Kategoria: Kobieta

“Wszystkie matki muszą być kobietami, ale nie wszystkie kobiety muszą być matkami” [OKIEM EKSPERTA]

09.01.2020

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Jeżeli kobieta chce mieć dziecko to musi poświęcić dużo więcej niż mężczyzna pisze Karolina Jarmołowicz z Ośrodka CENTRUM.

Przez wieki, role życiowe kobiet były bardzo jasno powiązane z ich predyspozycjami biologicznymi. Kobiety zostały obdarzone przez matkę naturę, układem rozrodczym, więc pośrednio wszystko co związane z dbaniem o przetrwanie gatunku mocno determinowało ich codzienność. I tak setkami lat przyjęte było w społeczeństwie, że główną kobiecą misją życiową jest macierzyństwo i co za tym szło – bycie w domu z dzieckiem i jego prowadzenie. Zadaniem mężczyzn natomiast było utrzymywanie domu. Przez dziesiątki lat walki kobiet o równouprawnienie, starałyśmy się wywalczyć z płcią przeciwną, aby fakt biologicznego przygotowania do płodzenia potomków nie był determinujący we wszystkich życiowych obszarach. Chciałyśmy z powodzeniem pracować także poza domem, korzystać z oferty edukacyjnej, rozwijać się w obszarach nauki i współtworzyć ten świat na równych prawach, jak mężczyźni. To prawda, że sytuacja w wielu krajach poprawiła się na tyle, aby kobiety samodzielnie mogły decydować o tym, jaką drogę zawodową wybierają i pomimo „szklanego sufitu”, coraz więcej kobiet kieruje dużymi firmami i odnosi sukcesy na skalę nie tylko lokalną, ale i międzynarodową.

Teoretycznie, świat staje powoli dla nas „otworem”. Jednak niewiele mówi się o cenie jaką my kobiety płacimy za te kroki ku zmianie. O ile, do coraz większej ilości rzeczy mamy prawo, o tyle nie jest tak, że zwalnia się nas czy wyróżnia w zakresie tego, że jest nam w kilku obszarach dużo ciężej. Przecież zostałyśmy obdarzone przez naturę instynktem macierzyńskim, a więc niezależnie od pragnień zawodowych, zegar biologiczny nie przestaje nam tykać. Jeżeli kobieta chce mieć dziecko to musi poświęcić dużo więcej niż mężczyzna. Może więc nie tylko równo powinnyśmy być traktowane, ale nawet i lepiej?

Z drugiej strony, dlaczego te kobiety, które nie decydują się na dziecko miałyby być traktowane gorzej? Instynkt macierzyński działa, comiesięczne okresowe zmagania z PMS-em też i wahania nastrojów, przekwitanie i wahania hormonalne. Życie kobiety toczy się w rytmie zegara biologicznego, a do tego dochodzą kwestie społeczne i presja na to, by przedłużać gatunek.

Polska jest jednym z krajów, gdzie tradycyjne podejście do życiowych ról kobiety wciąż króluje. Na naszych sztandarach powiewa „Matka Polka”, zestawiana nierzadko nawet z wizerunkiem Matki Boskiej. Rządowe działania 500+ wprost faworyzują kobiety, które decydują się na poświęcenie dużej części swojego dorosłego życia właśnie dzieciom. Z jednej strony to docenianie kobiecego poświęcenia, ale z drugiej to wyróżnianie jednych kobiet, a spychanie na margines tych, które nie zdecydowały się na macierzyństwo. Kobiety nieposiadające dzieci nie dostają żadnego wsparcia finansowego, a przecież tak samo płacą podatki, z których potem korzystają zarówno rodzice, jak i ich dzieci np. przy okazji urlopów macierzyńskich, służby zdrowia, przedszkoli czy placów zabaw. Wydaje się, że mało kto zastanawia się nad tym jak żyje się kobiecie przed czterdziestką, która nie ma dzieci. Pamiętajmy, że z jednej strony to może być jej świadoma decyzja, ale jest także duża część kobiet, która tych dzieci po prostu mieć nie może.

Przykładem jest Agnieszka, która ma 40 lat. Rodzina nie męczy jej pytaniami o dziecko, ale kiedy była na USG lekarz zapytał o fakt posiadania dzieci i zaprzeczyła, zapytał ją wprost, dlaczego i czy to dlatego, że „chłopa sobie nie znalazła”. Agnieszka ma za sobą poronienie, ale o to już lekarz nie spytał. Mieszka ona na stałe w Londynie, gdzie pytanie o dzieci zaliczane jest do faux pax. Zachowanie lekarza było więc dla niej tym bardziej szokujące. W Polsce niestety takie komentarze nie są rzadkością.

Anna ma 42 lata i dwójkę dzieci. Trzecią ciąże poroniła pod koniec drugiego miesiąca. Ginekolog w szpitalu zapytała: czy przypadkiem nie jest tak, że specjalnie to poronienie wywołała, bo nie chce mieć kolejnego? A na wizycie kontrolnej natomiast jedna z pielęgniarek sugerowała do koleżanki, że może nagłe krwawienia teraz wynikają z zabiegu nielegalnej aborcji, bo „bizneswoman nie w głowie dzieci”.

