marzenia – możemy je wypowiedzieć. Nawet jeżeli partnerowi się one nie spodobają to nie znaczy, że nie możemy ich wyrazić. Może wspólnie uda się znaleźć kompromis, a może wzajemna otwartość pozwoli na znalezienie przyjemności w czymś zupełnie nowym.

Każda z nas jest inna, ale każda z nas potrzebuje bliskości i satysfakcji. Także na polu seksualnym. Tak zostaliśmy stworzeni jako ludzie i warto o ten obszar naszego życia zadbać. Tak jak dbamy o samorozwój i zdrowie fizyczne czy psychiczne. Jeżeli z jakiegoś powodu trudno nam poruszyć tę kwestię z naszym partnerem, możemy skorzystać z pomocy seksuologa bądź psychoterapeuty par. Specjalista pomoże porozumieć się nam lepiej w tej kwestii. Można pracować nad seksualną sferą, tak jak każdą inną, aby czerpać z niej satysfakcję i energię do szczęśliwego życia.

Niezależnie od publicznego dyskursu, słowo „seksualność” nie trafiło jeszcze na listę zakazanych. Mamy do niej niezbite prawo i o nią w relacji z partnerem warto zadbać. Tak, aby niezależnie od wieku, obie strony mogły czuć się w sypialni swobodnie, a satysfakcja czerpana z pożycia ze swoim ukochanym, przekładała się także na szczęście na innych polach.

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/jezeli-czesciej-niz-naszego-partnera-dotykamy-telefonu-to-jak-mamy-miec-udany-seks-okiem-eksperta-200120043246?fbclid=IwAR2frGPq0TXrokTg4UQnUOYOi7otliVsGX0BIlT9p8xzj-mIsackGBpbRd4

Mikrozdrada: to problem wielu związków. Co kryje się pod tym terminem? [OKIEM EKSPERTA]

09.08.2020

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA I SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Jaka jest różnica między zdradą a mikrozdradą? Czy w dobie mediów społecznościowych łatwiej o mikrozdradę w związku? Nasz ekspert z Ośrodka CENTRUM przybliża nam coraz bardziej popularne pojęcie mikrozdrady.

Kiedy tworzymy związek to umawiamy się na pewne zasady. O wielu mówimy głośno, a niektóre jak np. brak seksu z innymi, uznajemy za oczywiste. Te reguły jednak są kwestią bardzo indywidualną i niekiedy milczeniem przysłaniamy nasze pragnienia, które z czasem niewypowiedziane mogą przekreślić relację bezpowrotnie. Czy i kiedy warto więc być szczerym?

W życiu nie jest jak w starym polskim filmie: „że pierwszy raz nie zdrada, że jak chłop w wojsku nie zdrada, na delegacji nie zdrada, po francusku nie zdrada, po pijaku też nie zdrada…”. Dla jednych flirt jest czymś naturalnym, a dla drugich to automatycznie oznaka niewierności i powód do utraty zaufania. Niektórzy uznają, że film porno i masturbacjanp. podczas delegacji partnera jest ok, a dla innej osoby już dwuznaczne żarty w biurze uznawane są za prowokacje nieakceptowalną w związku. Gdzie jest więc ta granica między zdradą, a wiernością? Tym co wolno, a co zakazane?

Czym różni się zdrada od mikrozdrady w związku?

Normy partnerskie nie są raczej czymś uniwersalnym. W dawnych czasach instytucja kochanki była dość powszechna, ale żony o tym milczały. Dzisiejsze standardy mocno się zmieniły. Wiele osób żyje w otwartych związkach, a jeszcze inni zapraszają do wspólnego współżycia. Wydaje się więc, że to co najistotniejsze to szczerość. Zarówno ze sobą, jak i z bliską osobą. Za zdradę uznajemy to, co jest naruszeniem wspólnie przyjętych zasad, czymś co w jawny sposób rani partnera, w wyniku czego traci on do nas zaufanie. Mimo ogólnie przyjętych norm i reguł, to tak naprawdę granice w związkach wyznaczamy sobie sami, bowiem każdy z nas indywidualnie odbiera każdy aspekt. W związku nic nie jest czarno-białe.

W psychologii nie istnieje pojęcie mikro-zdrady, bowiem odbiór czegoś jest uzależniony od wielu indywidualnych czynników osoby. Jeżeli mamy wysokie poczucie bezpieczeństwa w relacji, jesteśmy pewni miłości i wierności drugiej osoby, to flirt przy barze z obcą dziewczyną możemy potraktować jako przykład atrakcyjności naszego partnera. Może więc on sprawić, że poczujemy się bardziej dowartościowane, kiedy z uśmiechem wychodzimy na koniec wieczoru z mężem za rękę, żegnając inne rozczarowane panie.

Mikrozdrada a kryzys w związku

W sytuacji jednak kryzysu w małżeństwie, rozmowa partnera z koleżanką może stanowić przykład jego nielojalności.

To wszystko wynika z doświadczeń i poczucia bezpieczeństwa, które budujemy w relacji. Kawa z byłym może być nieistotnym przyjacielskim spotkaniem, ale także może stanowić „początek końca” związku. Czym innym jest bowiem mały flirt ze znajomą w pracy, wzmacniający poczucie stałej atrakcyjności, a czym innym szukania potwierdzenia swojej generalnej wartości, bo nie mamy tego w małżeństwie. Jeżeli partner nie daje nam pewności, że jesteśmy dla niego atrakcyjne – trudno czuć spokój kiedy widzimy jak żartuje w kącie z inną kobietą. Tym trudniej znieść to osobie mającej już na swoim koncie damsko-męskie rozczarowania.
Zdrada niejedno ma oblicze i czasem wcale nie przygodny seks jest najboleśniejszy. Ciągnące się latami małe romanse i pozornie niewinne zachowania mogą sprawiać wiele bólu w związku i prowadzić ostatecznie do rozstania.

Mikrozdrada a media społecznościowe

Gdy jesteśmy w stałej relacji, lajkowanie i komentowanie zdjęć na portalach społecznościowych innych atrakcyjnych, często obcych osób, może wprowadzać niepotrzebny niepokój w relacji. Tym bardziej, że to followanie drugiej osoby jest swoistym zanurzaniem się w czyiś intymny świat. Pomimo, że jednostronnie i często nawet bez dalszych interakcji, to czemu to właściwie ma służyć? Takie codzienne śledzenie jest trochę jak życie przy kimś innym i na dłuższą metę będzie siać dużo większe spustoszenie niż zwykły klasyczny porządny oldschoolowy flirt.

Naturalne jest bowiem kierowanie swojej energii seksualnej czy zainteresowania raczej do bliskiej nam osoby, zamiast wolny czas poświęcać na wysyłanie sygnałów zainteresowania komuś kompletnie obcemu.

Wydaje się więc wartościowe zadanie sobie pytania czego poszukujemy w wirtualnym świecie, bo może to jest to czego nam brakuje w realu, a o co boimy się poprosić czy zapytać?

Każdy człowiek ma prawo do swojego wewnętrznego świata i prywatności, nawet z dozą tajemnicy. Pod warunkiem, że nie naraża to kogoś na stałe poczucie odrzucenia.

Dlaczego zdradzamy?

Powód zdrady ma zawsze podłoże w związku. Możemy być czymś znudzeni, zniechęceni, czegoś nam brakuje, czujemy się samotni i zaczynamy poszukiwać tego na zewnątrz.