Monika ma 36 lat. Nie chce mieć dzieci. Niestety od jakiegoś czasu zmagała się z krwawieniami w środku cyklu. Kiedy próbowała ustalić powody krwawień, pani doktor ginekolog w jednej z prywatnych przychodni, stwierdziła, że jest „nieródką” więc nie powinna się dziwić. Wprost powiedziała, że jak chce nie mieć problemów i nie zacząć nagle przekwitać to powinna jak najszybciej zajść w ciąże, bo „jako kobieta jest do tego właśnie stworzona i niech nie gada tych feministycznych głupot”.

Dagmara ma 36 lat, jest prawniczką z Warszawy. Zdarzały się jej pytania od koleżanek czy nie ma problemu z tym, że nie ma dzieci. Mówi, że bardziej od tego „czy?” nurtuje ją pytanie „z kim?”. Śmieje się, że gdy lekarz na badaniu kontrolnym powiedział jej, że jest w takim wieku, że już powinna pomyśleć o dziecku, to odpowiedziała mu: „dziękuję Panie doktorze, pomyślę ;)”.

Wydaje się więc, że pomimo tego „wolnego” wyboru, nie za miło ta „wolność” smakuje. W Polsce bycie bezdzietną panną postrzegane jest nie najlepiej. I to niestety bardzo często krytycznie odnoszą się do bezdzietnych kobiet, inne kobiety… Dyskryminacja w pracy przez koleżanki… w tramwaju oczekuje się, że zawsze ustąpią miejsca matce z dzieckiem, tak jakby nie miały prawa być nigdy zmęczone.

Kobiety niezależnie czy są matkami czy nie, mierzą się z całą masą trudności. Może więc warto abyśmy, wspierały się na wszystkich polach i szanowały nasze życiowe wybory. Czy niefajna byłaby taka wymiana: Ja dziś zostanę dłużej w pracy, byś ty mogła pojechać z maluchem do lekarza, a Ty jutro zostaniesz dłużej, żebym ja zdążyła do fryzjera przed wieczorną randką? Nikt tak nie wesprze kobietę, jak druga kobieta. Dajmy więc sobie dużo zrozumienia i szanujmy siebie. Bądźmy dla siebie uważniejsze i okazujmy sobie zrozumienie w tym wciąż bardzo męskim świecie.

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/wszystkie-matki-musza-byc-kobietami-ale-nie-wszystkie-kobiety-musza-byc-matkami-okiem-eksperta?fbclid=IwAR367tOn898Hy4zpf6O3EJ-ZA4uKZLZGootFve9fFgSe0vUUNInDMafNW3o

FOBU dotyka nas coraz częściej. Na czym polega i czego tak naprawdę się boimy? [OKIEM EKSPERTA]

18.09.2019

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Z jednej strony mówi się o tym, że dzisiejsze czasy sprzyjają singlom. Z drugiej jednak strony raczej większość z nas jest w związku albo robi wiele, by w nim być. W porównaniu do zamierzchłych czasów „bez internetu”, teraz mamy wiele dostępnych sposobów dróg na poszukiwanie „tego jedynego”. Dlaczego więc tak popularne stało się FOBU?

FOBU: co to właściwie jest?

Szacuje się, że na FOBU (Fear Of Breaking Up), czyli strach przed zakończeniem relacji, cierpi coraz więcej młodych osób, które znacznie gorzej niż wcześniejsze pokolenia radzą sobie z trudnościami w życiu codziennym. Także tymi w relacjach. Pomimo więc, że możemy łatwo poznać kogoś w sieci i bardzo łatwo teraz jest być w kontakcie codziennym z kimś, nawet z drugiego końca globu, myśl o tym, że zostaniemy sami bywa paraliżująca dla niejednej z osób.

Po kilku tygodniach znajomości, przynajmniej na poziomie rozumu, wiesz, że partner Ci nie pasuje, a jednak nie kończysz tej relacji. Dlaczego? Z jednej strony wiesz, że ta osoba nie sprawia, że jesteś szczęśliwsza, bo np. stale się kłócicie, sprzeczacie, a nawet milczycie godzinami czy dniami, niestety jednak nie potrafisz tego zakończyć. Możliwe, że właśnie FOBU dotyczy Ciebie.

Dlaczego nie potrafimy wyzwolić się z nieszczęśliwych związków?

Jak podają badania przeprowadzone przez dr Elizabeth Lombardo, psycholog z Southwestern Medical Center w Texasie, wiele osób w przedziale wiekowym 20-30 lat cierpi z powodu nieszczęśliwych związków, z których nie potrafią się wyzwolić. W wynikach czytamy, że duża część młodych ludzi pozostaje w kontakcie z osobą, pomimo, że nie jest tą relacja usatysfakcjonowana, a nawet i bywa, że jest ona źródłem jej cierpienia. To zwykle właśnie za sprawą lęku przed samotnością i przeświadczenia, że już nikt później nas nie pokocha.