I tu chyba „pies pogrzebany”. Jeżeli czujemy, że namiętność wygasa to receptą nie powinno być rozglądanie się za kimś innym kto tej atrakcji dostarczy, a przede wszystkim zadbanie o aktualną relację.

Jeżeli połączyła nas namiętność to wcale nie dużo potrzeba, by znowu ją obudzić. Jeżeli związaliśmy się, bo dużo nas łączyło, to powrót nie musi być trudny. Może czas lekko nas „przykurzył”… pod stertą pieluch zagubił się gdzieś czarodziejski błysk w oku, zza góry niewyprasowanych koszul nie widać już magicznego uśmiechu, a zapuszczony brzuszek sprawia, że nie chcemy pokazywać się nago, ale czy nie szkoda czasu na mikro czy marko-zdrady? Zamiast więc odpalać tindera w poszukiwaniu mocno średnich atrakcji, warto odwieźć dzieci do rodziców i zatańczyć razem przy świetle świec, rozmawiając o tym czego byśmy od siebie potrzebowali, co moglibyśmy sobie więcej dać i czy może jest coś o czym wstydzimy się powiedzieć od dawna. Bo przecież jeżeli nas związek zbudowany był na zdrowych fundamentach to nikt nas lepiej nie zrozumie niż własny partner.

Jak na nowo obudzić namiętność w związku?

Zamiast więc klikać bezmyślnie w pozowane z tysiącami filtrów zdjęcia na insta, zadbajmy o to, co może przygasło. Wspólny spacer, kolacja, seksowna bielizna albo jakaś nowa tradycja? np. weekend spełniania swoich życzeń albo czarujące czwartki? Warto odważyć się poprosić bliską osobę o spełnienie jakiegoś pragnienia. Może się okazać, że to się spodoba Wam obydwojgu. Starać się o zdrową komunikację: rozmowa o potrzebach, nieatakowanie i wprost wyrażanie swoich oczekiwań. To warto ćwiczyć w relacji, bo to premiuje. Kiedy jest tak, to nie ma właściwie miejsca ani na zdrady ani też na podejrzenia o nią i nadmierną zazdrość. Podstawa to rozmawiać ze sobą !

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/mikrozdrada-to-problem-wielu-zwiazkow-co-kryje-sie-pod-tym-terminem-okiem-eksperta?fbclid=IwAR0vjB37JZ-4uuCrOYnGeEx_hWczjV-Og5l4_fGWVvcuMgI1PWYbdmjaUjk

Walentynki: “A może by tak spojrzeć na ten dzień po prostu jak na święto miłości do siebie?” [OKIEM EKSPERTA]

14.02.2020 KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

14 lutego obchodzimy Walentynki. Chociaż to święto zagościło w Polsce już od kilku lat, to oprócz standardowych form okazywania sobie miłości, może warto w dniu spojrzeć na Walentynki trochę z innej perspektywy. Pomoże nam w tym nasza ekspertka – Karolina Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM.

Walentynki to coroczne święto zakochanych, którego zwyczajem było wysyłanie listów zawierających wyznania miłosne oraz obdarowywanie się prezentami. Wiele kobiet oczekuje, że wieczór Walentynkowy będzie czymś szczególnym i ich partnerzy zaplanują ten czas w sposób niebanalny dowodząc tym samym jak wyjątkowe miejsce w ich życiu zajmują.

Jest to także jedno z najbardziej komercyjnych świąt przez co od jakiegoś czasu budzące głosy niechęci. Co też nie dziwi, bo jak podaje GUS – co piąty Polak żyje w pojedynkę. Dla niejednej osoby więc towarzyszyć temu dniu mogą przykre refleksje i poczucie samotności bądź niespełnienia. Święto zakochanych nie musi jednak być zarezerwowane tylko i wyłącznie dla par. Z drugiej strony – dla osób sparowanych, nie musi oznaczać ono frustracji w szukaniu sposobów na zaspokojenie oczekiwań i wyobrażeń drugiej strony – często niewypowiedzianych.

A może by tak spojrzeć na ten dzień po prostu jak na święto miłości do siebie? Przyjrzyjmy się temu, co oznaczyłoby “pokochać siebie” i uczcić to w ten szczególny dzień. Mamy prawo do czerpania pełnymi garściami ze święta zakochanych!

Gdy jesteśmy w związku albo na etapie nawiązywania bliższej relacji, popularnym scenariuszem zwykle jest wspólna kolacja, najczęściej gdzieś “na mieście”, kwiaty, często mały prezent, a na końcu – powrót do domu i seks. Walentynkowy wieczór nierozerwalnie więc wiąże się ze spełnieniem i przyjemnością na kilku polach. Niezależnie więc od tego czy mamy towarzysza czy nie, same możemy zadbać o odpowiednią oprawę siebie tego dnia.

14 lutego w tym roku wypada w piątek. Możesz więc potraktować ten weekend jako “weekend miłości do siebie” i robić w tym czasie tylko to, na co masz ochotę. Począwszy od tego co będziesz jadła, w co się ubierała czy co robiła.

Możesz przygotować sobie plan na ten czas tak jak lubisz – niezależnie od tego czy jesteś sama czy z partnerem. Przejęcie inicjatywy nie jest niczym złym, a czasem nawet jest pomocne w czerpaniu wzajemnej satysfakcji. 

Pierwsza więc sprawa to nagłośnienie tego czego pragniesz. Możesz powiedzieć o tym partnerowi wprost, bez czekania aż się domyśli. To że jesteście razem jest już dowodem tego, że cię kocha i jesteś dla niego wyjątkowa. A to, że powiesz mu jasno jak chciałabyś, aby ten wieczór wyglądał – tylko ułatwi mu zadbanie o waszą wspólną satysfakcję tego wieczoru. Jego także możesz zapytać na czym mu zależy i postarać się to spełnić. Zasada wzajemności w związku to fajna sprawa 🙂

A jeżeli jesteś singlem to może warto zatrzymać się w pędzie codziennych obowiązków i zastanowić co byś konkretnie chciała dla siebie zrobić tego dnia by być siebie wyróżnić. Przecież nikt na świecie nie wie lepiej od ciebie co lubisz i czego pragniesz.

Nieodłącznym tematem tego święta jest seks, więc może to także dobry moment, aby pomyśleć, czego ja w tym obszarze potrzebuje najbardziej. Walentynki w tym obszarze są źródłem frustracji dla wszystkich – bez względu na status matrymonialny. A wcale tak nie musi być. Może warto właśnie w tym czasie skoncentrować się na swojej fizycznej przyjemności i zadbać o nią – niezależnie od tego czy jesteśmy w parze czy nie. Po sukcesie masowym książek tkj. “50 twarzy Greya” nie sposób udawać, że kobiety pragną satysfakcji seksualnej nie mniej niż mężczyźni, a w ich głowach kryją się pragnienia pożądania i namiętności do niedawna jeszcze powodujące zawstydzenie. Zamiast więc tylko marzyć warto porozmawiać ze swoim mężczyzną o seksie i przyjemności, jaką ci to sprawia. Wspólne eksperymentowanie i zachęcanie do realizowania fantazji to podstawa satysfakcji seksualnej w bliskiej relacji. Nie musisz obawiać się ujawniać swoich pomysłów czy pragnień. Wasza sypialnia to najlepsze miejsce do dzielenia się tym co w tobie drzemie. Co więcej, warto abyś także nauczyła się swojego ciała.