U podstaw tych obaw leży przeświadczenie, że sami sobie nie poradzimy i tylko druga osoba może dać nam poczucie bezpieczeństwa i szczęście. Z podobnego powodu m.in. coraz więcej ludzi cierpi na zaburzenia lękowe. Niskie poczucie swojej wartości i sprawczości, staje się często powodem tkwienia w niesatysfakcjonującej relacji, przez którą nie tylko tracimy miesiące i lata, ale i przekreślamy możliwość stworzenia czegoś naprawdę wartościowego. Bycia z kimś kto nas docenia, szanuje i po prostu do nas pasuje. W autentycznym, a nie pozornym kontakcie.

Im dłużej trwamy tym bardziej przyzwyczajamy się do nieprzyjaznej codzienności, ale te rytuały (nawet jeżeli nieprzyjemne) mogą dawać – przewrotnie, złudne wyobrażenie, że bez nich sobie nie poradzimy, a nasze życie w pojedynkę będzie niewartościowe i smutne.

Bywają także osoby (częściej kobiety), które potrzebują nieustannej uwagi i uzależniają się od partnera, trwając w toksycznej dla obu stron relacji.

Taki związek niestety potrafi wyniszczać i wpływać bardzo negatywnie, zarówno na stan psychiczny, jak i fizyczny tkwiących w niej osób. To jakby forma masochizmu i znęcania się nad sobą. Dlaczego więc sobie to robimy?

Często wynika to z niesamodzielności, czego źródło (u dzisiejszych młodych osób) często upatrywać możemy, przewrotnie, w dość dobrym dzieciństwie i np. nadopiekuńczej matce czy babci, która opiekowała się nami w dzieciństwie. Stawienie czoła jakimś trudnościom, uczy młodą osobę lepszego radzenia sobie z tym czego nie ma i także z potencjalnym rozstaniem. Trudności i pewne frustracje (oczywiście nie chodzi tu o traumy) są niezbędne do odpowiedniego rozwoju umysłowego i emocjonalnego każdego człowieka.

FOBU: Jak sobie z tym poradzić?

Przede wszystkim warto zastanowić się, jakie się ma potrzeby i co samemu ma się do dania drugiej osobie. Wejście autentycznie w relacje polega na tym, że jesteśmy otwarci na siebie i autentyczni. Tylko szczera jasna komunikacja pozwala na ocenę tego czy pasujemy do siebie.

A jeżeli nie pasujemy i pomimo rozmów nic się nie zmienia, to może warto rozważyć czy tracenie swojej dorosłej energii na „wytrzymywanie” w relacji ma sens? Jeżeli „na głowę” wiemy, że nie, a na poziomie emocjonalnym trudno jest nam zrezygnować – warto udać się na konsultację do psychoterapeuty. Wspólnie ze specjalistą można przyjrzeć się temu jakie nasze mechanizmy wewnętrzne odpowiedzialne są za to niekorzystne dla nas działanie i popracować nad nimi. Tak, abyśmy odważniej mogli iść przez swoje życie i niezależnie od zachowań i decyzji innych. Warto być „po swojej stronie” i działać na swoją korzyść. Mamy przecież jedno życie.

 LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/fobu-dotyka-coraz-wiecej-mlodych-osob-na-czym-polega-fobu?fbclid=IwAR0HrKq4hh-nORhaMPLkk3hTwk50xmjnmieonGRKflozqLzE1OtNwRm6Ds8

Singielka na weselu: czy wypada iść samej na wesele? [OKIEM EKSPERTA]

11.09.2019

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

To dylemat wielu singli i singielek w Polsce. Lepiej iść z byle kim, tylko dlatego, żeby rodzina się “nie czepiała”, czy może warto postawić na dobrą zabawę i samopoczucie? Niech odpowiedź na to pytanie każda z was sobie da, ale warto przeczytać felieton naszego eksperta z Ośrodka CENTRUM.

Singielka na weselu

Dawniej wesela i podobne oficjalne party okolicznościowe pomagały młodym ludziom się poznać. Duże rodzinno-przyjacielskie „spendy” pozwalały na poznanie dalszych krewnych, a więc też potencjalnych kandydatów „do pary”. Przy tej okazji sztywne zazwyczaj konwenanse rozluźniały się, a tradycyjne obrzędy na takich uroczystościach sprzyjały swatom jeszcze niezamężnych. Dla niejednej panny złapanie wianka, czy oczepiny premiowały w przyszłości kolejnym ślubem.

Teraz jest troszkę inaczej. W dobie internetu parowanie odbywa się na co dzień, a dróg poznania kogoś jest wiele. Wesela więc to jedna z tych okazji, gdzie standardem jest, że osoby dorosłe pojawiają się w parach. To skupisko kilkudziesięciu osób, w szerokiej rozpiętości wiekowej, ale zazwyczaj dobrze znających się w podgrupach. Jeżeli jesteś więc singlem kłopotów możesz mieć kilka i to wcale niekoniecznie z powodu komentarzy w stylu: „starej panny”.

Czy wypada iść na wesele samej?

Bycie singlem w dzisiejszych czasach nie jest już ewenementem na skalę światową. Niby jest ich dużo, ale kiedy przychodzi czas wesela, mało kto rusza na takie party sam, a już na pewno nie liczy na to, że właśnie tam kogoś pozna. 

W Polsce bycie singlem wciąż nie jest zbyt popularne. Cały czas króluje u nas podejście, że na wesele to nawet zabiera się brata albo wolnego kumpla żeby mieć z kim potańczyć. Na tej uroczystości pożądana jest zazwyczaj „osoba towarzysząca”. 

Może nie jest tak, że idąc sami wytykani będziemy palcem. Ale nasza samotność może generować także kilka trudności organizacyjnych i kłopotów taktycznych. 

Po pierwsze powinniśmy się liczyć z tym, że prawdopodobnie wylądujemy przy stoliku, bądź w otoczeniu osób będących tylko w parach. Osoby przychodzące pojedynczo zdarzają się rzadko i zazwyczaj są to nastolatkowie lub bardzo młodzi dorośli.

Oznacza to, że ostatecznie możesz mieć trudność w znalezieniu partnera do tańca. Pary raczej tańczą ze sobą i najwięcej ze sobą rozmawiają. Oczywiście zawsze można liczyć na wyrwanie na parkiet przez któregoś z wujków. W każdej rodzinie jest przynajmniej jeden wiodący prym „wujek-tancerz”. Zwykle jednak „obtańcowuje” on wszystkie kobiety, więc i ta para wpadnie jedynie na parę chwil. 

Z drugiej strony: singielka przyciąga do siebie wszystkich mocno zakropionych już uczestników zabawy. Może się zdarzyć, że wielu mocno już zmęczonych alkoholem mężczyzn, będzie próbowało czasem nawet zmusić nas do tańca, co na dłuższą metę może być męczące. Tym bardziej jeżeli granice dobrego smaku przekracza np. ojciec Państwa młodych albo mąż jednej z ciotek siedzących niedaleko. Trudno jest wtedy skutecznie postawić granice, aby nikogo nie urazić.

Zdarzyć się także może, że jakaś starsza ciotka zapyta się „co się stało” albo czy przypadkiem nie jesteś po rozwodzie, co może wprawić Cię w małe zakłopotanie. 

Na początku imprezy weselnej także możesz się czuć dość niezręcznie.

Jakie są zalety pójścia na wesele samemu?

Jednak nie jest tak, że pójście samemu na wesele to zły pomysł. Wiele osób sobie to zachwala. Będąc znajomą Państwa młodych zawsze w gronie znajdzie się więcej znanych twarzy. Atmosfera sprzyja także dobrej zabawie – jesteśmy odświętnie ubrane, pięknie umalowane i prosto od fryzjera! Kilka łyków szampana, dobra muzyka i wesoły klimat daje niewątpliwie siłę do tańca do białego rana.

Niezależnie więc od ewentualnych niedogodności można nie przejmować się zbytnio konwenansami i postawić na dobrą zabawę.

Lepiej zdecydowanie być przez chwilkę może samotnym zanim party się nie rozkręci, niż mieć złe towarzystwo i męczyć się później z ogonem.

Otwartość i uśmiech to najlepszy kompan na każdą imprezę, a towarzyszenie w tak pięknym wydarzeniu, niezależnie czy w parze czy bez, daje szansę na fajne wspomnienia i jest pięknym prezentem dla Państwa młodych.

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/singielka-na-weselu-czy-wypada-isc-samej-na-wesele-okiem-eksperta?fbclid=IwAR01bfihPMJd_oQc5F_tkYemlClkDvNwWfG_0HL2Cbzi6pbUD61FC-RL8vU

Matka, żona, szefowa – współczesna kobieta potrafi łączyć wiele ról [OKIEM EKSPERTA]

06.03.2019

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA I SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Z okazji Dnia Kobiet przyglądamy się roli kobiety w dzisiejszym świecie. Jaka jest współczesna kobieta, która często łączy macierzyństwo, pracę i wiele innych obowiązków domowych. W czym tkwi nasza siła?

Dzień Kobiet: jak powinnyśmy traktować to święto?

Dzień Kobiet to święto obchodzone oficjalnie od ponad 100 lat. Przez lata kojarzone z tematem buntu i walki o prawa kobiet. Domagały się one prawa do głosowania i obejmowania stanowisk publicznych, praw do pracy zawodowej oraz zaprzestania dyskryminacji i wyzysku ekonomicznego. Mówi się jednak, że jego pierwowzorem było święto obchodzone w starożytnym Rzymie przypadające na pierwszy tydzień marca – związane z nowym rokiem, narodzinami, macierzyństwem i płodnością. Z tej okazji mężowie obdarowywali żony prezentami i spełniali ich życzenia.

W Polsce w czasach PRL-u „Dzień kobiet” był niebywale celebrowany. Niestety te huczne obchody miały także charakter mocno propagandowy, co wydaje się, że rzutuje na stosunek do niego dziś. Kobiety aktualnie prezentują wiele skrajnych postaw wobec tego święta. Niektóre oczekują kwiatów i życzeń, niektóre nie przywiązują do niego żadnej uwagi, a u części wywołuje ono skrajnie negatywne emocje. Ile kobiet tyle postaw wobec tego dnia, a jednak jest ono nadal oficjalnie obchodzone. Zamiast więc szukać „przeciwwskazań” do jego celebrowania, spróbujmy skoncentrować się teraz na tym, co pozytywnego mogłaby każda z nas z niego wyciągnąć dla siebie.

Jaka jest współczesna kobieta?