Mamy to szczęście jako kobiety, że istnieje wiele rodzajów naszego orgazmu i z całą pewnością możemy z tego dobrodziejstwa jakie otrzymałyśmy (od natury albo Boga) korzystać. Możecie sięgnąć z partnerem po sprawdzone metody albo udać się w podróż w poszukiwaniu tego, co wam sprawia przyjemność.Możesz mówić wprost partnerowi co chcesz aby zrobił albo spróbuj pokazać mu co jest dla ciebie przyjemne. A jeśli jesteś sama to przecież nauczenie się swojego orgazmu także może być wspaniałym doświadczeniem, z którego będziesz czerpała energię i satysfakcję fizyczną.

Po pierwsze nie wstydź się siebie. Pokochaj swoje ciało, takie jakim jest. Jeżeli jest coś nie tak – to zacznij działać by to zmieniać, a jeżeli nie da się tego zmienić – to zaakceptuj je. Pamiętaj, że w seksie liczy się przyjemność i to ona jest istotą twojej atrakcyjności. Niezależnie od wagi czy rozmiaru ubrania. Pozwól sobie “polecieć” – puścić wodze fantazji i być blisko przy sobie. Jeżeli coś, z tego co zrobisz nie spodoba ci się, to nie będziesz tego już powtarzać, ale będziesz już wiedziała czego chcesz, a czego nie. I nie chodzi o to abyś wchodziła w sado-masochistyczne relacje jak “z Greya”, ani przebierała się w strój pielęgniarki (chyba że chcesz), ale właśnie przede wszystkim otworzyła się na to, na co masz ochotę. Na siebie i swoją przyjemność.

Kochać siebie bowiem to pytać i sprawdzać: jak mam JA, jak JA lubię i czego JA pragnę, a potem możesz już iść na kompromisy ze światem przy odmiennych zdaniach.Niech święto zakochanych stanie się dla ciebie wyjątkowym dniem szczerej i otwartej rozmowy ze sobą i partnerem, a noc może stać się jej pięknym zwieńczeniem.

A jak wy będziecie obchodzić Walentynki?

Link: https://www.kobieta.pl/artykul/walentynki-a-moze-by-tak-spojrzec-na-ten-dzien-po-prostu-jak-na-swieto-milosci-do-siebie-okiem-eksperta?fbclid=IwAR3Hj-EASovaMcVOhD3IGNQiTowEId82C6uLuwUZfgYaNC1b3XlA7nsmXSQ

“Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas bycia razem” [OKIEM EKSPERTA]

24.12.2019

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Święta to czas intensywnych przygotowywań. Sprzątanie, pieczenie, gotowanie – to główne myśli, jakie przychodzą nam do głowy kiedy myślimy o świętach. Karolina Jarmołowicz – ekspert z Ośrodka CENTRUM zwraca uwagę na bardzo istotny fakt, żebyśmy w tym całym świątecznym szaleństwie nie zapominały o rzeczach najważniejszych: czasie spędzonym z rodziną, odpoczynku i duchowym przeżywaniu świąt.

Święta Bożego Narodzenia to szczególny czas – czas bycia razem. To urokliwe ciepło pielęgnowania tradycji, składania życzeń i obdarowywania prezentami. Nastrojowe niezwykłe wieczory przy blasku choinki przepełnione wspólnym kolędowaniem, zapadają w dziecięcą pamięć nierzadko na całe życie. Może więc warto dać się ponieść tej wyjątkowej atmosferze i zrezygnować z niektórych świątecznych przygotowań, by naprawdę odpocząć. Bo dom jest tam, gdzie jest rodzina, a fundamentem rodziny są relacje z bliskimi i pielęgnowanie ich.

Taki czas jak święta, wolne od pracy, to okazja nie tylko do celebrowania, ale i – a może przede wszystkim szansa na bycie z bliskimi nam osobami na 100%. Jak podaje jedna z definicji Franciszka Adamskiego: rodzina to zjednoczenie duchowe szczupłego grona osób skupionych we wspólnym ognisku aktami wzajemnej opieki i pomocy, oparte na wierze w prawdziwą lub domniemaną łączność biologiczną, tradycję rodzinną i społeczną. Tradycja wspólnego posiłku zaprasza rodzinę do wspólnego czasu, a dzięki Świętom, mamy okazję, aby ta wspólnota poszerzyła grono. Dobrym pomysłem jest angażowanie całej rodziny w przygotowania oraz wprowadzenie rodzinnych zwyczajów, ponieważ w przyszłości dzieci same kultywują to czego nauczyły się w swoich domach.

Na powstanie świąt Bożego Narodzenia składał się dość złożony proces historyczny, którego pierwsze stadia sięgają IV wieku naszej ery. Na kształt aktualnego święta, wpływały liczne zwyczaje ludowe i obrzędy religijne, rożnych wyznań, narodowości i kręgów kulturowych. Przez wieki nawarstwiały się one i splatały ze sobą, łącząc w różne formy i dając obraz aktualnych Świąt. I tak regionalnie różniących się, w zakresie specyficznych dla danego regionu, obrzędów. Na kształt współczesnej kolacji wigilijnej wpłynęło wiele antycznych i pogańskich zwyczajów, które połączy się ze zwyczajami chrześcijańskimi. Dodatkowy każdy kraj i region zabarwił je własną kulturą i nadał im własny koloryt.

Zgodnie z tradycją w Polsce, wieczerza wigilijna rozpoczyna się wraz z pojawieniem się „pierwszej gwiazdki na niebie”. To nawiązanie do Gwiazdy Betlejemskiej zwiastującej narodziny Jezusa, którą ujrzeli Trzej Królowie.

W dawnych wiekach, początkiem wieczerzy były widowiska kościelne, na które wierni przynosili jedzenie i napoje, dzieląc się nim symbolicznie. Korzenie wigilii sięgają również czasów prasłowiańskich, gdzie urządzano stypę zaduszną. Tradycja dzielenia się opłatkiem zaś nawiązuje do obdarowywanie się chlebem nie ofiarnym, która była powszechna na początku naszej ery w południowej Europie wśród zwyczajów eulogiów.

Niezależnie jednak od regionu, czy narodu, wszystkie te historie łączy tradycja dużego stołu, gdzie zasiada się do wspólnego posiłku. To wyjątkowe spotkanie od wieków kojarzy się ze wspólnotą, której towarzyszy wdzięczność i przebaczenie.

W Polsce wieczór wigilijny jest najpiękniejszym, najbardziej rodzinnym i wzruszającym wieczorem roku. Niezależnie od stopnia religijności, prawie każdy jednak to święto celebruje. Wokół odświętnie udekorowanego stołu gromadzi się rodzina – bliska i dalsza, czasem także sąsiedzi i przyjaciele. To czasem jedyny taki dzień w roku.

Wydaje się, że właśnie w Polsce wigilia ma szczególne znaczenie. Historia naszego kraju bogata jest w rozbiory, podziały, konflikty i wojny. Zdaje się, że trudno jest nam Polakom żyć w spokoju i dobrobycie. A może właśnie w tym roku przełamiemy tą passę i sięgniemy po wspaniałą starą tradycję wigilijną?

Niech czas świąt będzie magicznym czasem ponad wszelkimi podziałami. Niech króluje w nim (zapomniana chyba troszkę w ostatnich czasach) „polska gościnność”. Idąc za radością z Ewangelii Św. Mateusza, gdzie z urodzin Jezusa radowali się Królowie z innych krajów, którzy przybyli z prezentami; tak i my, możemy być radośni i otwarci na świat i jego różnorodność. Pełni chrześcijańskich wartości miłości, nadziei i miłosierdzia. Aby, w tą cichą i świętą noc przy stole zagościła serdeczność, radość, wybaczenie i miłość, a dla przybysza niespodziewanego, znalazło się zawsze miejsce.