Na początek – przewrotnie, pokuszę się o odebranie komunistycznej etykiety słowom Gomułki i haśle: “nie ma dziś w Polsce dziedziny, w której kobiety nie odgrywałyby ważnej roli”. Czy bez tego historycznego wydźwięku, nie oddaje ono przypadkiem prawdy o naszej niezwykle ważnej roli w dzisiejszym świecie?

Współczesna kobieta łączy wiele ról. Matka, żona, przyjaciółka, córka, pracownik, szefowa, partnerka … i długo wymieniać. Dla wielu z nas dzisiejszy świat stwarza przestrzeń do realizacji różnorodnych pomysłów na życie. Nie musimy już być jedynie strażniczkami domowego ogniska. Fakt, że natura właśnie nas obdarzyła zdolnością do rodzenia dzieci, nie musi już determinować do pełnienia przez nas jedynie roli gospodyni domowej.  Obraz kobiety w rodzinie coraz bardziej odbiega od tradycyjnych szablonów. Dzisiejsza niewiasta to nierzadko i żona i matka i jednocześnie pracownik. I w każdej z tych ról doskonale się spełnia.

To budzi w nas kobietach oczywiście także szereg wymagań i napotykamy wiele ograniczeń. Wydaje się jednak, że możemy uznać, że jesteśmy już często niezależnymi finansowo potrafiącymi zawalczyć o siebie osobami. A już na pewno nie jesteśmy „słabą płcią”.

Wiemy zazwyczaj czego chcemy i potrafimy po to sięgać, a nawet nierzadko zawalczyć o to. Mamy nie tylko dużo siły w dążeniu do obranych celów, ale dzięki dobrej organizacji z powodzeniem udaje nam się czasem osiągać to, co mężczyznom wydaje się prawie niemożliwe. A co z całą pewnością nie było możliwe dla naszych babek czy prababek.

Czy mamy jakieś słabości?

Z powodzeniem łączymy, więc wiele ról i jesteśmy w tym naprawdę dobre. Naszą jedyną słabością wydaje się czasem nadmiarowe dążenie do doskonałości i zarzucana nam perfekcja. Ale i z tym potrafimy sobie całkiem nieźle radzić.

Czujemy się dużo pewniej w swojej skórze, a naszej codzienności towarzyszy dużo odwagi w dążeniu do samozadowolenia i spełnienia. Zazwyczaj nie boimy się okazywać złości i niezadowolenia i coraz częściej to my decydujemy o najważniejszych sprawach w domu. Nasze szerokie, symbolicznie, przez wieki gromadzone zasoby, widoczne są właściwie w każdym obszarze życia. Mamy zdanie na każdy temati dość dużo odwagi, aby je wygłaszać. Nawet jeżeli nie jest to akceptowane przez partnerów czy mężów, znajomych bądź polityków. Każda z nas wydaje się, że ma własny sposób na to, by dawać o sobie znak na tym świecie. Posiada przekonania i poglądy i potrafi ich się trzymać i o nie dbać. Jedne z nas o nie walczą na dużą skalę, niektóre dbają o nie na poziomie własnego domu czy grupy znajomych.

Co chcemy uczcić w Dzień Kobiet?

Jeżeli więc już mamy to święto, to niezależnie od jego historycznego tła, może warto abyśmy na chwilę przystanęły. I zapytały siebie, co byśmy chciały dziś uczcić w sobie?Za co dziś ja jako kobieta chciałabym się docenić? Niezależnie od tego co chcemy albo czego nie chcemy od innych. Spójrzmy na to gdzie my jako kobiety jesteśmy i co ja chciałabym dla siebie więcej albo czego mniej, by czuć się szczęśliwszą. I niezależnie od tego co jakiś mężczyzna – bliski czy dalszy, postanowi tego dnia dla nas zrobić – spróbujmy stworzyć dla siebie własne życzenia z okazji Dnia Kobiet.

Pewnie byłoby fajnie, aby każdego dnia świat doceniał nas i nie tylko tego dnia dawał kwiaty. Ale na pewno takie życzenia złożone samej sobie, niezależnie od stosunku do samego święta, mogą stanowić wartość, z której będziemy czerpały przez kolejny rok.

LINK: https://www.kobieta.pl/artykul/dzien-kobiet-wspolczesna-kobieta-potrafi-laczyc-wiele-rol-okiem-eksperta-190306023714?fbclid=IwAR1C2ESDdrXYI_3uXbc7xvIi-iXd5DjhYVaj9lPjcFBp5oKAQ_C1nUFJM0Q

6 sposobów, jak pogodzić się z rozstaniem [OKIEM EKSPERTA]

15.11.2018

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Rozstanie z partnerem, czy rozwód z mężem trzeba po prostu “przeżyć”, a to nie dzieje się tak od razu. Nasz doświadczony ekspert podpowiada, jak poradzić sobie z rozstaniem.

Jak pogodzić się z rozstaniem?

Rozstanie boli, ale ty decydujesz czy cię ono zabije, czy wzmocni. Kiedy zaczniesz robić nowe rzeczy, to odbudujesz poczucie swojej wartości. Dostrzeżesz jasne strony życia i poczujesz się lepiej sama ze sobą. Być może teraz wydaje ci się to nierealne, ale tak nie będzie zawsze.

1/6. Małymi krokami

Powinnaś zacząć od małych zmian w rytmie dnia. Zmodyfikować dotychczasowe rytuały, tak aby już od poranka twój dzień napawał cię nową energią. Kawę możesz zastąpić szklanką soku, lunch przy biurku zamienić na sałatkę, którą zjesz ze znajomą z pracy, w barze na dole. Po pracy odwiedź koleżankę albo wróć piechotą zamiast jechać tramwajem. Pomyśl o czym kiedyś marzyłaś – może zawsze chciałaś nauczyć się śpiewać? Albo kochałaś chodzić po górach? Pomyśl, jak mogłabyś to zorganizować, aby teraz się to udało zrealizować. Zapisz się na kurs albo wypad w góry. Nie masz z kim? To nic! Poszukaj oferty wyjazdu dla singli. Dzieci możesz zostawić z rodzicami albo ustalić z byłym mężem, że w danym tygodniu będą z nim.

Dobrze jest odświeżyć mieszkanie. Odmaluj sypialnię, kup sobie toaletkę, przemebluj albo w ogóle się przeprowadź. Pozbądź się wszystkich rzeczy, które przypominają ci o byłym. Zrób miejsce dla „przyszłości”, pozbywając się „przeszłości”. Pomyśl co chciałabyś robić i to zrób.

Jesteś najlepszym specjalistą od swojego życia. Bądź dla siebie dobra i skieruj cała swoją siłę na siebie. To naturalne, że zmian się boimy, ale każda zmiana to nowe możliwości i możesz je wykorzystać.

2/6. Pożegnaj i nie bój się płakać

Rozstaniu towarzyszy ból. Jego siła zbliżona jest do tej, z którą żegnamy bliską osobę, gdy umiera. W tym wypadku jednak pogodzenie się nie oznacza, że już nigdy o tej osobie nie usłyszymy i że nigdy jej nie spotkamy. Znajomi będą analizować to rozstanie, będą komentować, grupy się podzielą, a niektórzy będą oceniać to niesprawiedliwe. A czy to tak naprawdę ma znaczenie, czyja to bardziej wina? Na dodatek trudno ci czasem otwarcie przyznać sama przed sobą, że cierpisz po odejściu partnera. Nawet jeśli odczuwasz złość – ból straty jest silny. Będziesz musiała tę żałobę przejść. Kroczek po kroczku – przez złość, smutek, zagubienie, budowanie wszystkiego na nowo i nowe życie. Potrzebny jest do tego czas. Masz go tyle, ile potrzebujesz.

3/6. Nie uciekaj od emocji

Wspomnienia tego co było to jedno co będzie wracało. Z czasem zaciera się obraz całości i pozostają tylko te miłe chwile. To za nimi tęsknisz najbardziej. Co więcej – najtrudniej pożegnać nadzieję na to czego nie będzie. To o czym marzyłaś i z jakiego powodu nie odchodziłaś. To jak lokata, na którą wpłacałaś do banku – a nagle okazuje się, że nie tylko nie będzie odsetek, ale także kapitału. Złość, żal, gorycz, smutek, analizy co mogłam zrobić inaczej. To wszystko jest naturalnymi etapami w godzeniu się z tym, co było i nie wróci.  Lepiej przyjąć te uczucia jako pewne doświadczenie życiowe, niż tłumić je w sobie i hodować poczucie krzywdy. Pozwolenie sobie na przeżycie i dopuszczenie bólu to pierwszy krok do odbudowania swojego życia.

4/6. Daj sobie pomóc

Nie odrzucaj ludzi, którzy się o ciebie martwią. Przyjmij ich pomoc i zainteresowanie. Rozstanie to bardzo trudne emocjonalnie doświadczenie. Wsparcie bliskich i przyjaciół jest niezwykle ważne. Oni pomogą ci ułożyć to na nowo. Jeżeli trudno ci dzielić się tym z bliskimi – odwiedź psychoterapeutę. Zbyt długie trwanie w głębokim smutku może przerodzić się w depresję. Warto to sprawdzić jeżeli żałoba trwa wiele miesięcy.

5/6. Nic na siłę

Daj sobie czas. Rób to na co masz ochotę. Nie rób niczego wbrew sobie. Niektóre osoby rzucając się w wir życia towarzyskiego, zakrapiają smutek alkoholem i zaczynają myśleć o sobie nie najlepiej. Czasem też wiążą się w nowe związki i popadają w te same schematy.

Lepiej poświęcić ten czas na budowanie nowej siebie, a nie rozbijanie. Zatroszcz się o swoje potrzeby i usłysz swoje pragnienia. Zapełnij pustkę czymś konstruktywnym i ciepłym z wnętrza siebie. Dopuść ból, daj mu wybrzmieć i powoli zatroszcz się o siebie. Pamiętając, że nigdy nie jest za późno na rozwijanie swoich pasji i zdobywanie nowych umiejętności. Dobrym sposobem jest regularne uprawianie sportu. Zacznij powoli. Aktywność fizyczna to endorfinki – wzmocnienie psychicznie, poprawienie kondycji i lepsze samopoczucie. To fajne miejsce także na poznanie nowych ludzi. Dobry nowy początek !