Wigilii przypisywano od zawsze znaczenie bardzo symboliczne, a wręcz nawet magiczne. Jak głosi tradycja, to jak będziemy obchodzili to święto zdecyduje o pomyślności i zdrowiu w przyszłym roku. Bądźmy więc dziś szczególnie dobrzy – zarówno dla siebie, jak i naszych dalszych i bliższych. A może taki właśnie będzie cały kolejny rok? Warto spróbować!

Niech zachętą do pochwycenia magii świąt będzie “Modlitwa na Dzień Bożego Narodzenia” Stanisława Wyspiańskiego:

…Daj nam poczucie siły

I Polskę daj nam żywą,

by słowa się spełniły

nad ziemią tą szczęśliwą

Jest tyle sił w narodzie;

Jest tyle mnogo ludzi;

Niechże w nie duch Twój wstąpi

I śpiące niech pobudzi…

Wesołych Świąt !

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/boze-narodzenie-moze-warto-zrezygnowac-z-niektorych-swiatecznych-przygotowan-by-naprawde-odpoczac-okiem-eksperta-191223123024?fbclid=IwAR1TczEfzAwMUVd3HvKzdqtNVkudiW_m380as4d-5NIDgxCYWeLSp_1o6FI

FOBU dotyka nas coraz częściej. Na czym polega i czego tak naprawdę się boimy? [OKIEM EKSPERTA]

18.09.2019

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Z jednej strony mówi się o tym, że dzisiejsze czasy sprzyjają singlom. Z drugiej jednak strony raczej większość z nas jest w związku albo robi wiele, by w nim być. W porównaniu do zamierzchłych czasów „bez internetu”, teraz mamy wiele dostępnych sposobów dróg na poszukiwanie „tego jedynego”. Dlaczego więc tak popularne stało się FOBU?

FOBU: co to właściwie jest?

Szacuje się, że na FOBU (Fear Of Breaking Up), czyli strach przed zakończeniem relacji, cierpi coraz więcej młodych osób, które znacznie gorzej niż wcześniejsze pokolenia radzą sobie z trudnościami w życiu codziennym. Także tymi w relacjach. Pomimo więc, że możemy łatwo poznać kogoś w sieci i bardzo łatwo teraz jest być w kontakcie codziennym z kimś, nawet z drugiego końca globu, myśl o tym, że zostaniemy sami bywa paraliżująca dla niejednej z osób.

Po kilku tygodniach znajomości, przynajmniej na poziomie rozumu, wiesz, że partner Ci nie pasuje, a jednak nie kończysz tej relacji. Dlaczego? Z jednej strony wiesz, że ta osoba nie sprawia, że jesteś szczęśliwsza, bo np. stale się kłócicie, sprzeczacie, a nawet milczycie godzinami czy dniami, niestety jednak nie potrafisz tego zakończyć. Możliwe, że właśnie FOBU dotyczy Ciebie.

Dlaczego nie potrafimy wyzwolić się z nieszczęśliwych związków?

Jak podają badania przeprowadzone przez dr Elizabeth Lombardo, psycholog z Southwestern Medical Center w Texasie, wiele osób w przedziale wiekowym 20-30 lat cierpi z powodu nieszczęśliwych związków, z których nie potrafią się wyzwolić. W wynikach czytamy, że duża część młodych ludzi pozostaje w kontakcie z osobą, pomimo, że nie jest tą relacja usatysfakcjonowana, a nawet i bywa, że jest ona źródłem jej cierpienia. To zwykle właśnie za sprawą lęku przed samotnością i przeświadczenia, że już nikt później nas nie pokocha.

U podstaw tych obaw leży przeświadczenie, że sami sobie nie poradzimy i tylko druga osoba może dać nam poczucie bezpieczeństwa i szczęście. Z podobnego powodu m.in. coraz więcej ludzi cierpi na zaburzenia lękowe. Niskie poczucie swojej wartości i sprawczości, staje się często powodem tkwienia w niesatysfakcjonującej relacji, przez którą nie tylko tracimy miesiące i lata, ale i przekreślamy możliwość stworzenia czegoś naprawdę wartościowego. Bycia z kimś kto nas docenia, szanuje i po prostu do nas pasuje. W autentycznym, a nie pozornym kontakcie.

Im dłużej trwamy tym bardziej przyzwyczajamy się do nieprzyjaznej codzienności, ale te rytuały (nawet jeżeli nieprzyjemne) mogą dawać – przewrotnie, złudne wyobrażenie, że bez nich sobie nie poradzimy, a nasze życie w pojedynkę będzie niewartościowe i smutne.

Bywają także osoby (częściej kobiety), które potrzebują nieustannej uwagi i uzależniają się od partnera, trwając w toksycznej dla obu stron relacji.

Taki związek niestety potrafi wyniszczać i wpływać bardzo negatywnie, zarówno na stan psychiczny, jak i fizyczny tkwiących w niej osób. To jakby forma masochizmu i znęcania się nad sobą. Dlaczego więc sobie to robimy?

Często wynika to z niesamodzielności, czego źródło (u dzisiejszych młodych osób) często upatrywać możemy, przewrotnie, w dość dobrym dzieciństwie i np. nadopiekuńczej matce czy babci, która opiekowała się nami w dzieciństwie. Stawienie czoła jakimś trudnościom, uczy młodą osobę lepszego radzenia sobie z tym czego nie ma i także z potencjalnym rozstaniem. Trudności i pewne frustracje (oczywiście nie chodzi tu o traumy) są niezbędne do odpowiedniego rozwoju umysłowego i emocjonalnego każdego człowieka.

FOBU: Jak sobie z tym poradzić?

Przede wszystkim warto zastanowić się, jakie się ma potrzeby i co samemu ma się do dania drugiej osobie. Wejście autentycznie w relacje polega na tym, że jesteśmy otwarci na siebie i autentyczni. Tylko szczera jasna komunikacja pozwala na ocenę tego czy pasujemy do siebie.

A jeżeli nie pasujemy i pomimo rozmów nic się nie zmienia, to może warto rozważyć czy tracenie swojej dorosłej energii na „wytrzymywanie” w relacji ma sens? Jeżeli „na głowę” wiemy, że nie, a na poziomie emocjonalnym trudno jest nam zrezygnować – warto udać się na konsultację do psychoterapeuty. Wspólnie ze specjalistą można przyjrzeć się temu jakie nasze mechanizmy wewnętrzne odpowiedzialne są za to niekorzystne dla nas działanie i popracować nad nimi. Tak, abyśmy odważniej mogli iść przez swoje życie i niezależnie od zachowań i decyzji innych. Warto być „po swojej stronie” i działać na swoją korzyść. Mamy przecież jedno życie.

 LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/fobu-dotyka-coraz-wiecej-mlodych-osob-na-czym-polega-fobu?fbclid=IwAR0HrKq4hh-nORhaMPLkk3hTwk50xmjnmieonGRKflozqLzE1OtNwRm6Ds8

6 sposobów, jak pogodzić się z rozstaniem [OKIEM EKSPERTA]

15.11.2018

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Rozstanie z partnerem, czy rozwód z mężem trzeba po prostu “przeżyć”, a to nie dzieje się tak od razu. Nasz doświadczony ekspert podpowiada, jak poradzić sobie z rozstaniem.

Jak pogodzić się z rozstaniem?