6/6. Przyjmij fakty

Potrzebujesz czasu, aby ułożyć wszystko na nowo. Zmiana może być korzystna. Pod warunkiem, że naprawdę chcesz coś zrobić w swoim życiu. Poczucie krzywdy i odrzucenia nie jest paliwem dla nowej „ja”. To bardzo ważne, abyś przyjęła to, co się stało. Uznała to, co się wydarzyło. Kiedy już minie czas opłakiwania straty zrozumiesz, że z jakichś względów nie potrafiliście się porozumieć – obydwoje. Ty także miałaś w tym udział. Musisz wyjść z roli ofiary, bo masz wpływ na swój los. Nawet jeżeli partner cię zdradzał, to może po prostu wybrałaś nieodpowiedniego mężczyznę? Każdy człowiek ma prawo do błędu. Jeśli przez cały czas będziesz tkwić w żalu do drugiej osoby, nie zrobisz kroku naprzód.

LINK: https://www.kobieta.pl/galeria/6-sposobow-jak-pogodzic-sie-z-rozstaniem-okiem-eksperta/przyjmij-fakty

Dlaczego wciąż stoimy „za” mężczyzną, a nie obok niego albo przed nim? [OKIEM EKSPERTA]

03.11.2018

KAROLINA JARMOŁOWICZ – PSYCHOTERAPEUTA, SOCJOLOG, OŚRODEK CENTRUM

Dobrze wykształcona, realizująca się zawodowo, zadbana i silna, samodzielna i znająca swoje poczucie wartości, nie będzie chciała stać za czyimiś plecami, bo niby dlaczego? – taka jest współczesna silna kobieta.

Jaka jest współczesna kobieta?

Współczesna kobieta nie różni się zbytnio od damy sprzed wieków. Jest silna, mądra, piękna, zaradna, wrażliwa … tylko, że teraz nie musi już udawać innej. Przez lata wartość kobiet nadawali mężczyźni. Miałyśmy pięknie wyglądać albo rodzić dzieci, dobrze gotować albo świetnie wspierać mężów w drodze do sukcesu… a czasem najbardziej ceniono nas za milczenie. Stare powiedzenie, że kobieta jest ozdobą mężczyzny, prześladowało nas przez lata. Niczym spinka przy mankiecie albo kwiatek w butonierce. Wraz z nadejściem nowych czasów powiedzenie to zastąpiło nowe: „Za każdym sukcesem wielkiego mężczyzny stoi wyjątkowa, mądra kobieta”. Wydaje się jednak, że to tylko zabieg reklamowy, mający „pogłaskać po głowie” i docenić lata trudu wspaniałych silnych mądrych kobiet zmuszanych do życia w cieniu mężczyzny. Dlaczego wciąż stoimy „za” mężczyzną, a nie obok niego albo przed nim? Jeżeli jesteśmy takie mądre i wspaniałe to dlaczego nam właśnie nie pozwala się iść przodem?

Co charakteryzuje silną kobietę?

Kobieta sukcesu to zwykle samotna kobieta. Dobrze wykształcona, realizująca się zawodowo, zadbana i silna, samodzielna i znająca swoje poczucie wartości, nie będzie chciała stać za czyimiś plecami, bo niby dlaczego? I tu zaczyna się kłopot. Mężczyźni którzy przez wieki dowodzili swojej męskości poprzez walkę, grę biznesową czy przemoc, niechętni odstępują miejsce na podium. Jeżeli więc w biznesie kobieta prędzej czy później uderza głową o „szklany sufit”, na co ma szansę w związku? Współcześni mężczyźni są tacy sami jak przed wiekami – wygodni, lepiej zarabiający, wymagający i często równie okrutni. Wychowani w stereotypach (nawet jeżeli głoszą równouprawnienie) poszukują partnerki, która nie będzie stanowiła dla nich konkurencji. Wystarczy, że zawodowo wciąż muszą się zmagać z konkurencją.

Inteligentna, dobrze wykształcona, z własnym mieszkaniem współczesna kobieta, nie czeka już na „księcia z bajki”, który uratuje ją z „kuchni od złej macochy”. Lata walk o prawa kobiet doprowadziły nas do punktu w którym naprawdę trudno o szczęście. Z jednej strony mamy potrzebę bliskości, miłości, zrozumienia i poczucia bycia potrzebną, ale z drugiej – nie chcemy już płacić za ten pakiet tak wysokiej ceny jak kiedyś.

Czy potrafimy dzisiaj powiedzieć: “dość”?