Rozstanie boli, ale ty decydujesz czy cię ono zabije, czy wzmocni. Kiedy zaczniesz robić nowe rzeczy, to odbudujesz poczucie swojej wartości. Dostrzeżesz jasne strony życia i poczujesz się lepiej sama ze sobą. Być może teraz wydaje ci się to nierealne, ale tak nie będzie zawsze.

1/6. Małymi krokami

Powinnaś zacząć od małych zmian w rytmie dnia. Zmodyfikować dotychczasowe rytuały, tak aby już od poranka twój dzień napawał cię nową energią. Kawę możesz zastąpić szklanką soku, lunch przy biurku zamienić na sałatkę, którą zjesz ze znajomą z pracy, w barze na dole. Po pracy odwiedź koleżankę albo wróć piechotą zamiast jechać tramwajem. Pomyśl o czym kiedyś marzyłaś – może zawsze chciałaś nauczyć się śpiewać? Albo kochałaś chodzić po górach? Pomyśl, jak mogłabyś to zorganizować, aby teraz się to udało zrealizować. Zapisz się na kurs albo wypad w góry. Nie masz z kim? To nic! Poszukaj oferty wyjazdu dla singli. Dzieci możesz zostawić z rodzicami albo ustalić z byłym mężem, że w danym tygodniu będą z nim.

Dobrze jest odświeżyć mieszkanie. Odmaluj sypialnię, kup sobie toaletkę, przemebluj albo w ogóle się przeprowadź. Pozbądź się wszystkich rzeczy, które przypominają ci o byłym. Zrób miejsce dla „przyszłości”, pozbywając się „przeszłości”. Pomyśl co chciałabyś robić i to zrób.

Jesteś najlepszym specjalistą od swojego życia. Bądź dla siebie dobra i skieruj cała swoją siłę na siebie. To naturalne, że zmian się boimy, ale każda zmiana to nowe możliwości i możesz je wykorzystać.

2/6. Pożegnaj i nie bój się płakać

Rozstaniu towarzyszy ból. Jego siła zbliżona jest do tej, z którą żegnamy bliską osobę, gdy umiera. W tym wypadku jednak pogodzenie się nie oznacza, że już nigdy o tej osobie nie usłyszymy i że nigdy jej nie spotkamy. Znajomi będą analizować to rozstanie, będą komentować, grupy się podzielą, a niektórzy będą oceniać to niesprawiedliwe. A czy to tak naprawdę ma znaczenie, czyja to bardziej wina? Na dodatek trudno ci czasem otwarcie przyznać sama przed sobą, że cierpisz po odejściu partnera. Nawet jeśli odczuwasz złość – ból straty jest silny. Będziesz musiała tę żałobę przejść. Kroczek po kroczku – przez złość, smutek, zagubienie, budowanie wszystkiego na nowo i nowe życie. Potrzebny jest do tego czas. Masz go tyle, ile potrzebujesz.

3/6. Nie uciekaj od emocji

Wspomnienia tego co było to jedno co będzie wracało. Z czasem zaciera się obraz całości i pozostają tylko te miłe chwile. To za nimi tęsknisz najbardziej. Co więcej – najtrudniej pożegnać nadzieję na to czego nie będzie. To o czym marzyłaś i z jakiego powodu nie odchodziłaś. To jak lokata, na którą wpłacałaś do banku – a nagle okazuje się, że nie tylko nie będzie odsetek, ale także kapitału. Złość, żal, gorycz, smutek, analizy co mogłam zrobić inaczej. To wszystko jest naturalnymi etapami w godzeniu się z tym, co było i nie wróci.  Lepiej przyjąć te uczucia jako pewne doświadczenie życiowe, niż tłumić je w sobie i hodować poczucie krzywdy. Pozwolenie sobie na przeżycie i dopuszczenie bólu to pierwszy krok do odbudowania swojego życia.

4/6. Daj sobie pomóc

Nie odrzucaj ludzi, którzy się o ciebie martwią. Przyjmij ich pomoc i zainteresowanie. Rozstanie to bardzo trudne emocjonalnie doświadczenie. Wsparcie bliskich i przyjaciół jest niezwykle ważne. Oni pomogą ci ułożyć to na nowo. Jeżeli trudno ci dzielić się tym z bliskimi – odwiedź psychoterapeutę. Zbyt długie trwanie w głębokim smutku może przerodzić się w depresję. Warto to sprawdzić jeżeli żałoba trwa wiele miesięcy.

5/6. Nic na siłę

Daj sobie czas. Rób to na co masz ochotę. Nie rób niczego wbrew sobie. Niektóre osoby rzucając się w wir życia towarzyskiego, zakrapiają smutek alkoholem i zaczynają myśleć o sobie nie najlepiej. Czasem też wiążą się w nowe związki i popadają w te same schematy.

Lepiej poświęcić ten czas na budowanie nowej siebie, a nie rozbijanie. Zatroszcz się o swoje potrzeby i usłysz swoje pragnienia. Zapełnij pustkę czymś konstruktywnym i ciepłym z wnętrza siebie. Dopuść ból, daj mu wybrzmieć i powoli zatroszcz się o siebie. Pamiętając, że nigdy nie jest za późno na rozwijanie swoich pasji i zdobywanie nowych umiejętności. Dobrym sposobem jest regularne uprawianie sportu. Zacznij powoli. Aktywność fizyczna to endorfinki – wzmocnienie psychicznie, poprawienie kondycji i lepsze samopoczucie. To fajne miejsce także na poznanie nowych ludzi. Dobry nowy początek !

6/6. Przyjmij fakty

Potrzebujesz czasu, aby ułożyć wszystko na nowo. Zmiana może być korzystna. Pod warunkiem, że naprawdę chcesz coś zrobić w swoim życiu. Poczucie krzywdy i odrzucenia nie jest paliwem dla nowej „ja”. To bardzo ważne, abyś przyjęła to, co się stało. Uznała to, co się wydarzyło. Kiedy już minie czas opłakiwania straty zrozumiesz, że z jakichś względów nie potrafiliście się porozumieć – obydwoje. Ty także miałaś w tym udział. Musisz wyjść z roli ofiary, bo masz wpływ na swój los. Nawet jeżeli partner cię zdradzał, to może po prostu wybrałaś nieodpowiedniego mężczyznę? Każdy człowiek ma prawo do błędu. Jeśli przez cały czas będziesz tkwić w żalu do drugiej osoby, nie zrobisz kroku naprzód.

LINK: https://www.kobieta.pl/galeria/6-sposobow-jak-pogodzic-sie-z-rozstaniem-okiem-eksperta/przyjmij-fakty

Rozwód dla kobiety nie musi oznaczać końca, ale może być pięknym początkiem [OKIEM EKSPERTA]

12.11.2018

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Rozwód jest dla każdej kobiety bardzo trudnym przeżyciem i musi minąć trochę czasu, zanim przeżyjemy tę żałobę. Czy rozwód jest rzeczywiście czymś najgorszym, co może nas spotkać? Wcale nie – to może być piękny początek. Wystarczy na to spojrzeć z innej strony.

Czy rozwód jest rzeczywiście czymś najgorszym?

Kiedy słyszymy, że rozwód to ostateczność, trudno podjąć decyzję. Dla nas kobiet wizja samotnego życia straszy bardziej. Wychowane byłyśmy w duchu tego, że to my powinnyśmy walczyć o mężczyznę, podtrzymywać żar w związku i pilnować ogniska domowego. Decyzja o odejściu może zostawiać nas w poczuciu porażki w wielu rolach. Dlatego większa część kobiet niż mężczyzn, przyzwala na złe traktowanie i „przymyka oczy” na zdrady czy agresywne zachowania partnera.