Wprawdzie nasz brak uległości i okazywanie wprost niezadowolenia, mężczyźni starają się zbagatelizować PMS-em, a co bardziej okrutni, ujmując kulturalniej „brakiem seksu”; ale my już nie milczymy. Nasz donośny głos słychać nie tylko w domach ale i na ulicach. Coraz trudniej jest nas uciszać, bo coraz więcej możemy mówić. Kiedyś kobietom wpierano, że „milczenie jest złotem”. Żadnemu jednak mężczyźnie nie zamyka się ust. Już od dziecka dziewczynki mają być grzeczne, podczas gdy chłopcy maja prawo krzyczeć, biegać, brudzić się i pyskować, wracać później do domu, pic alkohol i uprawiać seks. Nikt nie czuje oburzenia gdy ich „pierwszy raz” jest na kolonii zanim skończą 16 lat. Przez wieki dziewczynki natomiast miały trzymać dziewictwo „aż do ślubu”, jakby tłumiony popęd seksualny miał być nagrodą dla faceta za to, że z nami bierze ślub. Masowa krytyka prostytucji i niestosownego zachowania dotyczy przede wszystkim kobiet, a nikt nie wspomina i nie obwinia za to mężczyzn, chociaż to oni odpowiadają za popyt, a więc są paliwem podaży.

Krytykowane, tłumione i zawstydzane latami, dorastamy w poczuciu, że nasza rolą jest być „szyją” dla „głowy” mężczyzny, jego podporą i mądrością. Kiedy więc na studiach okazuje się, że uczymy się szybciej i nierzadko lepiej, a nasza elokwencja, systematyczność, odwaga i skrupulatność przekłada się na dobre wyniki w pracy – nie chcemy się zatrzymać w roli „podpory życiowej” i przemy do przodu.

Kiedy na czymś nam zależy potrafimy walczyć równie mocno jak faceci. Posiadamy jednak jeszcze serce i wrażliwość, które w połączeniu z wrodzoną ogromną siłą, stanowi wspaniały fundament do sukcesu. Nie dziwne, że mężczyznom się to nie podoba. O ile w pracy zawodowej nie mają trochę wyjścia i muszą to doceniać, o tyle w domu kompletnie sobie z tym nie radzą. Związek z niezależną znająca swoją wartość kobietą, jest o wiele trudniejszy i dla obu stron. Faceci lubią imponować, a przy takiej kobiecie poprzeczka stoi naprawdę wysoko i niewielu mężczyzn ma ochotę do niej doskoczyć – kobiet jest więcej niż mężczyzn, więc po co się tak starać? Samotność jest co raz częściej świadomym wyborem współczesnej kobiety.

Jak pisze w swojej książce Lew Starowicz: „ Dopiero wtedy, kiedy pojawia się ktoś, z kim mogłyby zbudować trwałą relację, kobieta popada w skrajności – albo stara się na siłę zatrzymać faceta przy sobie, albo przeciwnie – zachowuje się tak, jakby jej na niczym nie zależało”. Te zachowania wynikają z ogromnej frustracji. Z jednej strony świadomość swojej wartości, a z drugiej – strach przed ciągłym rozczarowywaniem się.

My kobiety często wchodzimy w każdą sprawę całym sercem – tak jakby to było na śmierć i życie. Mamy nieskończone pokłady siły danej nam przez naturę, dlatego to też nas natura obdarzyła rodzeniem dzieci.

Ta wielka siła czasem jednak obraca się przeciwko nam. Sądzimy bowiem, że jeżeli bardzo się postaramy to nam się uda. Staramy się więc najpierw „o związek” a potem „w związku” na wszelkie sposoby zapewnić sobie wspaniałe życie. Zrealizować mit miłości idealnej. Niestety im bardziej się staramy tym trudniej jest to mieć. Robiąc wszystko idealnie zderzamy się z tak nieidealnymi mężczyznami i oni nie wytrzymują zazwyczaj tej konfrontacji. Po każdym rozczarowaniu zaczynamy więc znowu pracę nad odbudowywaniem silnej siebie, nakładając na facetów kolejne wyobrażenia o tym, jacy powinni być. W rezultacie zapracowane, mamy dużo mniej czasu, a wieczorami czujemy się bardziej i koło się zamyka. Czy warto jednak nie próbować i zostać wieczną singielką?

Od lat obserwuję mężczyzn i niektórych niezmiernie cenię. Obok, a nie w ich cieniu stoją ich wspaniałe kobiety. I to oni publicznie je doceniają i podziwiają, ustępując miejsca i puszczając przodem – nie tylko w drzwiach. Niestety żyjemy w męskim świecie i pewnie jeszcze wieki muszą minąć żeby to się zmieniło (jeżeli w ogóle się zmieni). Co więcej robić? Nie ma jednej recepty na szczęście. Wydaje się, że najlepszym sposobem na szczęśliwe życie jest patrzenie realne na rzeczywistość i godzenie się z nią. Idealnie nie będzie ale to nie znaczy, że nie może być fajnie. Jeżeli mamy jasną wizję swojego życia, to możemy spokojnie ją realizować, doświadczając codzienności i byciem otwartą na świat i ludzi jakimi są. Bez ciągłego fantazjowania o księciu z bajki. Przecież ludzi na świecie są miliardy, więc jeżeli mamy dość wysokie wymagania to znalezienie odpowiedniego partnera może trochę zająć. Albo więc godzimy się z tym stanem rzeczy, albo spuszczamy poprzeczkę do poziomu w którym wciąż będziemy czuły się choć trochę zadowolone.

LINK; https://www.kobieta.pl/artykul/jak-byc-kobieta-sukcesu?fbclid=IwAR3VPVuIT1HQU-d2zwdUr2v4vGLWI3bsLLdPbXkRsIma7R86V95yrHAWJ0I