Mężczyźni i kobiety różnią się pod względem procesu decyzyjnego. Mężczyźni płaczą post factum, dopiero kiedy „kurz opadnie” zaczynają widzieć co utracili. Dla kobiety sam proces decyzyjny jest dużo dłuższy, więc ból ifrustracja towarzysząca myśli o rozstaniu, rozciągnięta jest w czasie. Zaczynamy chorować, tracić włosy, psuje nam się cera, słabną paznokcie, pojawiają się alergie, problemy z drogami moczowymi lub jajnikami – napięcie obecne jest w całym ciele. Czasem rozwód pozwala kobietom rozkwitnąć, bo po miesiącach, a czasem latach, pełnych tłumionego lęku, złości, żalu, smutku i frustracji, przychodzi ulga. Decyzja często – pomimo, że bolesna, bywa wybawieniem i początkiem nowego rozdziału w życiu. Zazwyczaj, kiedy kobieta ostatecznie podejmie decyzję to bardzo trzeźwo ocenia sytuację i układa konkretny plan działania, przez co szybciej potrafi stanąć na nogi. Zwykle też jest tak, że rodzina i przyjaciele bardziej współczują nam, że zostałyśmy same i pomagają w codziennych obowiązkach. Tym bardziej jak są dzieci. Faceci bowiem zwykle są w lepszej sytuacji finansowej.

Jak otrząsnąć się po rozwodzie?

Po rozwodzie potrzebny jest rok, aby powoli wrócić do równowagi emocjonalnej. Wszystko musimy przejść same ten pierwszy raz – każde święta i urodziny, rocznice i walentynki. Powoli znika niepokój, a złość zamienia się w smutek, by ostatecznie rozmyć się w świetle nowego życia. Tak przeżywamy każdą żałobę, bo przecież w jakimś stopniu chowamy nie tylko to, co było, ale tracimy też szansę i nadzieję na realizacje tego o czym marzyłyśmy z tą konkretną osobą. Czasem to nawet bardziej bolesne… To jak lokata w banku, latami odkładane pieniądze i nagle informacja, że zwrotu nie będzie. Niełatwo się z tym szybko pogodzić i gramy – trochę jak w kasynie, dalej i dalej, tracąc kolejne lata i energię… Czy tak trzeba? Nie.

To prawda, że kobieta po rozwodzie często czuje się mało atrakcyjna. Ale zaczyna dbać o siebie bardziej niż w związku, co de facto przekłada się z czasem na jej lepsze samopoczucie i wyższą samoocenę. Zaczynając nowe życie stawiamy mocno na rozwój osobisty, aby uniknąć starych błędów i poczuć się dobrze sama ze sobą. To dużo lepsza wizja niż samotne czekanie na śmierć.

Badania pokazują, że około 5 lat po rozwodzie kobieta jest zwykle gotowa na nowy związek bez obciążenia przeszłością. Zwykle udaje się nam w tym czasie rozwinąć zawodowo, lepiej się odżywiać, odnaleźć nowe hobby, być lepszą matką i prowadzić bardziej bujne życie towarzyskie.

Ta trudna decyzja, której towarzyszy często dużo rozpaczy, jednocześnie stwarza ogromną szansę na rozwinięcie skrzydeł i stawienie czoła temu, na co nie miałyśmy czasu i energii. Dotychczas tracąc ją na walkę o lepsze życie z partnerem.

To naturalne, że boimy się zmian. Z lękiem natomiast można radzić sobie w bardzo szybki sposób: kiedy lęk puka do drzwi, otwiera mu odwaga i boom! Lęku już nie ma! Jeżeli więc wszelkie podejmowane próby ratowania małżeństwa zawiodły to sprawdźmy czego się tak naprawdę boimy. Samotności? Może się okazać, że w małżeństwie ta samotność towarzyszy nam od dawna, a oszukiwanie siebie, że kolejny rok coś zmieni – czyni nasze życie dużo gorszym niż gdybyśmy się rozstały, dając sobie szansę na „inaczej”.

W natłoku myśli warto odbyć ze sobą szczerą rozmowę i odpowiedzieć na pytania: Czego ja oczekuję od przyszłego życia? Jak chcę, aby ono wyglądało za 5 lat? Czego potrzebowałabym od partnera? Czy jest realne, aby mi to dał? Czy ja jestem wstanie pogodzić się z tym jaki on jest? Czy ja naprawdę chce być przy takim mężczyźnie przez kolejne 10 czy 20 lat?

A potem wykonać bolesny krok weryfikacji rzeczywistości i zacząć powolutku budować to, czego tak naprawdę pragniemy. Czasem odejście to wielka szansa na spełnienie marzeń i pragnień jakie mamy. To, że są one nierealne z daną osobą, to nie znaczy, ze w ogóle z nikim. No bo jeżeli nie teraz, to kiedy?

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/rozwod-dla-kobiety-nie-musi-oznaczac-konca-ale-moze-byc-pieknym-poczatkiem-okiem-eksperta?fbclid=IwAR1UTkoEuYEy85gkQvePwVugdRY6skZkD2J5mw9hzl55FQz7JKB88QiryXY

Kłótnie i problemy w związku? Wiemy, jak sobie z nimi poradzić – OKIEM EKSPERTA

22.10.2018

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

W każdym związku są kłótnie i jest to coś normalnego, ale ważne, żeby nauczyć się rozwiązywać problemy. Nasz ekspert podpowiada, jaka jest na to najlepsza recepta.

Co najczęściej wywołuje kłótnie w związkach?

„Chcę tylko żeby było między nami dobrze, a kłótnie to tylko kolejny problem”, jak śpiewa jedna z polskich raperek. Kiedy codzienności towarzyszy tysiące spraw, trudno czasem o zrozumienie w związku. Śniadanie w biegu i myślami o pracy, nie daje zbytnio przestrzeni na miły poranek „razem”. Kiedy po całym dniu w biurze, pełnym napięcia, przekraczamy próg domu – trudno nie odreagować czasem na bliskich. W dzień tłumimy złość i niezadowolenie, staramy się nie odpowiadać na krytykę czy niemiłe komunikaty od szefa. W drodze powrotnej, zaciskamy zęby, gdy w tłumie ktoś zdepcze nam stopę. Kiedy ktoś wpycha się do kolejki w spożywczym „z jedną bułką”, podczas gdy umieramy z głodu – całe ciało już prawie krzyczy. Spokój i miły ton wydaje się więc niemożliwy, jeżeli po wejściu do domu potykamy się o pozostawione na środku buty partnera… a pierwsze zdanie jakie do nas wypowiada to: ojej znowu zapomniałaś kupić… Jeżeli dodamy do tego jeszcze PMS – wulkan wręcz wybucha i awantura gotowa.

Padają wtedy słowa: „bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”, „nie zależy ci na nas”, „nie można na tobie polegać”… Czemu oczywiście druga osoba nie pozostaje obojętna odpowiadając: „ty zawsze się mnie czepiasz”, „wiecznie wszczynasz kłótnie”, „jesteś nienormalna”… i mamy awanturę gotową, po której nierzadko następują „ciche dni”.

Jak pracować nad relacją w związku?

Zapominamy często, że nasz partner to nie jest śmietniczka do której wyrzucamy wszelkie troski, a najbliższa osoba, którą powinniśmy szanować i o którą powinniśmy się troszczyć. Nierzadko przez troskę rozumie się ugotowanie dla kogoś obiadu, zadbanie gdy jest chory albo zrobienie przysługi. Jednak troska w związku, to coś więcej. Prawdziwa relacja oparta powinna być na empatii i chęci dawania drugiej osobie tego, co ona w danym momencie potrzebuje. Działa więc to nawymiennie i czyni nas ze sobą szczęśliwymi.

A do tego potrzebne jest wysłuchanie. Trzeba dać komuś autentyczne zainteresowanie. Przecież aż tak dużo nie kosztuje powiedzenie po wejściu do domu, jak czynią to amerykanie: „kochanie, jestem w domu”. Jeszcze milej, kiedy powrotowi towarzyszy całus lub uśmiech. Każdy trudny dzień i każdy stres opadnie w obliczu ciepłego spojrzenia najbliższej osoby.

To naturalne, że świat nami się aż tak bardzo nie przejmuje, więc to my powinniśmy o siebie dbać. Czasem wystarczy wysłuchać i przytulić, a czasem rozładować atmosferę robiąc coś, co lubi druga osoba. Przecież znamy ją najlepiej. Zamiast więc naciskać znane „guziki”, aby doprowadzić ją do szału, widząc jej napięcie, możemy nacisnąć te, które rozładują wszystkie troski w kilka sekund.

Jak rozwiązywać konflikty w związku?

Co zrobić jednak gdy przegapiliśmy ten moment i konflikt się zaczął nakręcać? Zwykle warto się po prostu zatrzymać zamiast odbijać piłeczkę. Nie doprowadzając do momentu, kiedy ona wybuchnie płaczem albo on trzaśnie drzwiami. Mogą tu pomóc głębokie oddechy i myślenie o tym, co takiego mój partner musi czuć jeżeli tak bardzo krzyczy.

Nawet jeżeli kłótnia eskalowała, to następnego dnia warto umówić się na rozmowę. Nie zamiatać tego „pod dywan”. A jak rozmawiać?

Niech każdy zapisze sobie na kartce jakie masz potrzeby. zapisz co twój partner mógłby zrobić dla waszego związku, aby był on bardziej satysfakcjonujący. Następnie, co ty mogłabyś zrobić, aby tak było oraz – o co wy wspólnie moglibyście się postarać, aby niezależnie od tego co się wydarza każdego dni, być dla siebie dobrym.

Kiedy przyjdzie do rozmowy, zapytajcie partnera, co go tak zdenerwowało w danej sytuacji. Dajcie najpierw drugiej stronie opowiedzieć o tym, co czuła. Nie przerywajcie jej. Kiedy skończy, koncentrujcie się nad tym, co czujecie „tu i teraz” kiedy on to opowiada. To naturalne, że może pojawiać się w nas złość, a w głowie zdania „to niesprawiedliwe”, „to nie tak było”, „to twoja wina”, ale czy wypowiedzenie ich wpłynie pozytywnie na zmianę sytuacji? Czy to nie kolejna kłótnia? To, o co warto zadbać – to forma w jakiej komunikujemy nasze niezadowolenie czy uczucia jakie się w nas pojawiają. Po pierwsze więc musimy zrozumieć, że uczucia dotyczą nas, a nie naszego partnera i to właśnie o nich powinniśmy mu powiedzieć, zamiast go atakować czy generalizowac i oceniać. W języku bez przemocy mówi się o komunikacie JA. To forma wypowiedzi oparta na komunikowaniu swoich uczuć w ramach różnych sytuacji np. „złoszczę się kiedy mówisz, że cię nie słucham”, zamiast „ty nigdy mnie nie słuchasz”, „jest mi przykro kiedy mówię ci o czymś dla mnie ważnym, a ty przeglądasz komórkę. Czuję się nieważna dla ciebie” zamiast „odłóż tę komórkę! nigdy mnie nie słuchasz”, „słyszysz w ogóle co ja do ciebie mówię?”.

Ludzie nie muszą zgadzać się ze sobą w związku w każdej sprawie, ale to nie znaczy, że muszą się nawzajem atakować i negować. Kiedy uniesiemy głos – warto za to przeprosić, a nie wpierać lekceważąco, że „wcale nie krzyczeliśmy” i partner „jak zwykle wyolbrzymia”, albo że „zawsze mam taki ton i o co ci chodzi”.

Magiczne słowo: “Przepraszam”

Przeprosimy to w ogóle świetny sposób na zakończenie konfliktu. A czy tak naprawdę to tak duże ma znaczenie kto zaczął tę kłótnię? Związek to nie ring bokserski – tu w kłótni przegrywają obie strony. Dom powinien być miejscem, gdzie otrzymujemy ukojenie po codziennych walkach poza nim. Oscar Wilde kiedyś napisał: „Kiedy kobieta nie ma racji, najpierw należy ją przeprosić”. To były jednak inne czasy, a jego orientacja seksualna sprawiała, że dawał prawdopodobnie więcej zrozumienia miał dla kobiecych trosk. Jednak gdybyśmy ten komunikat urealnili nie tracąc jego idei?

Wyobraźmy sobie, że po tym, jak ktoś wróci z pracy zdenerwowany to pytamy go: „kochanie, widzę, że jesteś zdenerwowany, może więc zamiast rozmawiać to przytulisz się do mnie?” albo „misiu, zrobię ci herbatę, a ty może weźmiesz prysznic w tym czasie?”, „skarbie, przepraszam cię, że zostawiłam te buty rzucone” lub że „zapomniałam kupić ci coli …wiem, że lubisz, ale byłam już taka zmęczona, że musiało mi umknąć, ale za to dam ci buziaka”.

Czy to nie lepszy sposób na zwrócenie na siebie uwagi albo poproszenie o troskę? Jak to mówiły nasze babcie: „w domu gdzie jest miłość, naczynia zmywają się same”. Zamiast więc walczyć, żeby obowiązków domowych było „po równo”, wyjmijmy pranie z pralki i wypróżnijmy zmywarkę nawet jeżeli to nie nasza kolej. Bo kto inny powinien być dla nas tak wyrozumiały jak najbliższa osoba?

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/jak-rozwiazywac-problemy-w-zwiazku?fbclid=IwAR1DoCKTblov0dSeDa1CR1AO0Ie9DKgJPmhBRLctyj7cF4uxGowW7awGPKQ

Dlaczego wciąż stoimy „za” mężczyzną, a nie obok niego albo przed nim? [OKIEM EKSPERTA]

03.11.2018

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Dobrze wykształcona, realizująca się zawodowo, zadbana i silna, samodzielna i znająca swoje poczucie wartości, nie będzie chciała stać za czyimiś plecami, bo niby dlaczego? – taka jest współczesna silna kobieta.

Jaka jest współczesna kobieta?

Współczesna kobieta nie różni się zbytnio od damy sprzed wieków. Jest silna, mądra, piękna, zaradna, wrażliwa … tylko, że teraz nie musi już udawać innej. Przez lata wartość kobiet nadawali mężczyźni. Miałyśmy pięknie wyglądać albo rodzić dzieci, dobrze gotować albo świetnie wspierać mężów w drodze do sukcesu… a czasem najbardziej ceniono nas za milczenie. Stare powiedzenie, że kobieta jest ozdobą mężczyzny, prześladowało nas przez lata. Niczym spinka przy mankiecie albo kwiatek w butonierce. Wraz z nadejściem nowych czasów powiedzenie to zastąpiło nowe: „Za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa, mądra kobieta”. Wydaje się jednak, że to tylko zabieg reklamowy, mający „pogłaskać po głowie” i docenić lata trudu wspaniałych silnych mądrych kobiet zmuszanych do życia w cieniu mężczyzny. Dlaczego wciąż stoimy „za” mężczyzną, a nie obok niego albo przed nim? Jeżeli jesteśmy takie mądre i wspaniałe to dlaczego nam właśnie nie pozwala się iść przodem?

Co charakteryzuje silną kobietę?

Kobieta sukcesu to zwykle samotna kobieta. Dobrze wykształcona, realizująca się zawodowo, zadbana i silna, samodzielna i znająca swoje poczucie wartości, nie będzie chciała stać za czyimiś plecami, bo niby dlaczego? I tu zaczyna się kłopot. Mężczyźni którzy przez wieki dowodzili swojej męskości poprzez walkę, grę biznesową czy przemoc, niechętni odstępują miejsce na podium. Jeżeli więc w biznesie kobieta prędzej czy później uderza głową o „szklany sufit”, na co ma szansę w związku? Współcześni mężczyźni są tacy sami jak przed wiekami – wygodni, lepiej zarabiający, wymagający i często równie okrutni. Wychowani w stereotypach (nawet jeżeli głoszą równouprawnienie) poszukują partnerki, która nie będzie stanowiła dla nich konkurencji. Wystarczy, że zawodowo wciąż muszą się zmagać z konkurencją.

Inteligentna, dobrze wykształcona, z własnym mieszkaniem współczesna kobieta, nie czeka już na „księcia z bajki”, który uratuje ją z „kuchni od złej macochy”. Lata walk o prawa kobiet doprowadziły nas do punktu w którym naprawdę trudno o szczęście. Z jednej strony mamy potrzebę bliskości, miłości, zrozumienia i poczucia bycia potrzebną, ale z drugiej – nie chcemy już płacić za ten pakiet tak wysokiej ceny jak kiedyś.

Czy potrafimy dzisiaj powiedzieć: “dość”?

Wprawdzie nasz brak uległości i okazywanie wprost niezadowolenia, mężczyźni starają się zbagatelizować PMS-em, a co bardziej okrutni, ujmując kulturalniej „brakiem seksu”; ale my już nie milczymy. Nasz donośny głos słychać nie tylko w domach ale i na ulicach. Coraz trudniej jest nas uciszać, bo coraz więcej możemy mówić. Kiedyś kobietom wpierano, że „milczenie jest złotem”. Żadnemu jednak mężczyźnie nie zamyka się ust. Już od dziecka dziewczynki mają być grzeczne, podczas gdy chłopcy maja prawo krzyczeć, biegać, brudzić się i pyskować, wracać później do domu, pic alkohol i uprawiać seks. Nikt nie czuje oburzenia gdy ich „pierwszy raz” jest na kolonii zanim skończą 16 lat. Przez wieki dziewczynki natomiast miały trzymać dziewictwo „aż do ślubu”, jakby tłumiony popęd seksualny miał być nagrodą dla faceta za to, że z nami bierze ślub. Masowa krytyka prostytucji i niestosownego zachowania dotyczy przede wszystkim kobiet, a nikt nie wspomina i nie obwinia za to mężczyzn, chociaż to oni odpowiadają za popyt, a więc są paliwem podaży.

Krytykowane, tłumione i zawstydzane latami, dorastamy w poczuciu, że nasza rolą jest być „szyją” dla „głowy” mężczyzny, jego podporą i mądrością. Kiedy więc na studiach okazuje się, że uczymy się szybciej i nierzadko lepiej, a nasza elokwencja, systematyczność, odwaga i skrupulatność przekłada się na dobre wyniki w pracy – nie chcemy się zatrzymać w roli „podpory życiowej” i przemy do przodu.

Kiedy na czymś nam zależy potrafimy walczyć równie mocno jak faceci. Posiadamy jednak jeszcze serce i wrażliwość, które w połączeniu z wrodzoną ogromną siłą, stanowi wspaniały fundament do sukcesu. Nie dziwne, że mężczyznom się to nie podoba. O ile w pracy zawodowej nie mają trochę wyjścia i muszą to doceniać, o tyle w domu kompletnie sobie z tym nie radzą. Związek z niezależną znająca swoją wartość kobietą, jest o wiele trudniejszy i dla obu stron. Faceci lubią imponować, a przy takiej kobiecie poprzeczka stoi naprawdę wysoko i niewielu mężczyzn ma ochotę do niej doskoczyć – kobiet jest więcej niż mężczyzn, więc po co się tak starać? Samotność jest co raz częściej świadomym wyborem współczesnej kobiety.

Jak pisze w swojej książce Lew Starowicz: „ Dopiero wtedy, kiedy pojawia się ktoś, z kim mogłyby zbudować trwałą relację, kobieta popada w skrajności – albo stara się na siłę zatrzymać faceta przy sobie, albo przeciwnie – zachowuje się tak, jakby jej na niczym nie zależało”. Te zachowania wynikają z ogromnej frustracji. Z jednej strony świadomość swojej wartości, a z drugiej – strach przed ciągłym rozczarowywaniem się.

My kobiety często wchodzimy w każdą sprawę całym sercem – tak jakby to było na śmierć i życie. Mamy nieskończone pokłady siły danej nam przez naturę, dlatego to też nas natura obdarzyła rodzeniem dzieci.

Ta wielka siła czasem jednak obraca się przeciwko nam. Sądzimy bowiem, że jeżeli bardzo się postaramy to nam się uda. Staramy się więc najpierw „o związek” a potem „w związku” na wszelkie sposoby zapewnić sobie wspaniałe życie. Zrealizować mit miłości idealnej. Niestety im bardziej się staramy tym trudniej jest to mieć. Robiąc wszystko idealnie zderzamy się z tak nieidealnymi mężczyznami i oni nie wytrzymują zazwyczaj tej konfrontacji. Po każdym rozczarowaniu zaczynamy więc znowu pracę nad odbudowywaniem silnej siebie, nakładając na facetów kolejne wyobrażenia o tym, jacy powinni być. W rezultacie zapracowane, mamy dużo mniej czasu, a wieczorami czujemy się bardziej i koło się zamyka. Czy warto jednak nie próbować i zostać wieczną singielką?

Od lat obserwuję mężczyzn i niektórych niezmiernie cenię. Obok, a nie w ich cieniu stoją ich wspaniałe kobiety. I to oni publicznie je doceniają i podziwiają, ustępując miejsca i puszczając przodem – nie tylko w drzwiach. Niestety żyjemy w męskim świecie i pewnie jeszcze wieki muszą minąć żeby to się zmieniło (jeżeli w ogóle się zmieni). Co więcej robić? Nie ma jednej recepty na szczęście. Wydaje się, że najlepszym sposobem na szczęśliwe życie jest patrzenie realne na rzeczywistość i godzenie się z nią. Idealnie nie będzie ale to nie znaczy, że nie może być fajnie. Jeżeli mamy jasną wizję swojego życia, to możemy spokojnie ją realizować, doświadczając codzienności i byciem otwartą na świat i ludzi jakimi są. Bez ciągłego fantazjowania o księciu z bajki. Przecież ludzi na świecie są miliardy, więc jeżeli mamy dość wysokie wymagania to znalezienie odpowiedniego partnera może trochę zająć. Albo więc godzimy się z tym stanem rzeczy, albo spuszczamy poprzeczkę do poziomu w którym wciąż będziemy czuły się choć trochę zadowolone.

LINK; https://www.kobieta.pl/artykul/jak-byc-kobieta-sukcesu?fbclid=IwAR3VPVuIT1HQU-d2zwdUr2v4vGLWI3bsLLdPbXkRsIma7R86V95yrHAWJ0I